- Anthony będzie w przyszłym roku bezdyskusyjnym mistrzem świata wagi ciężkiej - przekonuje Aleksander Usyk (24-0, 15 KO), który najpierw dwukrotnie pokonał Anthony'ego Joshuę (29-4, 26 KO), a teraz wspólnie z nim trenuje i daje swoje wskazówki.
Brytyjczyk zawsze poszukiwał nowych rozwiązań i zmian w sposobie trenowania. Ostatecznie trafił do Team Usyk, w którym jest również miejsce dla Jakuba Chyckiego.
- Dziś on już nie jest moim potencjalnym rywalem, tylko partnerem w treningu, nowym bratem. Ostatnio pokazywałem mu naszą kuchnię, kulturę, oprowadzałem po mojej ojczyźnie. On nie ma w tej chwili mistrzowskich pasów, ale prawdziwym mistrzem jest ten, który nigdy się nie poddaje. Trenujemy wspólnie dwa razy dziennie, a on w przyszłym roku będzie bezdyskusyjnym mistrzem wagi ciężkiej - kontynuował Ukrainiec, potencjalnie najlepszy "ciężki" od czasów Lennoxa Lewisa.
Ale nawet on jest krytykowany. Niedawno stworzył listę trzech rywali, z którymi zamierza stoczyć trzy ostatnie walki w karierze. Zaczyna od Rico Verhoevena (1-0, 1 KO). Pojedynek zapowiedziano na 23 maja w Gizie w otoczeniu egipskich piramid. Następny ma być lepszy z walki Wardley vs Dubois, a wszystko zakończy trylogia z Tysonem Furym. Kibice krytykują taki pomysł, wskazując szczególnie na Agita Kabayela (27-0, 19 KO) jako najciekawszego przeciwnika. Usyk jednak niespecjalnie troszczy się o to, co myślą inni, a z drugiej strony pozostaje otwarty na kandydaturę Niemca.
- Nie słucham tego, co mówią i myślą ludzie, nie oglądam wiadomości, dla mnie liczy się tylko trening, spanie i odpowiednie jedzenie. Nie wykluczam, że zamiast trzeciej walki z Furym spotkam się z Kabayelem. Jego kibice twierdzą, że muszę się z nim zmierzyć, ale ja żyję swoim życiem i niczego nie muszę. Kabayel to mądry i bardzo dobry zawodnik i kto wie, może zdążę z nim zaboksować przed przejściem na sportową emeryturę - dodał Usyk.
Powrót Joshuy wstępnie planowany jest na lipiec. Nie ma konkretów odnośnie rywala.