Laura Grzyb (12-0, 3 KO) pomimo długiej przerwy od boksu wciąż zachowała "czutkę i tajming", pewnie ograła niepokonaną dotąd Simamkele Tuntsheni (8-1, 3 KO) i sięgnęła po wakujący pas mniej poważanej organizacji IBO wagi super koguciej, czy też jak kto woli junior piórkowej.
Początkowo Polka po lewym prostym biła konsekwentnie prawym na dół. Od drugiej rundy jednak dodała do swojego arsenału prawy sierp na górę i choć rywalka wiedziała, z której strony grozi jej niebezpieczeństwo, to nie wiedziała, czy bronić głowy, czy tułowia?
LAURA GRZYB: SERWIS SPECJALNY >>>
W połowie trzeciego starcia aura zaskoczyła przeciwniczkę lewym sierpowym, a gdy ta szybko chciała odpowiedzieć, nadziała się jeszcze na kontrę z prawej ręki. W kolejnych minutach "Grzybowa" używając dobrej pracy nóg boksowała przede wszystkim z kontry, ale w szóstej rundzie zaatakowała, zaczęła wydłużać swoje akcje do 4-5 uderzeń i w pewnym momencie zapachniało nawet czasówką.
Polka znów podkręciła tempo i wrzuciła wyższy bieg w ósmym starciu, rywalka jednak - choć dużo słabsza bokserska, okazała się naprawdę twardą zawodniczką. A w końcówce nawet próbowała raz jeszcze zaatakować. Nie miała dziś jednak szans z dobrze dysponowaną Polką.
Przypomnijmy, że Laura była wcześniej mistrzynią Europy w tym samym limicie.