W konfrontacji dwóch zawodników szerokiej czołówki wagi ciężkiej Efe Ajagba (21-1-1, 15 KO) pokonał Charlesa Martina (30-5-1, 27 KO).
Obaj fajnie zaczęli. Niby człapali na nogach, ale w pewnym momencie zrywali tempo i już w pierwszej rundzie doszło do kilku krótkich spięć. W końcówce drugiej rundy Amerykanin skontrował prawym sierpem, doskoczył i dodał kilka mocnych ciosów na gardę, czym prawdopodobnie zyskał przychylność sędziów. Przez dwie minuty trzeciej rundy Ajagba chodził jakby bez pomysłu za punktującym go rywalem, aż w końcu wystrzelił prawym krzyżowym i posłał dawnego championa na deski. Martin powstał na osiem i choć był mocno zraniony, to przetrzymał z trudem 50 sekund, aż zabrzmiał zbawienny dla niego gong. Było to jednak tylko odroczenie wyroku.
Po przerwie Ajagba ruszył dokończyć dzieła zniszczenia. Po długim prawym Martin znów znalazł się na deskach. Znów powstał, lecz Nigeryjczyk nie zamierzał już wypuścić okazji. Ruszył na oponenta i po kilku mocnych uderzeniach do akcji wkroczył sędzia, przerywając pojedynek w 70. sekundzie czwartej rundy.
EFE AJAGBA: SERWIS SPECJALNY >>>
Wcześniej efektowne zwycięstwo zanotował "półciężki" Umar Dżambekow (14-0, 10 KO). W pierwszej rundzie boksujący z pozycji mańkuta Austriak straszył Ahmeda Elbialego (24-2, 19 KO) mocnymi ciosami z lewej ręki, ale na początku drugiej odsłony skrócił dystans, huknął prawym podbródkowym, a sędzia nawet nie zaczynał liczyć, tylko od razu ogłosił nokaut.