DZWONI KNYBA DO REDAKCJI, CZYLI JAK STRACIĆ SZACUNEK W 43 SEKUNDY

Łukasz Furman, Opracowanie własne

2026-01-12

Relacje buduje się długo. Wszystko można za to szybko zaprzepaścić. I tak oto Damian Knyba (17-1, 11 KO) w ciągu 43 sekund stracił u mnie szacunek, ale też sympatię, którą go dotąd darzyłem.

Pewne kontrowersje narosły wokół przerwania jego sobotniej walki z Agitem Kabayelem (27-0, 19 KO). Czy sędzia za szybko przerwał pojedynek w trzeciej rundzie? Miałem mieszane uczucia, w końcu to walka o charakterze mistrzowskim, bliżej mi jednak było do tego, że Mark Lyson błędu nie popełnił. Damian prawdopodobnie nie był na tyle ranny, aby nie dotrwać do gongu, natomiast według mnie zaczął już być "łamany" i przegrałby w czwartej odsłonie. A w boksie, szczególnie w wadze ciężkiej, przykry nokaut może skończyć karierę. A że zawsze mówię/piszę to, co myślę, w mediach społecznościowych popisałem z trenerem Aleksandrem Maciejowskim, którego lubię prywatnie, a wiedzę o boksie bardzo szanuję.

- To było jedno z tych zatrzymań walki, które, gdyby doszło później do ciężkiego nokautu, analizowalibyśmy, zastanawiając się, czy nie należało jej przerwać właśnie w tym momencie - napisał trener.

- W 4. rundzie skończyłoby się ciężkim KO i mogło być po karierze. A tak można lecieć na bajerce "za wcześnie", "sędzia skrzywdził" i zrobić kolejne podejście do czegoś dużego po 2-3 zwycięstwach - to z kolei moja odpowiedź i zarazem końcówka naszej krótkiej rozmowy w mediach społecznościowych.

Dziś napisał do mnie Damian z pytaniem, czy to ja pisałem. Odpisałem mu: "Tak. Uważam, że przerwanie było słuszne". Kilka sekund później dostałem od naszego niedoszłego mistrza telefon...

- Już nigdy nie dam ci wywiadu. Jesteś dwulicową ***** - reszta była już wyzwiskiem w moim kierunku. A że bliżej mi już do pięćdziesiątki niż czterdziestki, a mój rozmówca w sumie jest niewiele starszy niż moja córka, nie za bardzo życzę sobie takiego tonu. Zresztą jak byłem młodszy też bym sobie nie życzył, natomiast im jestem starszy, tym bardziej jestem na takie błazenady wyczulony.

Próbowałem się przebić przez ten ściek wyzwisk pod moim adresem, nie udało się, więc w 43. sekundzie się rozłączyłem.

I teraz kilka faktów. Od siedemnastu lat odpuściłem tylko dwukrotnie Mistrzostwa Polski Seniorów. Jeżdżąc na tydzień takich zawodów - choć mam hotel od organizatora, sporo pieniążków tracę. Robię to tylko po to, aby wynaleźć jakiegoś ciekawego, młodego chłopaka, i jako pierwszy o nim napisać, pierwszy nagrać mu walkę, może zrobić jako pierwszy wywiad. I tak też było z Knybą. Jego walki z boksu olimpijskiego, które znajdziecie na YT, poszły właśnie z mojej ręki. Za pierwszym razem nakręciłem go, bo zobaczyłem dużego chłopaka. Potem już, bo widziałem, że dość szybko robi postępy. Damian będzie mógł pokazywać swoim dzieciom początki swojej kariery dlatego, że kiedyś wpadł mi w oko i dość szybko go doceniłem. Doceniłem go zanim panowie Kownacki, Rachwał, a nawet trener Piotr Wilczewski (pozdrawiam), dowiedzieli się o jego istnieniu. To może nie jest jakiś mocny argument, ale powinno temu młodemu chłopcu, bo jak widać jeszcze nie mężczyźnie, dać do myślenia.

Na groźbę, że nie dostanę już więcej wywiadu... Cóż, robiłem wywiad z Deontayem Wilderem (wtedy 25-0), który zmierzał po tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Nie raz i nie dwa rozmawiałem z braćmi Kliczko, którzy byli wtedy długo panującymi mistrzami świata, robiłem wywiady z mistrzami świata niższych kategorii, więc przeżyję jakoś brak wywiadu z panem Knybą. Powiem (napiszę) więcej, nie mam już na to najmniejszej ochoty...