Francis Ngannou (0-2) wciąż rwie się do boksu, a szczególnie do walki z Deontayem Wilderem (44-4-1, 43 KO).
"Predator" wrócił do MMA i potwierdził swoją dominację wygraną nad Renan Ferreirą. Ale ciągnie go do boksu, częściowo przez większe pieniądze, ale i miłość do szermierki na pięści. Bo przecież od boksu zaczynał swoją przygodę ze sportami walki.
Z kolei "Brązowy Bombardier" stracił swój blask i aurę strachu, jaką niósł każdy cios z prawej ręki. Pod koniec czerwca pokonał przed czasem Tyrrella Herndona, zaboksował jednak poniżej oczekiwań. Dziś więc jego potencjalna walka z Kameruńczykiem z francuskim paszportem miałaby sporo sensu, trudno bowiem byłoby wskazać mocnego faworyta.
- Wilder to mój cel numer jeden. Nie rozmawialiśmy jeszcze osobiście, ale wkrótce to nastąpi - powiedział Ngannou, były mistrz UFC wagi ciężkiej.
- Deontay jest otwarty na taką walkę w przyszłym roku - komentuje wszystko Shelly Finkel, menadżer i doradca Wildera.