Kiedy Aleksander Chyżniak sięgnął w Tokio po olimpijskie srebro, Witalij Kliczko za wszelką cenę chciał sprowadzić go na ring zawodowy. Ukrainiec jednak marzył o olimpijskim złocie.
I udało się - w zeszłym roku podczas paryskiego turnieju Chyżniak stanął na najwyższym stopniu podium w nienaturalnej dla siebie wadze 80 kilogramów. Bo - niestety dla niego - dywizji średniej nie było programie igrzysk.
Wszyscy spodziewali się, że wkrótce rozpocznie karierę zawodową, tymczasem... Chyżniak nie wyklucza pojedynczych walk zawodowych, wyraził nawet nimi zainteresowanie, przyznał natomiast, iż skupi się głównie na obronie olimpijskiego złota w 2028 roku w Los Angeles.
Chyżniak nie próżnuje, trenuje i pozostaje w formie, ale na powrót na ring poczekamy jeszcze do początku przyszłego roku.
- Wygrałem już wszystko co było do wygrania i tę grę ukończyłem. Mam złote medale z każdej imprezy. A pas zawodowego mistrza świata to coś zupełnie nowego. Chcę więc spróbować swych sił jako zawodowiec - mówił w listopadzie Ukrainiec. Jak widać czas zmienia perspektywę...