POBOKSOWANE #13: WBA - WIELKI BOKSERSKI ABSMAK. PRESJA MA SENS?

2021-08-28, Kacper Bartosiak, Opracowanie własne

Trzynasty odcinek popularnego cyklu "Poboksowane" Kacpra Bartosiaka to opowieść o federacji WBA, która przekroczyła ostatnio wszelkie możliwe granice i została postawiona pod ścianą. Lektura pasjonująca, zwłaszcza dla tych, którzy wciąż mają nadzieję na powrót złotych czasów zawodowego boksu.

POBOKSOWANE #13: WBA - WIELKI BOKSERSKI ABSMAK. PRESJA MA SENS?

W konkursie na najbardziej patologiczną organizację boksu zawodowego World Boxing Association (WBA) od dawna wygrywa w cuglach. Najstarsza z federacji w ostatnich latach stopniowo pogrążała się w oparach absurdu i doszła do etapu, w którym uznawanie czterech mistrzów w poszczególnych kategoriach wagowych to tylko wierzchołek góry lodowej. Prezydent Gilberto Mendoza niedawno znów zapowiedział zmiany, ale proces nieoczekiwanie przyspieszył po kolejnym skandalicznym werdykcie, który wstrząsnął pięściarską Ameryką.

Niezrównany James Toney zaproponował kiedyś, by skrót WBC (World Boxing Council) rozwijać jako "We Be Crooks" ("jesteśmy oszustami"). Idąc tym samym tropem skrót WBA w ostatnich latach oznacza "We Belt Anyone" ("damy pas każdemu"). Obok posiadacza najważniejszego pasa "Super" występuje przecież także tytuł "Regularny" (znany również jako WBA World) oraz "Tymczasowy" (WBA Interim). Żeby nie było za łatwo, to niedawno w grze pojawiły się także pasy "Gold", które dodatkowo komplikowały mętlik, bo ich posiadacze również nie byli traktowani jako zawodnicy z TOP 15 rankingu.

POBOKSOWANE #12: IGRZYSKA W TOKIO - OSTATNIE OWOCE KUBAŃSKIEJ REWOLUCJI? >>>

Na początku pasy "Super" miały być nagrodą dla mistrzów, którzy unifikują. Mistrz tymczasowy w oryginalnej koncepcji miał być wyłaniany, gdy posiadacz głównego trofeum nie mógł go bronić - przeważnie z powodu kontuzji. Pasy Interim w wizji WBA miały być bronione co trzy miesiące. Z czasem oryginalne założenia przestały się liczyć, a dodatkowe tytuły były znakomitym źródłem kolejnych opłat sankcyjnych. Układ pasował prawie wszystkim - promotorzy płacili i mogli reklamować w telewizji walkę mistrzowską, a działacze na tym zarabiali.

Przeanalizujmy na chłodno ostatni ranking WBA z czasów zanim gówno trafiło w wentylator. W wadze ciężkiej mistrzów było dokładnie pięciu (!) - numerem jeden wydaje się Anthony Joshua (24-1, 22 KO) (WBA Super), ale drugorzędny pas (WBA World) posiada Trevor Bryan (21-0, 15 KO). Tytuł WBA Gold w walce z Adamem Kownackim (20-1, 15 KO) zdobył Robert Helenius (30-3, 19 KO), a pasek WBA Interim - niedługo po porażce z Joe Joyce'em (13-0, 12 KO) - jakimś cudem trafił do Daniela Duboisa (16-1, 15 KO).

Mało? W grze jest jeszcze Manuel Charr (32-4, 18 KO) jako "champion in recess", czyli emerytowany mistrz. Tylko o jakiej emeryturze może być mowa w przypadku zawodnika, który ostatnią walkę stoczył w maju 2021 roku?! Obecność Niemca w mistrzowskiej układance jest trudna do pojęcia. Pas WBA World wywalczył w listopadzie 2017 roku, a potem przez ponad 3 lata nie obronił go ani razu. Miejsce przy stole dostał za zasługi lub za coś innego.

Trudno wskazać kategorię wolną od patologii. Najbliżej normalności jest w wadze półciężkiej - tam mistrzem "super" jest Dimtrij Biwoł (18-0, 11 KO), a poza nim funkcjonuje tylko "mistrz tymczasowy" - Robin Krasniqi (51-6, 19 KO). Najbardziej absurdalnym pojedynczym przypadkiem wydaje się Gervonta Davis (25-0, 24 KO), który posiada pasy WBA... w trzech kategoriach równocześnie! W wadze superlekkiej i lekkiej to tytuły WBA World, z kolei w kategorii superpiórkowej to już pas WBA Super.

Pozostałe z wiodących federacji (WBC, IBF, WBO) uznają tylko najważniejszy z tytułów. To oznacza, że pozostałych nie można unifikować z innymi mistrzami. Przekonał się o tym niedawno Guillermo Rigondeaux (20-2, 13 KO) - pas WBA World stracił już wychodząc do ringu z mistrzem organizacji WBO Johnrielem Casimero (31-4, 21 KO).

W sumie w boksie zawodowym możemy wyróżnić 17 kategorii wagowych. Organizacja WBA w notowaniu z 31 lipca rozdała łącznie... 56 pasów mistrzowskich! Po 16 tytułów to pasy "Super" i "World", 12 "Gold", 10 "Interim" i 2 "In Recess". Skalę niedorzeczności dość dobrze obrazuje poglądowa tabela:

Wszystko układało się znakomicie aż do 7 sierpnia. Tego dnia Gabriel Maestre (4-0, 3 KO) i Mykal Fox (22-3, 5 KO) mieli rywalizować o pas WBA Interim w kategorii półśredniej. Ten wybitnie idiotyczny ruch miał sprawić, że limit 147 funtówna moment  stanie się drugą wagą obok ciężkiej, w której równolegle pojawi się pięć mistrzowskich pasów WBA. Bezczelny manewr jednak tym razem nie wypalił.

Warto wgryźć się w szczegóły, bo dość dobrze widać tu większość nagannych praktyk, które w ostatnich latach stały się znakiem rozpoznawczym WBA. Fox wziął tę walkę z krótkim wyprzedzeniem w zastępstwie zakażonego koronawirusem Cody'ego Crowleya (19-0, 9 KO). Mimo to oczywiście znalazło się dla niego miejsce w TOP 15 rankingu - i to nawet na 12. miejscu. Fox awansował do rankingu rok po ostatniej walce, która zakończyła się zresztą jego porażką, po której… wypadł z rankingu WBA.

Wałek nie bez konsekwencji

34-letni Maestre od samego początku mógł liczyć na wyjątkowe wsparcie WBA. Już w pierwszej zawodowej walce zmierzył się o rankingowy pas WBA Fedebol. Po zwycięstwie nad Jeovanisem Barrazą (20-0) wskoczył na ósme miejsce zestawienia, a potem tylko piął się w górę. Tylko skąd ta ekspresowa droga?

Wenezuelczyk to wprawdzie dwukrotny olimpijczyk, ale zdecydowanie nie jest zawodnikiem pokroju Wasyla Łomaczenki (15-2, 11 KO). Dwukrotnie odpadał w ćwierćfinale igrzysk (2012 i 2016), a na arenie międzynarodowej jego największym skalpem pozostaje brąz mistrzostw świata z 2013 roku i kilka medali igrzysk panamerykańskich.

Maestre zrezygnował z udziału w igrzyskach w Tokio i może dlatego w nagrodę dostał walkę o pas tymczasowy. Był wyraźnym faworytem, jednak Fox zaskoczył go dojrzałym boksem i już w drugiej rundzie posłał rzucił Wenezuelczyka na deski. W kolejnych powtarzał się scenariusz, w którym Amerykanin kontrolował walkę i wydawało się, że robi wystarczająco, by dość pewnie wygrywać na kartach punktowych. Nawet oszczędnie liczone statystyki ciosów pokazywały jego przewagę w celnych uderzeniach (157 vs 131).

Trójka sędziów orzekła jednak o wygranej Maestre. Nikt nie bawił się w żadne subtelności - zwycięstwo było jednogłośne (114:113, 115:112 i 117:110). Ostatnia z tych kart pachniała pięściarskim kryminałem - pani Gloria Martinez Rizzo przyznała Foxowi tylko jedną rundę poza tą, w której miał faworyta na deskach. "Nie ma takiej możliwości, że wygrał więcej rund ode mnie. Był na deskach, zraniłem go... Nie wiem, co więcej mogłem zrobić. Spójrzcie na jego twarz i powiedzcie mi, że wygrał" - wściekał się Amerykanin.

Każdy fan boksu zna takie sytuacje. Burza trwa kilka dni, a potem wszystko wraca do normy w myśl hasła business as usual. Tym razem tak się jednak nie stało. W kolejnych dniach wyszło na jaw, że pani Rizzo w mediach społecznościowych wielokrotnie publikowała rasistowskie treści. Prywatnie jej mężem jest zresztą Ricardo Rizzo - działacz mający długoletnią historię współpracy z WBA. Podczas walki z Foxem jeden z członków tej organizacji miał tak także regularnie gościć w narożniku Maestre, co jest sprzeczne z przepisami.

"W poniedziałek powinno ruszyć federalne śledztwo w sprawie WBA. Fox wygrał tę walkę dwunastoma punktami! Wszyscy siedzący w tym sporcie wiedzieli, że coś takiego się wydarzy. Boks jest przeżarty korupcją i obrzydliwy z tym swoim systemem rankingów i federacji. DOŚĆ!" - napisał w mocnych słowach promotor Lou DiBella.

Dziennikarze poszli za ciosem - w kolejnych dniach przypomnieli kolejne niewygodne fakty i nie gryźli się w język. Tydzień później Chris Mannix na platformie DAZN nazwał WBA organizacją pasożytniczą i wezwał wszystkich mistrzów tej federacji do wyrzucenia tytułów do kosza. Wpisy z hashtagiem #wretchedWBA regularnie podrzucał Dan Rafael - wielki krytyk działań Gilberto Mendozy. 

Unifikacja wewnątrz WBA?

Być może najważniejsze okazało się w tym wszystkim ostre pismo wystosowane przez Association of Boxing Commissions (ABC) - organizację zrzeszającą komisje sportowe w USA i Kanadzie. We wniosku zebrano wszystkie wątki dotyczące pasów oraz kontrowersje wokół walki Maestre z Foxem i wezwano WBA do zdecydowanej reakcji. Brak działań mógł się wiązać nawet z całkowitym bojkotem federacji na rynku amerykańskim i kanadyjskim.

Splot tych wszystkich wydarzeń sprawił, że w WBA doszło do sporego trzęsienia ziemi. Na pstryknięcie palcami prezesa Mendozy posiadacze pasów "Gold" przestali być umieszczani poza rankingami jak pozostali mistrzowie. To oznacza, że to trofeum momentalnie zaczęło pełnić funkcję czysto rankingową - jak pas WBC Silver u konkurencji.

W tym samym piśmie władze WBA skreśliły... wszystkich posiadaczy tytułów Interim. Mistrzowie tymczasowi już mistrzami nie są - zamiast tego będą wyznaczeni jako obowiązkowi pretendenci dla czempionów "regularnych". W ten sposób z 56 mistrzów sprzed miesiąca nagle zrobiło się ich już tylko 31. W gronie tych, którzy stracili tytuły, znaleźli się między innymi Chris Eubank junior (30-2, 22 KO), Chris Colbert (16-0, 6 KO) i wspomniany Dubois.

Władze WBA wykonały jednak łatwiejszą część zadania. Chwila prawdy przyjdzie już za kilka miesięcy gdy okaże się, czy faktycznie dojdzie do serii "wewnętrznych unifikacji" pomiędzy posiadaczami pasów WBA. Zaczynamy od starć mistrzów WBA World z mistrzami WBA Interim, a oto kilka potencjalnie najciekawszych walk, które powinny zostać uzgodnione do 27 września:

Trevor Bryan (21-0 15 KO) - Daniel Dubois (16-1, 15 KO) (waga ciężka)

Erislandy Lara (28-3-3, 16 KO) - Chris Eubank junior (30-2, 22 KO) (waga średnia)

Gervonta Davis (25-0, 24 KO) - Rolly Romero (14-0, 12 KO) (waga lekka)

Leigh Wood (25-2, 18 KO) - Michael Conlan (16-0, 8 KO) (waga piórkowa)

Po zredukowaniu mistrzów potem ma dojść do ostatecznych starć pomiędzy mistrzami "regularnymi" a tymi "super". Ile może to zająć? Znając bokserskie realia co najmniej do końca 2022 roku. Najważniejsze wydarzy się w międzyczasie - warto śledzić kolejne działania WBA i patrzeć tej organizacji na ręce. Już został wykonany pierwszy krok w kierunku eliminacji patologii, który pokazuje, że środowiskowa presja jednak ma sens. Co jeszcze możemy robić? Przede wszystkim dbać o język, bo od tego wszystko się zaczyna. Nazywanie rzeczy po imieniu to podstawa, więc warto zacząć od uznawania tylko jednego mistrza WBA w poszczególnych kategoriach, pozostałych traktując jako tylko posiadaczy drugorzędnych pasów.

KACPER BARTOSIAK

<< Powrót na stronę główną <<