ŁUKASZ MACIEC: WIERZĘ, ŻE NAJLEPSZE JESZCZE PRZEDE MNĄ

2018-10-09, Redakcja, Informacja prasowa

- Miałem swoje pięć minut, ale nie mogłem z różnych powodów w pełni ich wykorzystać. Wierzę, że to jeszcze nie koniec i szczęście do mnie wróci - mówi Łukasz Maciec (24-3-1, 5 KO), który będzie walczył 26 października z Damianem Ezequielem Bonellim (23-3, 20 KO) podczas gali "B.ILO Boxing Night" w Lublinie.

Kilka dni temu minęło dziesięć lat od zawodowego debiutu Łukasza. Podopieczny trenera Władysława Maciejewskiego toczył walki w Stanach Zjednoczonych, ale niestety nie doszło do szumnie zapowiadanego przez federację WBC turnieju "The Jose Sulaiman Cup" z udziałem Polaka. Boksował także we Włoszech o pas mistrza Unii Europejskiej kategorii półśredniej z doświadczonym Gianlucą Branco.

- To była dekada pełna różnych zawirowań w mojej karierze sportowej. Nie miałem szczęścia do promotorów, nie było jednej osoby, która poprowadziłaby mnie do bardzo dużych wyzwań. Między walkami zdarzały się długie przerwy, miałem też dwa lata bez jakiegokolwiek występu. Łącznie zmarnowałem cztery lata, czyli niemal połowę czasu od momentu przejścia do grona profesjonalistów. Ale mam nadzieję, że z pomocą Mariusza Grabowskiego jeszcze szczęście do mnie wróci i dostanę poważną szansę zaistnienia w boksie - powiedział "Gruby".

Na gali organizowanej przez szefów Tymex Boxing Promotion lublinianin spotka się z Argentyńczykiem Bonellim, tym samym, którego Maciej Sulęcki pokonał w trzeciej rundzie podczas Polsat Boxing Night 7. Argentyńczyk trzy razy lądował na deskach.

- Walka walce nie jest równa, słyszałem, że Bonelli zastąpił innego rywala w pojedynku z Maćkiem, ale to nie ma znaczenia. Miałem pięć tygodni na przygotowania i najlepiej jak mogłem je wykorzystałem, chociaż treningi łączę ze współprowadzeniem firmy meblarskiej. Rywal wygrał dwadzieścia walk przez nokaut, a to z niczego się nie wzięło, każdego po kolei musiał wywracać na ringu. To bokser silny, idący jak tur, bije obszernymi cepami, na które trzeba uważać. Te prawe sierpy są chaotyczne, choć do przewidzenia - dodał Maciec, który spotka się z Bonellim w umownym limicie 72kg. Potem Polak wraca do kategorii junior średniej. 29-letni pięściarz z Lublina ma nadzieję, że po dwóch-trzech walkach pod skrzydłami nowego promotora dostanie się do rankingów, a wtedy, jak mówi, wszystko możliwe.

- Czasem wystarczy, że promotorzy mistrza świata zadzwonią do ciebie, jako rywala w dobrowolnej obronie. Jestem dobrej myśli, nie kończę kariery. Żałuję takich walk jak z Hugo Centeno Jr, który niedawno boksował o tymczasowy pas WBC. W pierwszym terminie walki byłem w stanie pokonać Centeno. Miałem go podłączonego przy linach po podbródkowym, ale kiedy jechałem na amerykańskie walki, a trenerzy mówili, że mnie nie poznają, bo tak dobrze wyglądam na sparingach, okazywało się, że pojedynki są odwoływane, przesuwane, a turniej WBC całkowicie odwołano. Potem ciężko było utrzymać wysoką dyspozycję i gdzieś szansa uciekała. Drobne rzeczy, a miały wpływ na moje boksowanie. Chcę jeszcze spróbować powalczyć o taki pojedynek życia, prestiżowej federacji - dodał Maciec.

W walce wieczoru Ewa Brodnicka (15-0, 2 KO) będzie broniła tytułu mistrzyni świata federacji WBO w wadze super piórkowej. Pięściarka promowana przez Mariusza Grabowskiego, która ma za sobą obóz na Florydzie, spotka się z Nozipho Bell (8-1-1, 3 KO) z Republiki Południowej Afryki. W Lublinie wystąpią także Mateusz Rzadkosz (8-0-1, 3 KO) i Kamil Bodzioch (1-0, 1 KO), a zadebiutują bracia Stanisław i Maksymilian Gibadło oraz Rafał Pląder.

<< Powrót na stronę główną <<