ROCZNICA WALKI MERCER vs DAMIANI

2018-01-11, Łukasz Furman, Opracowanie własne

Dwadzieścia siedem lat temu - dokładnie 11 stycznia 1991 roku, pierwszy w historii mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBO stracił swój pas. Nastąpiła zmiana na tronie World Boxing Organization. Właśnie tego dnia spotkało się dwóch niepokonanych pięściarzy ze sporym doświadczeniem wyniesionym z ringów olimpijskich.

Francesco Damiani (27-0, 23 KO) po wakujący tytuł sięgnął dwadzieścia miesięcy wcześniej, nokautując w trzeciej rundzie Johnny'ego Du Plooya. Obronił go raz, odprawiając w drugiej odsłonie Daniela Eduardo Neto. Wygrał jeszcze dwukrotnie przed czasem, lecz były to walki non-title. Druga obrona z Pierrem Coetzerem, zaplanowano na luty 1990 roku, nie doszła do skutku. Pięściarz z RPA przełożył pojedynek najpierw na marzec, potem na kwiecień, aż w końcu w ogóle się wycofał. Wtedy obóz mistrza próbowała doprowadzić do potyczki z George'em Foremanem. Również bezskutecznie. Wicemistrz olimpijski z 1984 roku narzekał, że nie może doczekać się prawdziwego wyzwania, aż w końcu nadeszła oferta spotkania z mistrzem olimpijskim z Seulu, bezwzględnym Rayem Mercerem (16-0, 11 KO).

- Powoli rozważałem już zakończenie kariery - przyznał ponad 32-letni champion. - Chcę tych najlepszych, by móc pokazać, na co naprawdę mnie stać. W końcu nadeszła odpowiednia propozycja, w dodatku w dobrym momencie - kontynuował niepokonany Włoch. Kontrakty podpisano jeszcze w październiku. - To groźny puncher i z pewnością przede mną trudna przeprawa. Mimo wszystko, Ray to nie moja liga, co będę mógł teraz udowodnić. Dla mnie najważniejszy jest fakt, że Mercer ma w USA duże nazwisko i gdy już go pokonam, otworzę sobie furtkę do tych największych walk - mówił Damiani, który za ten pojedynek miał zagwarantowany czek na 800 tysiącach dolarów.

- Francesco jest jednym z najlepszych na świecie. Inni promotorzy i zawodnicy unikają go jak tylko mogą. W ringu jest inteligentny, ma szybkie ręce i bardzo mocno bije. A do tego nie brakuje mu odwagi i uporu. Po tym jak w 1987 roku pokonał Tyrella Biggsa, pojawiło się zapytanie z obozu Mike'a Tysona. Niby było blisko walki, ale zabrakło konkretów. Potem była szansa na walkę z nim we wrześniu 1988 roku na stadionie w Rzymie w obecności ponad stu tysięcy kibiców, za którą Francesco zarobiłby 2 miliony dolarów, a Tyson 12, ale wtedy doszło do konfliktu włoskich promotorów z Donem Kingiem i znów nic z tego nie wyszło - tłumaczył Umberto Branchini, menadżer Damianiego.

Podczas ceremonii ważenia obrońca tytuł wniósł na skalę dokładnie 104 kilogramy. Challenger był lżejszy, notując 97,5 kilograma. Galę w Trump Taj Mahal w Atlantic City transmitowano w systemie Pay-Per-View, a na żywo spektakl oglądało 3650 kibiców.

- Chcę walk z największymi, lecz póki co skupiam się na tym wyzwaniu. Bo kiedy już zdobędę pas WBO, czekać na mnie będą większe rzeczy. Zresztą mam jeszcze trochę nauki przed sobą, więc pozostaję cierpliwy. Holyfield bije się z Foremanem, Tyson z Ruddockiem, a ja koncentruję się na Damianim. On nie bije może mocno i nie nokautuje jednym uderzeniem, ale zawsze jest w dobrej formie. Nie porusza się za dużo i powinien mi pasować. Rekord ma wspaniały, ale o większości jego rywali nigdy w życiu nie słyszałem - podkręcał atmosferę amerykański pretendent, który dostał za walkę 125 tysięcy dolarów.

Między linami warunki dyktował mistrz. Wyższy, szybszy i lepiej operujący ciosami prostymi Włoch po ośmiu rundach prowadził na kartach wszystkich sędziów - Eva Shain 74:78, Nelson Vazquez 74:79 i Harry Davis 73:79. Wszystko odmienił jeden cios Mercera w dziewiątej odsłonie.

- Nie widziałem tego uderzenia. Nie było ono nawet nokautujące, ale bardzo bolesne. Złamało mi nos i nagle nie mogłem oddychać. Nie chcę mu niczego ujmować, ale miał trochę szczęścia - mówił po wszystkim podłamany Damiani.

- Jak się patrzy na tego gościa, to nie wygląda na takiego boksera, jakim jest w rzeczywistości. A jest bardzo szybki, dobrze się rusza i naprawdę potrafi boksować. Problemem była jego szybkość, choć żaden z jego ciosów mnie nie zranił. Przegrywałem, lecz nie byłem sfrustrowany. Wiedziałem bowiem, że prędzej czy później go złapię. Po tym, gdy już go trafiłem, wiedziałem doskonale, że to koniec walki. To była świetna akcja, tym bardziej, że szykowana właśnie pod kątem tego rywala. Trenowaliśmy to na sali. Byliśmy przyszykowani na to, że Damiani będzie bił kombinacjami, choć nie przypuszczałem, że aż tak szybko. Konsekwentnie jednak robiłem swoje i nie podpalałem się. Najbardziej cieszy mnie fakt, że wyszło właśnie to, co przygotowaliśmy na przeciwnika podczas obozu przygotowawczego - mówił zadowolony z siebie nowy champion, który do złota olimpijskiego z Seulu dołożył teraz pas WBO.

- Holyfield i Tyson są teraz zajęci, więc poszukamy walki, na której Ray może najwięcej zarobić. Mamy możliwość starcia z Frankiem Bruno lub Gary Masonem w Anglii, albo z Pierrem Coetzerem w RPA. Za dwa miesiące Carl Williams zmierzy się z Timem Witherspoonem. Zwycięzca tej walki również będzie brany pod uwagę. Zobaczymy co da nam największe pieniądze - zacierał ręce Marc Roberts, menadżer nowego mistrza. Ostatecznie Mercer nie spotkał się z nikim z tej listy w obronie tytułu. W pierwszej obronie - ponad dziewięć miesięcy później, starł się z niepokonanym Tommym Morrisonem, który, co ciekawe, na rozpisce gali Mercer vs Damiani już w pierwszej rundzie odprawił cenionego Jamesa Tillisa. Ale o tym pojedynku już przy innej okazji...

<< Powrót na stronę główną <<