JERZY RYBICKI: CHORE UKŁADY SZKODZĄ TAKŻE PIĘŚCIARTSWU

2017-11-13, Sławomir Ciara, Informacja własna

Jerzy Rybicki - prezes honorowy Polskiego Związku BokserskiegoJerzy Rybicki, mistrz i brązowy medalista olimpijski z 1976 roku wagi lekkośredniej, i z 1980 roku - średniej, honorowy prezese PZB, trenere kadry narodowej na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. 

Sławomir Ciara: Na pięściarskim olimpijskim ringu osiągnął Pan niemalże wszystko. Wywalczył Pan złoty i brązowy medal olimpijski, brązowy medal mistrzostw świata i medale w mistrzostwach Europy. Czy jeszcze za naszego życia doczekamy tej chwili, kiedy polski pięściarz stanie na olimpijskim podium?

Jerzy Rybicki: (Chwila zastanowienia). Bardzo tego bym sobie i naszym zawodnikom, szkoleniowcom, i tym, którzy kierują Polskim Związkiem Bokserskim życzył. Choć zdaję sobie sprawę, że zakwalifikowanie się polskiego pięściarza do strefy medalowej będzie trudnym wyzwaniem, chyba na dzisiaj nierealnym. Od wielu już lat polski olimpijski boks przechodzi kryzys i nie ukrywajmy, że się on pogłębia. A wyjść z tej sytuacji będzie niezwykle trudno. Potrzeba nam kilka, a nawet kilkanaście lat.

-To prawda. Ostatni olimpijski medal polscy pięściarze wywalczyli 25 lat temu. W Barcelonie na trzecim stopniu podium stanął Wojciech Bartnik, a złoty medal był Pana dziełem i było to 41 lat temu. Dlaczego jest tak, a nie inaczej?

Jerzy Rybicki: To złożony problem. Przede wszystkim od wielu już lat nie ma prawidłowego szkolenia oraz brakuje środków finansowych dla zawodników kadry. Ponadto, kluby nie mają wsparcia wojewódzkich i miejskich rajców. W klubach także nie ma prawidłowej selekcji. To wszystko sprawia, że obraz polskiego olimpijskiego pięściarstwa już dawno stracił blask, jest szary i ponury.

-Nie ma zatem iskierki nadziei, że możemy zaistnieć w 2020 roku na igrzyskach olimpijskich w Tokio?

Jerzy Rybicki: Teoretycznie tak. Będzie to jednak arcytrudnym wyzwaniem. Turnieje kwalifikacyjne dla naszych zawodników będą trudną przeszkodą do przebycia. Może jakaś kobieta pokona tę przeszkodę? Pożyjemy, zobaczymy. Właśnie w rywalizacji pań daję większe szanse biało-czerwonym zaistnienia na olimpijskim ringu. Mamy przecież kilka uzdolnionych pięściarek. 
-…
W tym roku polska męska kadra startowała w mistrzostwach Europy i co z tego wyszło? Z Charkowa powróciliśmy z zaledwie jednym brązowym medalem (Mateusz Polski – przyp. SC), a na mistrzostwa świata zakwalifikowało się tylko dwóch zawodników (wspomniany Polski i Damian Kiwior-dod. aut.). I czego oni dokonali? Odpadli już, niestety, w pierwszych walkach. Nic ująć, nic dodać...

- Są to fakty. Jednak Polski Związek Bokserski robi wszystko, aby zapobiec takim wynikom, które nie sprzyjają dobrej atmosferze. Może nowy projekt PZB, mecze w ramach Światowej Konfrontacji Boksu Olimpijskiego, z udziałem naszej narodowej kadry zmieni ten fatalny wizerunek?

Jerzy Rybicki: Koncepcja jest dobra i w przyszłości może ona owocować. To powrót do przeszłości, do spotkań towarzyskich. Do okresu, kiedy ja byłem zawodnikiem. Do dziś pamiętam pojedynki z NRD, USA, Finlandią. Komplet widzów na trybunach, duże zainteresowanie mediów i co najważniejsze świetne walki. Tymczasem na obecne sukcesy naszych pięściarzy, na olimpijskim i światowym ringu, trzeba będzie jeszcze poczekać. Aktualny skład reprezentacji oparty jest na młodych zawodnikach. W większości są to młodzieżowi mistrzowie Polski i trochę czasu upłynie, kiedy będą liczyć się w światowej rywalizacji. Powinni jak najwięcej nabierać ringowego doświadczenia.

-Chyba, że skuszeni zostaną przez promotorów spróbowania sił na zawodowym ringu.

Jerzy Rybicki: Przyznam szczerze, że boksem zawodowym nie jestem zainteresowany i nie mam zamiaru wypowiadać się na ten temat. Ale jeśli Pan zadaje takie pytanie to w części odpowiem. 
Uważam, że zbyt wczesne przejście niedoświadczonego, młodego pięściarza do profesjonalnych grup mija się z celem. Jest on kompletnie nieprzygotowany do rozgrywania walk na dłuższym dystansie. Powinien najpierw osiągnąć wynik na amatorskim ringu w Europie, następnie w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, a dopiero później popróbować walk w gronie profi. Taka jest kolej rzeczy. 
Podam przykłady Rosjan lub Ukraińców. Taki Aleksander Powietkin, Rachim Czakijew i Aleksander Aleksiejew byli mistrzami, medalistami olimpijskimi, i świata. Podobnie jak bracia Witalij i Władimir Kliczko czy ostatnio Ołeksandr Usyk, i Wasyl Łomaczenko. To tylko wąska grupa i ich nazwiska mówią same za siebie. Takich pięściarzy jest znacznie więcej...

-Możemy jednak się pochwalić. Krzysztof „Diablo” Włodarczyk ma na indeksie złotego medalistę olimpijskiego Rachima Czakijewa. To nie przypadek.

Jerzy Rybicki: Był to ogromny triumf Krzysztofa. Niespodziewanie na moskiewskim ringu udzielił faworyzowanemu Rosjaninowi lekcji pokory. Prawdą jest, że na zawodowym ringu osiągnął dużo. Był światowym czempionem organizacji WBC, a także IBF wagi junior ciężkiej. Teraz, niestety, w głupi sposób przegrywa. Ostatni pojedynek z Muratem Gassijewem był tego przykładem. Skompromitował się, nie mając żadnych szans i alternatyw.

-Czy podpisanie certyfikatu o współpracy innego polskiego „profi” Artura Szpilki z trenerem Andrzejem Gmitrukiem jest dobrym posunięciem?

Jerzy Rybicki:Znam Andrzeja od wielu już lat. To dobry szkoleniowiec, mający wiedzę i praktykę. W latach 80. współpracował z takimi trenerami jak: Michał Szczepan i Antoni Zygmunt. Był trenerem kadry olimpijskiej na igrzyskach olimpijskich w Seulu, gdzie Polacy zdobyli cztery medale (Jan Dydak, Henryk Petrich, Andrzej Gołota i Janusz Zarenkiewicz-przyp. SC). Tam narodził się talent Andrzeja Gołoty.

Gmitruk w działaniach jest konsekwentny i na pewno takim pozostał do dziś. Moim zdaniem to najlepszy, w polskim zawodowym boksie, manewr jaki może być. I jeśli Andrzej popracuje nad psychiką Szpilki i nad wyeliminowaniem technicznych błędów to może o naszym pięściarzu jeszcze usłyszymy. Tymczasem Szpilka nie należy do grzecznych chłopców, ma trudny charakter i Andrzeja czeka ciężka praca. Nie chciałbym być w jego skórze...

- Był Pan również trenerem kadry narodowej. Miał Pan w reprezentacji kilku zawodników, którzy liczyli się w Europie. Jednak przygoda Jerzego Rybickiego z kadrą nie trwała długo. Dlaczego?

Jerzy Rybicki: To prawda. W tamtym okresie w kadrze między innymi byli : Robert Ciba, Andrzej Rżany, Dariusz Snarski, Robert Buda, Wojtek Bartnik, Jacek Bielski, Krzysztof Rojek. W ówczesnej ekipie znalazł się też pięściarz bydgoskiego Zawiszy, Piotr Dreas. I tu mogę się pochwalić. 
Z wymienionych - Wojtek Bartnik zdobył brązowy medal olimpijski i jest on ostatnim olimpijskim medalistą rodzimego pięściarstwa. W 1993 roku Jacek Bielski w Bursie po zwycięstwie nad Słowakiem Tiborem Rafaelem stanął na najwyższym stopniu podium mistrzostw Europy, natomiast Robert Ciba wywalczył, na tej samej imprezie, srebrny medal. Ponadto, dwa lata później w 1995 roku na mistrzostwach świata w Berlinie Robert również był drugi. Na drugim stopniu podium stanął także Tomek Borowski w wadze średniej. A był on wychowankiem warszawskiej Gwardii, klubu gdzie byłem kierownikiem i pierwszym trenerem. 
Nieskromnie mówiąc o takich wynikach dzisiejsze amatorskie pięściarstwo może tylko pomarzyć. Odszedłem z kadry przedwcześnie z powodu wtrącania się do szkolenia ówczesnego prezesa PZB, Jacka Wasilewskiego. 

-Czym teraz zajmuje się nasz ostatni mistrz olimpijski?

Jerzy Rybicki: Jestem często zapraszany na turnieje bokserskie, które odbywają się na terenie naszego kraju. Stąd moja obecność w Bydgoszczy na turnieju imienia Edwarda Rinkego. Warto takie imprezy wspierać, bo w nich rywalizuje uzdolniona i utalentowana młodzież. Tak jest też dzisiaj w hali Zawiszy. Ja także zaczynałem od takich pojedynków. Byłem dobrze prowadzony przez moich wychowawców: Antoniego Komudę i Michała Szczepana. Czy mogłem osiągnąć więcej sukcesów? Myślę, że tak. Może nie udało mi się wywalczyć drugiego złotego medalu olimpijskiego. Na ringu w Moskwie w półfinale przegrałem przez kontuzję z Wiktorem Sawczenko, a do przerwania walki prowadziłem na punkty. Po ogłoszeniu werdyktu pięściarz ZSRR pogratulował mi i powiedział, że na punkty nie wygrałby ze mną. W finale z Kubańczykiem Gomezem nie byłbym na straconej pozycji. No cóż, proza życia. Z Sawczenko spotkaliśmy się ponownie, po wielu latach, w Grudziądzu i potwierdził, że tego olimpijskiego półfinału na punkty by nie wygrał.

-Co z pracą selekcjonera kadry?

Jerzy Rybicki: Zbyt szybko rozstałem się z kadrą narodową, mając swoją koncepcję pracy i sądzę, iż mogłem zrobić więcej. Jednak na dziwne i chore układy, które wtenczas panowały w PZB nie miałem wpływu. Te zaś znacznie szkodzą polskiemu pięściarstwu!

-Dlaczego nie ubiegał się Pan o ponowny powrót na fotel prezesa PZB?

Jerzy Rybicki: Uznałem, że mam małe poparcie i wycofałem się z kandydowania.

Rozmawiał Sławomir Ciara

Moim zdaniem

Jerzego Rybickiego poznałem we Wrocławiu podczas mistrzostw Polski juniorów. Byłem wtedy młodym reporterem Polskiego Radia Pomorza i Kujaw oraz „Expressu Bydgoskiego”. Rybicki natomiast trenerem kadry narodowej. W praktyce zdarza się, że po pierwszym spotkaniu selekcjonerzy kadry, lub osoby pełniące podobne funkcje, w sportowych związkach, są dla dziennikarzy mało wylewni i mało komunikatywni.

Przeciwieństwem jest Rybicki, z którym znaleźliśmy bardzo szybko wspólny kontakt, a nasze rozmowy na bokserskie tematy nie miały końca. I tak jest do dzisiaj. Nasz olimpijski czempion chętnie odpowiada na moje pytania, choć nie zawsze są one łatwe. 

Jerzy Rybicki i Jerzy Kulej podczas Mistrzostw Polski w Grudziądzu - wrzesień 2011

Jerzy Rybicki lat 64 na zdjęciu ze swoim imiennikiem - śp.J.Kulejem (19.10.1940-13.07.2012) podczas Mistrzostw Polski w Grudziądzu - wrzesień 2011.

Jerzy Ribicki boksował w latach 70/80. Wychowanek Gwardii Warszawa-pierwszy trener Antoni Komuda. Złoty medalista IO (Montreal, 1976) i brązowy medalista IO (Moskwa, 1980), brązowy medalista MŚ (Belgrad, 1978), 2-krotny brązowy medalista ME (Katowice, 1975, Halle, 1977), 6-krotny mistrz Polski, mistrz Polski juniorów, 15 razy w kadrze PZB (6wygranych - 9 porażek). Największe sukcesy osiągał w wagach: półśredniej, lekkośredniej i średniej.

Trener-selekcjoner kadry narodowej (1989/93), trener-koordynator Gwardii Warszawa (lata 80/90), prezes PZB (2008-12). Obecnie honorowy prezes PZB. W 2003 roku laureat nagrody Aleksandra Rekszy.

<< Powrót na stronę główną <<