PEREZ Z MAGO NA SPODENKACH, ALE CZY TYLKO?

Łukasz Famulski, Informacja własna

2014-01-17

Przy okazji walki Pascal – Bute w Kanadzie telewizja HBO pokaże też inny świetnie zapowiadający się pojedynek u wierzchołka wagi ciężkiej, która teraz, gdy jeden z pasów zostanie rzucony do zgarnięcia, robi się coraz ciekawsza.

W najbliższą sobotę Mike Perez (20-0, 12 KO) stanie naprzeciw Carlosa Takama (29-1, 23 KO). Kubańczyk po ostatniej walce z Abdusalamowem wydaje się być w opinii większości faworytem i zachwyt nad jego stylem boksowania w tej walce sprawił, że niektórzy znanym już zwyczajem od razu widzieliby go w starciu z braćmi Kliczko. Rzeczywiście, gdy oglądałem tamtą, jakby nie patrzeć, tragiczną w skutkach walką, przecierałem oczy ze zdumienia, co wyprawia Perez, jak przewyższa szybkością Rosjanina i jak skutecznie potrafi się bronić, niekoniecznie stojąc za podwójną gardą. A to zdziwienie w dużej mierze wynikało z tego, że miałem w pamięci chociażby wcześniejszy pojedynek Mike’a z Travisem Walkerem (39-11-1, 31 KO), w którym był on ociężały i przez dużą część pojedynku stali na środku ringu i się sobie przyglądali. Ostatecznie lepszy technicznie Perez wygrał na punkty z Walkerem, którego w walce z Adamkiem widzieliśmy dużo lepiej dysponowanego. Dziś Kubańczyk z irlandzkim paszportem fizycznie wygląda znacznie lepiej, ale jest kilka powodów, które pozwalają twierdzić, że ta walka wcale nie musi wyglądać tak ładnie, jak może się wydawać:

Po pierwsze, uraz psychiczny z poprzedniej walki – Perez twierdzi, że to jego praca i nie będzie miał problemów dalej walczyć, a pojedynek dedykuje Mago, jego imię też umieści na spodenkach. To w sumie wszystko, co teraz może zrobić, ciężko jednak sobie wyobrazić, by gdzieś z tyłu głowy nie siedziała świadomość tego, co się stało i że jego nazwisko będzie zawsze kojarzone z nazwiskiem Rosjanina.

Po drugie, styl Takama – dużo się buja i nie wyprowadza przesadnie dużo ciosów. Perez też nie słynie z dużej ilości ciosów, choć wydaje się, że jest szybszy i prezentuje lepszą szkołę boksu, nie zdziwię się więc, gdy w sporym procencie powtórzy się scenariusz z walki z Walkerem.

Po trzecie, w nawiązaniu do punktu drugiego – Perez walczy najlepiej wtedy, kiedy czuje ciągle nacierającego rywala. Co prawda Takam słynie z tego, że cały czas idzie do przodu, ale nie zawsze coś z tego wynika.

Po czwarte, znowu jest faworytem – w walce z Abdusalamowem nie był nim chyba po raz pierwszy, a okazało się, że była to jego najlepsza walka. Do tamtego momentu angażował się w pojedynek na tyle, na ile musiał, z wyjątkiem Prizefightera, gdyż dystans trzech rund powoduje, że aby wygrać, trzeba tam walczyć intensywnie.

Mike Perez czuje się przed tą walką naprawdę dobrze, do tego stopnia, że wykazał się maleńką ignorancją wobec Takama, albo raczej pewnością siebie i przekonaniem o optymalnym przygotowaniu, mówiąc, że nic nie wie o rywalu i analizy zostawia trenerowi. Jedno jest pewne: stwierdzenie "styl robi walkę" w przypadku tej potyczki będzie kluczowe i pokaże, czy mistrzowskie ambicje Pereza mają szanse szybkiej realizacji.