105 LAT TEMU KIECAL ZNISZCZYŁ 'BLIŹNIAKA' SULLIVANA

Tomasz Ratajczak, Opracowanie własne

2013-05-09

Już ponad stulecie minęło od bokserskiej walki, której rocznica dziś przypada. 9 maja 1908 roku na ringu w kalifornijskim miasteczku Colma, syn polskich emigrantów z Sulmierzyc Stanisław Kiecal, znany za Oceanem jako Stanley Ketchel, stanął do obrony tytułu mistrza świata w wadze średniej. Jak to zwykle bywa w przypadku historii z pionierskich czasów zawodowego boksu, trudno w ogóle jednoznacznie ustalić, kiedy Kiecal vel Ketchel ten tytuł zdobył. Część historyków boksu (oraz popularny serwis boxrec) wskazuje jego pojedynek z Joe Thomasem, stoczony w grudniu 1907 roku w San Francisco, ale chyba bardziej prawdopodobne jest to, że mający polskie korzenie pięściarz został powszechnie uznany za czempiona wagi średniej po swoim druzgocącym zwycięstwie nad Mikem Sullivanem, którego znokautował błyskawicznie, już w pierwszej rundzie. Wobec tego walka, której 105. rocznica dziś przypada, byłaby pierwszą obroną mistrzowskiego tytułu Ketchela. Warto podkreślić, że nasz rodak miał wtedy niespełna 22 lata.

Biografia Stanleya Ketchela>>>

Tym razem już jako mistrz świata "Zabójca z Michigan" stanął w ringu przeciwko bliźniaczemu bratu swojego ostatniego rywala, Jackowi "Bliźniakowi" Sullivanowi i z nim nie poszło mu tak łatwo. Walka została zakontraktowana na 35 rund, ale Ketchel przełamał w końcu twardo stawiającego się rywala dewastującymi ciosami na korpus i znokautował, jednak dopiero w 20. starciu. Następnie bronił tytułu w iście stachanowskim tempie, wychodząc do ringu niemal co miesiąc - trzy zwycięskie obrony w trzy miesiące, choć trzeba przyznać, że tylko jedna z naprawdę groźnym rywalem, Billym Papke. Zresztą z Papke stworzyli piękną ringową trylogię, ale to już temat na inną opowieść. Natomiast jeśli w gronie Czytelników są jeszcze tacy, którzy nie słyszeli wcześniej o Staszku Kiecalu, warto zapamiętać, że w pionierskich czasach zawodowego boksu polski pięściarz, choć w barwach USA odnosił wielkie sukcesy, rzucił wyzwanie samemu mistrzowi wagi ciężkiej, a w gronie mistrzów kategorii średniej uznawany jest za jednego z największych w historii. Niestety jego fenomenalnie rozwijającą się karierę przerwała tragiczna śmierć w wieku zaledwie 24 lat, gdy został zastrzelony przez narzeczonego kobiety, z którą miał romans. A czekała na niego wielka walka, do której już trenował, zakontraktowany aż na 45 rund bój z mistrzem świata wagi ciężkiej "kolorowych" (tak, był taki haniebny tytuł...) Samem Langfordem. Niestety wszystko zakończyła kula z dubeltówki, a umierający pięściarz wyszeptał tylko: "jestem taki zmęczony... Zabierzcie mnie do domu, do mojej mamy". Pamiętajcie o Staszku Kiecalu.