Przedstawiamy kolejny materiał z wczorajszej konferencji prasowej poświęconej 29. Międzynarodowemu Turniejowi im. Feliksa Stamma, który odbędzie się w dniach 25-27 marca w warszawskim hotelu Gromada. O liście zgłoszonych zawodników i zawodniczek opowiada Mariusz Durjasz, koordynator Polskiego Związku Bokserskiego do spraw wyszkolenia.
Tomasz Adamek (44-2, 28 KO) dla "Przeglądu Sportowego": - Ważę więcej, faktycznie, ale to mięśnie, a nie tłuszcz. Licznik pokazuje około 102 kg. Już w sobotę 35-letni "Góral" wraca na ring po walce z Witalijem Kliczką. W Nowym Jorku zmierzy się z Nagym Aguilerą (17-6, 12 KO).
- Przegląd Sportowy: W sobotę walczy pan z Nagym Aguilerą. Tymczasem słyszałem, że sporo pan przytył...
Tomasz Adamek: Gruby na pewno nie jestem! Ważę trochę więcej, faktycznie, ale to mięśnie, a nie żaden tłuszcz. Licznik pokazuje pewnie około 102 kilogramów.
- Nie za dużo?
TA: Przecież się nie objadam. Za mną pół roku przerwy, zdążyłem odpocząć i się zregenerować. W tym czasie trzy razy byłem w St Louis na krótkich obozach u mojego trenera Rogera Bloodwortha. Trenowałem, a waga rosła.
- Nie boi się pan starty szybkości? To był dotąd pana główny atut.
TA: Nie, nie. Roger też mi sugerował, żebym nabrał mięśni. Zmienił też nieco inne sprawy związane z treningiem. Teraz chcemy organizować więcej takich miniobozów między walkami. Chodzi o to, żeby nie stracić masy mięśniowej.
Brytyjski półśredni Kell Brook (27-0, 18 KO) zakończył dzisiaj operę mydlaną pod tytułem „Moja walka z Amirem Khanem”. Niepokonany 25-latek powiedział, że w najbliższym czasie chce pojedynkować się o tytuł mistrza świata i tym samym zapomina o konfrontacji z Khanem. "Special K" z uwagą będzie śledził najbliższe mistrzowskie starcia w jego kategorii wagowej.
- Z ogromnym zainteresowaniem będę oglądał pojedynki Senczenki z Malignaggim i Berto z Ortizem. Chcę walczyć z bokserami należącymi do światowej elity. Myślę, że mogę udowodnić, że również zaliczam się do czołówki. Zapomnijcie o Khanie. Chcę zdobyć pas mistrzowski. Marzę o tym od 9 roku życia – powiedział Brook, który ma na rozkładzie m.in. Krzysztofa Bieniasa i Rafała Jackiewicza.
James Toney (73-7-3, 44 KO) pomimo beznadziejnej postawy przeciwko Denisowi Lebiediewowi wciąż planuje podbijać zawodowe ringi. 43-letni Amerykanin 7 kwietnia w Memphis zmierzy się ze znanym z potyczki z Tomaszem Adamkiem Bobbym Gunnem (21-4-1, 18 KO). Zwycięzca zabierze ze sobą wakujący i nic nie znaczący pas IBA w kategorii ciężkiej. "Lights Out" w swoim stylu rozpoczął bezsensowną gadkę, która ma na celu obrazić wszystkich dookoła.
- Wszystko przebiega dobrze. Nie mogę się doczekać, jestem taki podekscytowany! Kocham Memphis i Mississippi. Chcę najpierw zdmuchnąć tego skur***, potem dostać Lebiediewa, siostry Bithchko [Kliczko przyp. red.], następnie Davida Haye’a. Wyglądam dobrze. Czuję się teraz jak model. 7 kwietnia zobaczycie w ringu prawdziwego mistrza świata wagi ciężkiej. Prawdziwy czempion walczy w Memphis! Nie spóźnijcie się bo będę gasił światło – zapowiedział Toney.
Piotr Wilczewski (30-2, 10 KO) to kolejna osoba, której trudno zgodzić się z decyzją sędziów w sobotnim pojedynku Grzegorza Proksy (26-1, 19 KO) z Kerrym Hope'em (17-3, 1 KO). W Sheffield polski pięściarz po dwunastu rundach przegrał na punkty (114:114, 113:114, 112:115) i stracił tytuł mistrza Europy w wadze średniej.
- W moim odczuciu najuczuciwszy byłby wynik 115:113 dla Grześka i to bez żadnego naciągania. Dwie pierwsze rundy zdecydowanie wygrał, ale wyraźnie zdeprypomowało go rozcięcie lewego łuku brwiowego. Wiem po sobie, że gdy na oczy leje się krew, to traci się widoczność, koncentrację i trudno skupić się na walce – tłumaczy "Wilk".
- W piątej lub szóstej rundzie Grześka dopadł kryzys, być może spotęgowany przyjęciem jakiegoś mocnego ciosu. Mimo wszystko zdołał się pozbierać, a od ósmej w wymianach był już dużo bardziej precyzyjny niż rywal. Walijczyka trudno było zepchnąć do defensywy, to duży i silny bokser. To on spychał Proksę na liny, gdzie padało wiele ciosów. Jednak na oko, na dziesięć uderzeń z obu stron Grzesiek trafiał siedem razy, Hope trzy – analizuje bokser z Dzierżoniowa.
W październiku ubiegłego roku Wilczewski również stracił pas mistrza Europy (w wadze super średniej) na Wyspach, gdzie uległ reprezentantowi gospodarzy Jamesowi DeGale'owi (11-1, 8 KO). Podobnie jak Proksa, sędziowie przyznali wygraną rywalowi w stosunku dwa do remisu (114:114, 113:115, 113:115).
- Po ostatnim gongu byłem pewien, że Grzesiek tej walki nie przegra. Byłem przekonany, że w najgorszym wypadku padną rezultaty 115:113 na jego korzyść. Stało się inaczej, a przecież to on był mistrzem Europy, to jego promotor organizował galę. Bardzo dziwna sytuacja – ocenia Wilczewski, który 31 marca w Kilonii stanie przed kolejnym wielkim wyzwaniem. Polak mierzy się z byłym mistrzem świata Arthurem Abrahamem (33-3, 27 KO).
Już 5 maja kolejne wielkie wydarzenie bokserskie na zachodnim wybrzeżu USA. W MGM Grand w Las Vegas na ring wyjdą przeciwko sobie Floyd Mayweather Jr (42-0, 26 KO) i Miguel Cotto (37-2, 30 KO), którzy powalczą o należący do tego drugiego tytuł superczempiona federacji WBA w wadze junior średniej.
Kryminalna przeszłość wyeliminowała Martina Murraya (23-0-1, 10 KO) z najważniejszej w karierze walki. 29-letni Anglik miał 16 czerwca zmierzyć się z niezwykle popularnym Julio Cesarem Chavezem Jr (45-0-1, 31 KO), jednak odrzucono jego wniosek o przyznanie wizy.
- Podpisałem już kontrakt, ale powiedziano mi, że nie będę mógł walczyć z Chavezem w Stanach. To bolesna wiadomość - powiedział zawiedziony Murray, który w ostatnich latach przeszedł prawdziwą metamorfozę. - Jako człowiek nie mogłem zrobić niczego więcej w ostatnich siedmiu latach. Mam wspaniałą rodzinę, która jest całym moim życie.
- Pracuję z dzieciakami. Spędzam z nimi mnóstwo czasu, starając się zapobiec ich zejściu na złą drogę. Nie chcę, by one popełniały moje błędy. Zmieniłem się i jestem już innym człowiekiem, ale wciąż muszę pokutować za przeszłość - kończy Brytyjczyk.
Frank Warren, promotor Derecka Chisory (15-3, 9 KO) uważa, że procedura odebrania zawodnikowi brytyjskiej licencji bokserskiej w wielu miejscach naruszyła standardy działania w tego typu przypadkach.
Szefa grupy Frank Warren Promotions oznajmił, że Brytyjska Rada Kontroli Boksu nie dopuściła do złożenia wyjaśnień przez adwokata Chisory, a do ukarania pięściarza wystarczyły im zeznania Charlesa Gilesa, wysłannika związku na galę w Monachium (18 lutego), podczas której "Del Boy" walczył o pas mistrza świata federacji WBC z Witalijem Kliczką.
- Giles miał przybyć do Niemiec, aby bronić interesów Chisory i innych posiadaczy brytyjskich licencji bokserskich. Jednak w trakcie obrad Rady wyszło na jaw, że środki na jego przybycie do Niemiec zostały opłacone nie przez brytyjski związek, ale przez federację WBC, której Giles jest wiceprezydentem. Pieniądze wyłożyła więc K2, grupa promotorska Kliczków. Skoro Giles przebywał w Niemczech jako przedstawiciel WBC, to kto wobec tego reprezentował interesy Brytyjczyków? - pyta Warren.
Promotor twierdzi, że przedstawiciela brytyjskiej Rady nie było w szatni Chisory w momencie, kiedy niedługo przed wyjściem na ring obóz Kliczków wniósł obiekcje co do sposobu bandażowania rąk pięściarza. Warren skarży się też na to, że po awanturze na konferencji prasowej Giles nie złożył stosownego raportu na piśmie o przebiegu wydarzeń.
Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia, że Aleksander Aleksiejew (23-2, 20 KO) w pierwszej obronie tytułu mistrza Europy zmierzy się z Firatem Arslanem (32-5-1, 21 KO). Do starcia byłych kolegów z grupy Universum Box-Promotion (Rosjanin obecnie walczy dla EC Boxpromotion) dojdzie 11 maja w niemieckim Göppingen.
- Czeka mnie bardzo poważna walka. Arslan to już wiekowy pięściarz, jednak zawsze jest w znakomitej formie fizycznej, a walczy się z nim bardzo niewygodnie. To jego główny atut. Sądzę, że będę miał przewagę jeśli chodzi o jakoś boksowania, z kolei jego przewagą będzie doświadczenie, dzięki któremu będzie próbował wciągnąć mnie w ringowe zapasy – przewiduje 30-letni Aleksiejew.
Pas federacji EBU Aleksiejew zdobył 4 lutego, kiedy to w dobrym stylu pokonał na punkty Enada Licinę. Rosyjski bokser nie uważa, że niewiele ponad trzy miesiące przerwy od ostatniego pojedynku okażą się niewystarczającym okresem na dobre przygotowanie do potyczki z Arslanem.
- Przez ten czas niewiele odpoczywałem, a przede wszystkim trenowałem. O możliwości wyjścia na ring w maju wiedziałem wcześniej, choć kontrakt podpisaliśmy w ostatnich dniach. Jestem na takim etapie kariery, że ze słabeuszami walczyć już nie mogę. Przygotowania traktuję bardzo poważnie.
Mówi się, że walka o należacy do Rosjanina tytuł mistrza Europy ma być pierwszym dużym wyzwaniem Mateusza Masternaka (25-0, 19 KO) po podpisaniu kontraktu z grupą Sauerland Event. 31 marca w swoim drugim pojedynku dla niemieckiej stajni Polak zmierzy się z Felipe Romero, a o pas EBU mógłby powalczyć już na jesieni.
W ubiegłym tygodniu szeroko opisywaliśmy okoliczności nagłego wyjazdu ze zgrupowania Kadry Narodowej, które odbywa się w Ostrołęce, Michała Nowaka (na co dzień szkoleniowca PKB Poznań), powołanego przez głównego trenera kadry, Wiesława Rudkowskiego, w charakterze asystenta. Od czwartku trener Nowak oraz grupka sześciu reprezentacyjnych pięściarzy (m.in. czterech zawodników PKB) przygotowuje się w Poznaniu do Turnieju im. Feliksa Stamma. W tym samym czasie na obiektach MOSiR Ostrołęka trwa zgrupowanie kadry, które prowadzą trenerzy Rudkowski i Czesław Ptak, mając do swojej dyspozycji pozostałych zawodników.
TREŚĆ PISMA PREZESA UMKS VICTORIA OSTROŁĘKA
W felietonie "Co z tą ...kadrą?" przedstawiliśmy opinie wszystkich stron konfliktu, czyli trenerów kadry, szkoleniowca PKB oraz pięściarskiej Centrali. Okazuje się, że w niniejszej sprawie odezwał się jeszcze jeden głos - Prezesa Uczniowskiego Międzyszkolnego Klubu Sportowego "Victoria" Ostrołęka, zasłużonego dla amatorskiego boksu działacza i trenera, Mieczysława Mierzejewskiego. Za zgodą Prezesa PZB, Jerzego Rybickiego udostępniamy treść oficjalnego pisma, jakie 18 marca skierował na Jego ręce ostrołęcki działacz.
- Zaistniała sytuacja zniszczyła [...] dobre imię klubu, który pod moim kierownictwem zajmował się boksem przez 34 lata i prawdopodobnie przyspieszy koniec ostrołęckiego boksu, godząc również w miejscowe władze samorządowe i działaczy klubu - pisze m.in. Mieczysław Mierzejewski, domagając się od PZB zdecydowanego działania w celu rozwiązania zaistniałego problemu.
Przypominamy, że okoliczności związane z wyjazdem ze zgrupowania Kadry Narodowej trenera Nowaka i sześciu pięściarzy ma się zająć we wtorek (20 marca) nadzwyczajne zebranie Prezydium Zarządu PZB, na którym swoje oświadczenia złożą poznański szkoleniowiec oraz trenerzy kadry.
W wywiadzie dla FightHype Alex Ariza wyznał, że nie widział jeszcze ostatniej walki Sergio Martineza (49-2-2, 28 KO), a jego podopieczny, Julio Cesar Chavez Jr (45-0-1, 31 KO), najprawdopodobniej nie wiedział nawet, że Argentyńczyk boksował w ubiegły weekend.
- Byliśmy w Culiacan na walce jego brata, Omara. Nie wydaje mi się, żeby Julio wiedział, że tej samej nocy występuje Maravilla - powiedział Ariza. - Myślałem, że Martinez go zmiażdży. Znam Macklina, widziałem jego sparingi. On trenuje przecież w Wild Card.
- Hiszpańskojęzyczni komentatorzy mieli rację, mówiąc, że Martinez jest łatwy do rozgryzienia: "Ucieka przez cztery rundy i próbuje cię zmęczyć, a potem podkręca tempo w końcówce". Mówili jeszcze, że ich zdaniem on nie da rady utrzymać kogoś tak silnego fizycznie jak Chavez z dala od siebie. Nie dają mu szans z Juniorem - kończy słynny trener od przygotowania fizycznego.
Federacja World Boxing Association zarządziła przetarg na pojedynek o tytuł mistrza świata regular w wadze junior średniej. Rywalem dzierżącego ten pas Austina Trouta (24-0, 14 KO) będzie posiadacz tymczasowy mistrz - Anthony Mundine (43-4, 25 KO).
Konkurs ofert odbędzie się 29 marca w Panamie. Minimalna kwota to 150 tysięcy dolarów. 26-letni Trout ma już za sobą dwie udane obrony, a starszy o dekadę Mundine wywalczył pas Interim w październiku ubiegłego roku.
W dniu dzisiejszym podczas spotkania Prezydium Polskiego Związku Bokserskiego dotyczącego opuszczenia przez zawodników Kadry Narodowej Seniorów zgrupowania, które odbywa się aktualnie w Ostrołęce, Prezes PZB po wysłuchaniu członków Prezydium PZB, trenera Kadry Narodowej Seniorów Wiesława Rudkowskiego, II trenera Kadry Narodowej Seniorów Czesława Ptaka, trenera Michała Nowaka, Kierownika ds. Wyszkolenia PZB Mariusza Durjasza, podjął decyzję o niedopuszczeniu zawodników: Dawida Jagodzińskiego, Dawida Michelusa, Damiana Wrzesińskiego, Sylwestra Stempniewskiego, Patryka Szymańskiego i Włodzimierza Letra do startu w XXIX Międzynarodowym Turnieju Bokserskim im. F. Stamma, który odbędzie się w dniach 25-27 marca 2012 r.
Jednocześnie, powołana została trzyosobowa komisja pod kierownictwem V-ce przewodniczącego Wydziału Dyscypliny i Wychowania Bogusława Szulęckiego, która, po przeanalizowaniu sprawy przedstawi stosowne wnioski na posiedzeniu Zarządu PZB w dniu 27 marca 2012 r.
Za nami konferencja prasowa anonsująca wyczekiwany rewanż pomiędzy Lamontem Petersonem (30-1-1, 15 KO) i Amirem Khanem (26-2, 18 KO), do którego dojdzie 19 maja w Las Vegas. Broniący tytułów IBF i WBA Super w kategorii junior półśredniej Amerykanin przyznał, że kibice widzą w nim mistrza, a on chce walczyć właśnie dla nich.
- Cieszę się, że rewanż dojdzie do skutku. Często zdarza się tak, że fani oczekują na drugie starcie, dochodzi do niego dopiero za pięć-sześć lat, kiedy pięściarze są już u schyłku formy. Miałem inne propozycje, ale kibiców interesował tylko Khan. Chcę być postrzegany jako mistrz zwykłych ludzi i dlatego robię wszystko, żeby ich uszczęśliwić. Nie mam żadnych wątpliwości, że jestem lepszy od Khana. Amir jest przekonany o swoim ostatnim zwycięstwie, ja również.
- Jedyna różnica jaką dostrzegłem po zdobyciu tytułu mistrzowskiego jest taka, że czasem zapominam jak się naprawdę nazywam, ponieważ ludzie mówią do mnie „Mistrzu” – powiedział wyluzowany Peterson.
25-letni „King Khan” obiecuje przemianę swojej bokserskiej osobowości – tym razem mamy ujrzeć innego Khana, który wystrzega się głupich błędów i raz po raz zaskakuje Petersona, by na koniec odebrać mu pasy mistrzowskie.
- Wiem, że popełniłem błędy. W rewanżu będę innym zawodnikiem. Jestem głodny zwycięstwa i zdecydowanie bardziej skoncentrowany niż kiedykolwiek. Za pierwszym razem daliśmy świetny pokaz boksu. 19 maja czeka nas wybuchowa noc. Szykujcie się na jedną z lepszych walk w 2012 roku. Przygotowujemy dla Lamonta parę niespodzianek. Pragnę jedynie uczciwego sędziowania na neutralnym gruncie. Musimy być przekonani, że sędziowie punktowi oraz ringowy będą w porządku. Ludzie, których napotykam na ulicy wciąż mówią, że jestem mistrzem. Moi kibice ponownie będą ze mnie dumni! – zapewnił emanujący pewnością siebie Khan.
Alex Ariza wyjawił, że już jutro wybiera się na Filipiny, gdzie od 26 marca będzie trenował razem z Mannym Pacquiao (54-3-2, 38 KO). Wygląda na to, że Filipińczyk poważnie potraktował przygotowania do czerwcowej walki z Timothym Bradleyem (28-0, 12 KO), skoro już teraz zamierza wznowić treningi.
- W środę wylatuję na Filipiny do Manny'ego Pacquiao. Manny chce zacząć trening 26 marca. Nie wiem, jak wygląda sytuacja z Amirem, ale podobno ma lecieć ze mną - powiedział Ariza.
Freddie Roach i Ariza mają więc napięty harmonogram przynajmniej do połowy czerwca. 19 maja Amir Khan (26-2, 18 KO) zmierzy się po raz drugi z Lamontem Petersonem, 9 czerwca "Pacman" boksuje z Timem Bradleyem, a tydzień później swoją walkę stoczy Julio Cesar Chavez Jr (45-0-1, 31 KO).
- Wrócę w trzecim tygodniu kwietnia i wtedy zaczynam pracować z Chavezem. Julio będzie trenował przez 10 tygodni. Tym razem zaczyna znacznie szybciej, niż zwykle. Nie wiemy jeszcze, czy będzie się przygotowywał w Los Angeles, czy w Las Vegas. Myślę, że padnie na LA, bo pracę tutaj łatwiej będzie nam pogodzić - kończy słynny szkoleniowiec.
Coraz częściej bokserskie media rozpisują się o emeryturze Manny'ego Pacquiao (54-3-2, 38 KO). Sam pięściarz nie kryje, że jego rodzina nie może doczekać się dnia, w którym ostatecznie zawiesi rękawice na kołku. Freddie Roach ma nadzieję, że przed emeryturą "Pacman" zdąży zmierzyć się z Floydem Mayweatherem (42-0, 26 KO), by udowodnić, że to jemu należy się tron P4P.
- Teraz czeka nas duża walka. Mamy nadzieję, że Mayweather poradzi sobie z Cotto i pojedynek z Mannym w końcu się odbędzie. Chcę tej walki i nie mogę doczekać się chwili, w której Manny zamknie usta Mayweatherowi i będzie mógł z tym skończyć. Nie widzę żadnego powodu, żeby miał kontynuować karierę po pobiciu Floyda - oświadczył Roach.
- Jeśli Manny zachowa głód boksu, będę mu pomagał do końca. Zapytał mnie "Czy kiedy będę skończony powiesz mi o tym jako pierwszy?", a ja powiedziałem, że to zrobię. Później ja zapytałem go, czy posłucha mnie, kiedy poproszę go, żeby zakończył karierę, a on zapewnił, że właśnie tak zrobi. Myślę, że w następnej walce Manny znów będzie sobą. Pozbył się wielu rzeczy, które go rozpraszały. Oczyścił się i chce być dawnym sobą.
Były mistrz świata IBF w kategorii junior średniej Luis Ramon Campas (99-16-1, 78 KO), znany szerzej jako "Yori Boy", 30 marca w rodzinnej Sonorze (Meksyk) stanie przed niepowtarzalną szansą wygrania pojedynku numer 100. (!) w zawodowej karierze. 40-letni weteran zmierzy się z Mauro Lucero (46-16-1, 32 KO) w zakontraktowanym na 10 rund pojedynku.
Campas rozpoczął karierę jako profi w 1987 roku. Dziesięć lat później sięgnął po tytuł czempiona federacji IBF. Mierzył się z takimi legendami, jak Felix Trinidad, Fernando Vargas czy Oscar De La Hoya. "Złoty Chłopiec" pomimo stosunkowo łatwej przeprawy twierdził, że nikt nie bił tak mocno jak Campas.
Promujący znakomitego Sergio Gabriela Martineza (49-2-2, 28 KO) Lou DiBella jest otwarty na organizację pojedynku swojego pupila z groźnym Jamesem Kirklandem (30-1, 27 KO). Warunek jest tylko jeden – mocno bijący Amerykanin musiałby zgodzić się na przejście do kategorii średniej.
- Walkę z Kirklandem możemy zorganizować nawet jutro, jeśli tylko James będzie tego chciał. Kirkland musiałby przenieść się do kategorii średniej i zawalczyć o pas tej dywizji. Nie będziemy zbijać wagi, żeby skonfrontować się z Kirklandem - powiedział promotor.
Kirkland na razie prawdopodobnie nie myśli o przyszłości, ponieważ 24 marca czeka go trudny bój z nieustępliwym Carlosem Moliną (19-4-2, 6 KO) w półfinale eliminatora WBC w kategorii junior średniej.
- Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Przegrałem, bo walczyłem jak dupa - w takich ostrych słowach Grzegorz Proksa (26-1, 19 KO) podsumowuje swoją sobotnią walkę z Kerrym Hope'em (17-3, 1 KO). Polak stracił pas mistrza Europy w wadze średniej średniej, ale zapowiada, że szybko go odzyska.
27-letni pięściarz odpoczywa w rodzinnym domu w Węgierskiej Górce po najtrudniejszej walce w karierze. Powoli dochodzi do siebie po pierwszej porażce na zawodowych ringach (po 26 zwycięstwach).
- Przyjmuję to na klatę. Sam jestem sobie winien, nie chcę szukać tanich wymówek - przyznaje bokser. - Od zderzenia głowami w drugiej rundzie nic nie widziałem na lewe oko. Bałem się, że sędzia zaraz przerwie walkę z powodu kontuzji i przegram przez techniczny nokaut. Cały mój plan taktyczny wziął w łeb. Walczyłem z Brytyjczykiem, sędziowali brytyjscy sędziowie. Ale ja zawsze boksuję na wyjeździe, jestem do tego przyzwyczajony – nie szuka usprawiedliwień Proksa.
W kontrakcie na walkę z Walijczykiem jest zapis o obowiązkowym rewanżu w przypadku porażki Polaka. - Chcę z nim znowu walczyć, bez względu na stawkę. To dla mnie teraz sprawa osobista - mówi "Super G". - Wiem, że jestem od niego lepszy, i udowodnię to w rewanżu.
Przedstawiamy materiał z wczorajszej konferencji prasowej poświęconej 29. Międzynarodowemu Turniejowi im. Feliksa Stamma, który odbędzie się w dniach 25-27 marca w warszawskim hotelu Gromada. Na temat organizacji zawodów wypowiada się Jerzy Rybicki, prezes Polskiego Związku Bokserskiego. Zawody wyłonią reprezentantów Polski w kwietniowym turnieju w Trabzonie (Turcja), na którym będzie można uzyskać kwalifikację do igrzysk olimpijskich. Panie o paszporty do Londynu powalczą nieco później, na rozpoczynających się pod koniec kwietnia mistrzostwach świata w Chinach.
Artura Szpilkę (9-0, 7 KO) miał wprawdzie przetestować Owen Beck, jednak porozbijany Jamajczyk przyjechał do Polski jedynie po wypłatę, więc wszystko wskazuje na to, że pierwszy solidny test spotka 22-letniego Polaka w najbliższą sobotę. Na gali w Atlantic City rywalem "Szpili" będzie wojowniczo nastawiony Terrance Marbra (6-1, 5 KO).
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Zdecydowanym faworytem walki jest niepokonany Polak, ale 35-letni czarnoskóry Amerykanin wcale się tym nie przejmuje, a jego wpisy na kontach portali społecznościowych sugerują, że nawet nie myśli o porażce w starciu ze Szpilką. Niewykluczone, że pojedynek potrwa krótką chwilę, ale czekają nas wielkie emocje.
Wygrana Szpilki - 1.13
Remis - 23.00
Wygrana Marbry - 6.25
Na zakończonym przed chwilą w Warszawie spotkaniu zarządu Polskiego Związku Bokserskiego z trenerem Michałem Nowakiem, który wraz z sześcioma zawodnikami opuścił zgrupowanie kadry w Ostrołęce, protestując przeciwko metodom szkoleniowym oraz warunkom, w jakich przyszło przygotowywać się jego podopiecznym, prezes PZB Jerzy Rybicki podjął decyzję o zawieszeniu zbuntowanych pięściarzy.
W wyniku tej decyzji na rozpoczynającym się za kilka dni Turnieju im. F. Stamma nie wystąpią Dawid Jagodziński z Bydgoszczy, Dawid Michelus z Piły, oraz poznaniacy Damian Wrzesiński, Sylwester Stempniewski, Patryk Szymański i Włodzimierz Letr. Tym samym w/w zawodnicy, wśród nich mistrzowie Polski, mogą utracić szansę na ubieganie się o kwalifikację olimpijską. Jednocześnie pięściarze, którzy w ogóle zignorowali powołanie na obóz i nie stawili się w Ostrołęce, nie poniosą konsekwencji swojej nieobecności. W proteście przeciwko tej decyzji do dymisji podał się vice-prezes PZB Zdzisław Nowak. Niebawem na BOKSER.ORG więcej szczegółów.
Sprostowanie: Naszym Czytelnikom należy się drobne sprostowanie, choć nie zmienia ono zasadniczo treści podanej wyżej wiadomości. Otóż podopieczni trenera Nowaka nie zostali zawieszeni przez władze PZB, lecz jedynie karnie nie dopuszczeni do startu w Turnieju im. F. Stamma, na który wcześniej dostali powołania. Tak czy inaczej w/w pięściarze nie wystąpią w warszawskich zawodach, prawdopodobnie poza Michelusem nie mogą także liczyć na powołanie do kadry na kwalifikacje olimpijskie w Turcji.
Richard Schefer z Golden Boy Promotions wyjawił, że 19 maja w Mandalay Bay w Las Vegas walkę wieczoru, w ktorej po raz drugi zmierzą się Lamont Peterson (30-1-1, 15 KO) i Amir Khan (26-2, 18 KO), poprzedzi występ Adriena Bronera (23-0, 19 KO).
22-letni mistrz świata federacji WBO przystąpi do drugiej obrony swego tytułu. "The Problem" jest bliskim przyjacielem Petersona, który w grudniu sprawił wielką niespodziankę, nieznacznie pokonując Khana po bardzo zaciętej walce.
Nathan Cleverly (24-0, 11 KO) nie przekonał jeszcze do siebie kibiców, choć ma już na koncie trzy udane obrony tytułu mistrza świata federacji WBO w wadze półciężkiej. Z całą pewnością nie zmieni się po 28 kwietnia, kiedy 25-letni Walijczyk zmierzy się z Robinem Krasniqim (37-2, 13 KO).
Urodzony w Serbii pretendent przegrał dwie z trzech pierwszych walk jako profi, a następnie zanotował serię trzydziestu sześciu zwycięstw. Krasniqi nie ma na rozkładzie żadnego znanego boksera, ale od kilku miesięcy jest posiadaczem pasa WBO European, co zapewniło mu miejsce w czołówce rankingu federacji World Boxing Orgzanization.
Andrzej Fonfara (21-2, 12 KO) w rozmowie z Mateuszem Borkiem przyznał, że jego idol z dzieciństwa i dobry kolega Andrzej Gołota (41-8-1, 33 KO) wciąż jest w treningu i prezentują niezłą dyspozycję. 44-letni "Andrew" nie boksował od czasu porażki z Tomaszem Adamkiem [październik 2009 przyp. red], ale wiele wskazuje na to, że czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
- Andrzej cały czas jest w treningu. Codziennie widujemy się na sali treningowej. Nie rozmawialiśmy konkretnie o jego powrocie. Widzę, że jest w dobrej formie. Chyba jest gotowy, żeby wyjść do ringu. Dużo schudł, wygląda świetnie! Myślę, że ta walka na zakończenie kariery przydałaby mu się. Fajnie byłoby zobaczyć Andrzeja ostatni raz w ringu – zdradził na antenie Polsatu Sport Fonfara.
Gołota jest kibicem młodszego imiennika i w piątek z uwagą śledził kolejne zwycięstwo "Polskiego Księcia", który na chicagowskim ringu rozprawił się z Byronem Mitchellem.
- Andrzej zawsze jest na moich walkach, tym razem również był i dopingował mnie. Potem przyszedł do szatni i pogratulował. Chwalił mój boks – opowiadał 24-latek.
- Ta walka nie dała mi wiele doświadczenia, ale taki jest boks. Kiedy nadarza się okazja do znokautowania przeciwnika, trzeba ją wykorzystać. Ze zwycięstwa mogę się tylko cieszyć – mówi Andrzej Fonfara (21-2, 12 KO), który w piątek w Chicago nie dał szans byłemu mistrzowi świata Byronowi Mitchellowi (29-10-1, 22 KO) i zakontraktowany na 10 rund pojedynek zakończył już w 3. odsłonie. 24-letni Polak zdobył pas IBO-USBO w wadze półciężkiej, dzięki któremu za kilka miesięcy ma walczyć o wakujący tytuł dość prestiżowej federacji IBO. O dalszych planach nasz zawodnik opowiedział w drugiej części wywiadu, którą opublikujemy niebawem.
Mistrz Europy w wadze półciężkiej, Eduard Gutknecht (23-1, 9 KO), do trzeciej obrony tytułu przystąpi 31 marca w Kilonii. Rywalem 30-letniego "Eddy'ego" będzie Francuz Tony Averlant (17-5-2, 4 KO), który w czerwcu 2010 roku nie sprostał Pawłowi Głażewskiemu na gali w Kielcach.
- Jestem przygotowany na ciężką walkę. Widziałem na żywo, jak zastopował Artura Heina i zdobył pas EBU-EU. Zrobił wtedy na mnie wrażenie. To dobry bokser, który ciągle idzie do przodu. Będę gotowy na niego i obronę tytułu - oświadczył Gutknecht.
W Kilonii zobaczymy tego dnia także starcia Polaków. W walce wieczoru Piotr Wilczewski (30-2, 10 KO) zmierzy się z Arthurem Abrahamem (33-3, 27 KO) w pojedynku o pas WBO European w limicie 168 funtów, a wcześniej nasz utalentowany junior ciężki - Mateusz Masternak (25-0, 19 KO) zaboksuje z Felipe Romero (15-4-1, 10 KO).
Francisco Valcarcel, szef federacji World Boxing Organization, nie wyraża zgody na usankcjonowanie walki mistrza wagi półciężkiej - Nathana Cleverly'ego (24-0, 11 KO) z posiadaczem pasa WBO European - Robinem Krasniqi (37-2, 13 KO).
W lutym Cleverly dostał zgodę na walkę z anonimowym Tommym Karpencym, ale warunek brzmiał następująco: "w ciągu 120 dni od czasu tego występu Nathan musi zmierzyć się z obowiązkowym pretendentem". Prawo walki o tytuł mistrza świata ma 30-letni Rosjanin, Dmitrij Suchocki (18-1, 13 KO).