Jeśli Sergio Gabriel Martinez (49-2-2, 28 KO) swoją następną walkę stoczy w wadze średniej, a jego rywalem nie będzie Julio Cesar Chavez Jr (45-0-1, 31 KO), promotor Lou DiBella przygotował krótką listę potencjalnych przeciwników. Znajdują się na niej mistrz IBF - Daniel Geale (27-1, 15 KO) oraz trenowany przez Emanuela Stewarda Irlandczyk Andy Lee (28-1, 20 KO). O walce z Argentyńczykiem marzą także Europejczycy - champion federacji WBO Dmitrij Pirog (19-0, 15 KO) i posiadacz pasa WBA regular - Giennadij Gołowkin (22-0, 19 KO).
- Gołowkin i Pirog nie mają w Stanach kibiców i nie wnoszą niczego do walki. Nie chodzi o to, że nie są dobrymi pięściarzami, ale Sergio pokonałby każdego z nich. Jest ryzyko, nie ma nagrody. Wolałbym zakontraktować walkę z Andym Lee, by znów wyprzedać Madison Square Garden. W grę wchodzą Andy i Daniel Geale. Mówią po angielsku, więc można ich wypromować - powiedział DiBella.
Już w najbliższą sobotę Tomasz Adamek (44-2, 28 KO) wróci na ring po wrześniowym pojedynku z Witalijem Kliczką. Rywalem polskiego pięściarza na nowojorskim Brooklynie będzie Nagy Aguilera (17-6, 12 KO).
25-letni bokser z Dominikany w ostatnim okresie zwycięstwa przeplata porażkami, ale z wymagającymi przeciwnikami (min. Samuel Peter, Maurice Harris, Antonio Tarver, Chris Arreola). Głośno zrobiło się o nim w grudniu 2009 roku, kiedy to już w pierwszej rundzie znokautował byłego mistrza świata Olega Maskajewa, tym samym kończąc jego karierę. Inne zwycięskie walki z reguły też kończy szybko.
- Czujnym trzeba być w każdej walce. Gardy opuszczać nie będę, bo w wadze ciężkiej każdy przeciwnik ma czym uderzyć. Nie mogę popełnić żadnego błędu, bo może to drogo kosztować. Muszę wygrać, dlatego trenuję bardzo ciężko – mówi 35-letni "Góral".
Roger Bloodworth, szkoleniowiec naszego pięściarza mówił ostatnio, że najlepsza waga dla Adamka to 103-104 kg. Bokser z Gilowic waży jednak nieco mniej, ale i tak sporo w porównaniu z pojedynkiem przeciwko Kliczce, przed którym na ceremonii ważenia zmierzono mu 98 kg.
- Nie ważę się codziennie, ale masa mojego ciała to obecnie jakieś 100-102 kilo. To moja naturalna waga i z taką wyjdę do walki. Od mojego ostatniego występu minęło już pół roku, więc ciało zdążyło odpocząć. Wcześniej walczyłem częściej, stąd organizm regenerował się wolniej – tłumaczy Adamek. - Każdy kilogram masy powoduje, że cios staje się cięższy. Na pewno jednak nie odbija się to na mojej szybkości – zapewnia "Góral.
W piątek na gali w Wolverhampton Shane McPhilbin (8-2, 5 KO) będzie po raz pierwszy bronił tytułu mistrza Wielkiej Brytanii w kategorii junior ciężkiej. Rywalem 26-latka będzie doskonale znany Enzo Maccarinelli (34-5, 27 KO). Za faworyta uznać trzeba "Big Maca", ale aktualny czempion zauważa, że bardziej utytułowany rywal na ringu będzie zmagał się nie tylko z nim, ale również z ogromną presją. Kolejna porażka Enzo oznaczałaby definitywne zakończenie przygody z boksem zawodowym.
- Ten pojedynek jest dla Enzo pociągiem ostatniej szansy. Jeśli nie wykorzysta tej okazji prawdopodobnie zakończy karierę – uważa McPhilbin.
Pochodzący z Nottinghamshire McPhilbin darzy oponenta niezwykłym respektem, zwłaszcza, że… Maccarinelli obok Muhammada Alego jest jego idolem.
- Na obronę tytułu wybrałem najlepszego z możliwych przeciwników. Enzo obok Muhammada Alego jest moim bohaterem. Walka z nim o pas mistrza Wielkiej Brytanii jest ogromnym wyróżnieniem. Szanuję Maccarinelliego. On jest facetem, do którego należy czuć respekt. Szansa pokonania kogoś takiego jest dla mnie czymś totalnie niesamowitym. Enzo wciąż należy do ścisłej światowej czołówki – zakończył mistrz.
Matthew Macklin (28-4, 19 KO) poczynał sobie całkiem nieźle w walce z królem wagi średniej - Sergio Gabrielem Martinezem (49-2-2, 28 KO) do czasu dwóch nokdaunów w końcówce jedenastej rundy. Brytyjczyk doszedł do siebie i chciał walczyć dalej, ale jego trener, Buddy McGirt, podjął decyzję o poddaniu swojego zawodnika.
- Chciałem walczyć dalej. Wszystko było w porządku. Doszedłem do siebie, gdy tylko padłem na deski - zapewnia "Mack The Knife". - To były dobre ciosy, ale gdybym nie był źle ustawiony, nie padłbym po nich.
- Jeden z sędziów widział moją trzypunktową przewagę przed jedenastą rundą, u dwóch pozostałych przegrywałem jednym punktem. Przestałem ruszać głową, kiedy zacząłem trafiać i wtedy oberwałem. Buddy to świetny trener, ale porzebujemy więcej czasu. Szło dobrze, ale potem przyszło zmęczenie, a ja wiedziałem, że ostatnie dwie rundy mogą zadecydować o wyniku i z nerwów zacząłem wracać do dawnych nawyków, co kosztowało mnie porażkę przed czasem.
- Buddy to perfekcjonista, będzie potrafił zapanować nad moimi atutami i poprawić gorsze strony. Gdyby to on trenował mnie przed walką ze Sturmem, wygrałbym przed czasem lub wysoko na punkty. Przegrałem z Martinezem, ale wrócę i zdobędę tytuł mistrza świata - zapowiada Macklin. - Sergio powiedział, że to była jego najtrudniejsza przeprawa w wadze średniej i że jestem najlepszym po nim pięściarzem w tej kategorii.
Były mistrz świata w wadze półśredniej, Victor Ortiz (29-3-2, 22 KO), ukończył w Los Angeles maraton w czasie 3 godziny 27 minut. Tym samym "Vicious" poprawił swój życiowy rekord i potwierdził świetną formę przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego do rewanżowej walki z Andre Berto (28-1, 22 KO).
- Dwunastorundowa walka w dobrym tempie to nic prostego, ale nie równa się z 42-kilometrowym biegiem. Niech Berto dowie się, jak jestem przygotowany na trzy miesiące przed walką - oznajmił zadowolony z wyniku "Vicious", który ukończyłby bieg w jeszcze lepszym czasie, gdyby przebiegł cały dystans w swoim tempie (w trasie towarzyszył mu manager Rolando Arellano, który w pewnym momencie nabawił się kontuzji kolana, ale i tak ukończył maraton w czasie ok. 8 godzin).
Niespełna dwa tygodnie zostały do kolejnego wielkiego wyzwania w karierze Piotra Wilczewskiego (30-2, 10 KO). 31 marca w walce wieczoru gali grupy Sauerland Event w Kilonii polski pięściarz zmierzy się z byłym mistrzem świata (2005-2009) w wadze średniej Arthurem Abrahamem (33-3, 27 KO). Pod koniec 2009 roku Ormianin z niemieckim paszportem zwakował pas federacji IBF i przeniósł się do kategorii super średniej, aby wziąć udział w turnieju Super Six. Przegrał w nim trzy pojedynki (wygrał jeden), między innymi z Andre Wardem (25-0, 13 KO) w półfinale zawodów. To właśnie ze sposobu walki Amerykanina w potyczce z "Królem Arturem", która odbyła się w maju ubiegłego roku, podopieczny Andrzeja Gmitruka chce wziąć przykład w Kilonii. Jeśli mu się powiedzie, zdobędzie tytuł WBO European i znacznie przybliży się do pojedynku o pas mistrza świata federacji WBO, który należy obecnie do Roberta Stieglitza.
Danny Williams (44-11, 33 KO) po raz kolejny porzucił myśli o zakończeniu sportowej kariery i 10 czerwca powróci na ring. "Brixton Bomber" zmierzy się z 45-letnim Węgrem Zoltanem Petranyim (47-20, 14 KO). Walka odbędzie się w hotelu Ramada w Budapeszcie, a jej stawką będzie nic nie znaczący pas UBO European.
Pod koniec ubiegłego roku Williams przegrał w Hiszpanii z niepokonanym Leifem Larsenem i ogłosił wówczas zakończenie kariery. Jak widać, nie wytrzymał długo w tym postanowieniu…
Co ciekawe, organizatorem gali w stolicy Węgier będzie grupa ProfiBox Promotion, która zarządza sam Petranyi.
Niespełna dwa tygodnie pozostały do drugiego występu Mateusza Masternaka (25-0, 19 KO) dla niemieckiej grupy Sauerland Event. 31 marca w Kilonii polski pięściarz zmierzy się z Meksykaninem Felipe Romero (15-4-1, 10 KO), a być może już na jesieni dostanie szansę walki o pierwszy znaczący tytuł w karierze - pas mistrza Europy w wadze junior ciężkiej, należący obecnie do Aleksandra Aleksiejewa. Póki co 24-letni wrocławianin przebywa w Warszawie, gdzie pod okiem Andrzeja Gmitruka przygotowuje się do najbliższej potyczki.
Federacja World Boxing Organization uaktualniła swoje rankingi. Spośród polskich pięściarzy najwyższą lokatę zajmuje Grzegorz Proksa (26-1, 19 KO). W zestawieniu najlepszych zawodników kategorii średniej "Super G" zajmuje piątą lokatę.
Awanse zaliczyli nasi reprezentanci w wadze junior ciężkiej. Mateusz Masternak (25-0, 19 KO) przesunął się na szóste miejsce, a o jedno oczko niżej plasuje się Paweł Kołodziej (30-0, 17 KO; awans o dwie pozycje).
Ósmy w kategorii półciężkiej jest Andrzej Fonfara (21-2, 12 KO), a piętnastą lokatę wśród pięściarzy wagi junior średniej zajmuje Damian Jonak (32-0-1, 21 KO).
Mistrz świata federacji WBC w wadze średniej, Julio Cesar Chavez Jr (45-0-1, 31 KO), poznał nazwisko kolejnego przeciwnika. W trzeciej obronie tytułu syn meksykańskiej legendy zmierzy się z Anglikiem Martinem Murrayem (23-0-1, 10 KO). Ich pojedynek, z którego transmisję przeprowadzi HBO, odbędzie się 16 czerwca na gali w El Paso w Teksasie.
26-letni Chavez będzie trenował przez około 10 tygodni. W poprzednim występie po zaciętej walce wyraźnie pokonał groźnego Marco Antonio Rubio. Jeśli Junior upora się także z Murrayem, który kibicom znany jest z remisowej potyczki z Felixem Sturmem, być może 15 września dojdzie do wyczekiwanego starcia z królem dywizji do 160 funtów - Sergio Gabrielem Martinezem (49-2-2, 28 KO).
Dziś w warszawskim hotelu Gromada odbyła się konferencja prasowa poświęcona 29. Międzynarodowemu Turniejowi im. Feliksa Stamma. Zawody z udziałem czołowych pięściarzy i pięściarek z naszego kraju oraz gości z zagranicy (m.in. Rosja, Ukraina, Węgry, Białoruś, Kazachstan, Anglia, Australia, Grecja) odbędzie się w dniach 25-27 marca w Warszawie. Transmisję wtorkowych finałów w godzinach 18:15 - 22:00 przeprowadzi stacja TVP Sport.
Dla naszych reprezentantów i reprezentantek będzie to ważny sprawdzian przed nadchodzącymi imprezami. Panowie w połowie kwietnia wyjeżdżają do tureckiego Trabzon, aby wziąć udział w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich w Londynie. Kobiety o paszporty na igrzyska będą walczyć nieco później, na mistrzostwach świata w Chinach, które rozpoczną się pod koniec kwietnia.
31 marca w Kilonii, podczas gali, której wydarzeniem wieczoru będzie starcie Abraham - Wilczewski, dojdzie również do ciekawie zapowiadającej się walki pomiędzy Thomasem Ulrichem (32-6, 22 KO) a Dustinem Dirksem (23-0, 17 KO).
Były mistrz Europy wagi półciężkiej w kwietniu ubiegłego roku niespodziewanie przegrał przed czasem z przeciętnym Sergiejem Rozwadovskim. Z kolei 22-letni Dirks może pochwalić się imponującym rekordem, jednak ciężko znaleźć tam liczące się nazwiska.
- Ulrich to wielka marka w Niemczech. Pierwszy raz w swojej karierze będę walczył z tak znanym pięściarzem. Szanuję każdego z moich przeciwników, dlatego ta walka jest jak każda inna. Ludzie mówią, że czas Thomasa się już skończył. Jednak moim zdaniem on nadal jest bardzo niebezpiecznym bokserem - podkreśla mieszkający w Berlinie Dirks.
Zespół byłego rywala Tomasza Adamka zdaję sobie natomiast sprawę, że potyczka z młodszym rodakiem ma charakter starcia o "być albo nie być".
- Thomas wie w jakiej znajduje się sytuacji. Jasna sprawa, że musi wygrać. Dirks to dobry pięściarz, wystarczy spojrzeć na jego bilans. Jednak dla mnie Thomas to w dalszym ciągu naturalny talent, brakuje mu tylko stabilności. Jeśli poprawi ten czynnik, będzie w stanie rywalizować z każdym bokserem świata - twierdzi Ali Yildirim, szkoleniowiec Ulricha.

Carl Froch (28-2, 20 KO) i niepokonany mistrz świata IBF w wadze super średniej, Lucian Bute (30-0, 24 KO), spotkali się na konferencji prasowej w Nottingham - rodzinnym mieście "Kobry", gdzie 26 maja dojdzie do ich pojedynku.
- Być znów w Nottingham - to wspaniałe uczucie. Zbyt długo tu nie walczyłem. Jestem bardzo podekcytowany i mam szacunek dla Luciana Bute, którego wcześniej krytykowałem za to, że walczy z drugą ligą - powiedział Froch. - Do tej pory on nie boksował zbyt często poza swoim miastem. Skoro zgodził się na przyjazd do mnie, to znaczy, że jest bardzo pewny siebie albo głupi. Lucian to wspaniały atleta, podobnie jak ja. Nie ma między nami wrogości. Nie jest ona potrzebna do wypromowania tego pojedynku, nazwiska mówią za siebie.
- Dziękuję Carlowi za to, że zgodził się na tę walkę. Wielkie pojedynki negocjuje się ciężko, ale cieszę się, że osiągnęliśmy porozumienie. W sercu czuję, że zwyciężę i obronię swój tytuł. Byłem krytykowany za to, że walczę na swoim terenie. Pamiętam, że Joe Calzaghe zyskał uznanie, gdy wyjechał za Ocean na koniec kariery. Ja robię to samo. Carl to dobry, agresywny i silny zawodnik. Jemu będzie kibicować 9,000 fanów, mi zaledwie garstka. Mamy wszystko, żeby powstał z tego klasyk - dodaje Bute.
Reprezentujący grupę promotorską Hatton Promotions Richard Towers (12-0, 9 KO) w sobotę w Sheffield na dystansie ośmiu rund zmierzy się z Haroldem Sconiersem (18-23-2, 11 KO). Dla mierzącego 203 cm wzrostu "Inferno" będzie to pierwszy występ w 2012 roku.
Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych Sconiers w lutym sprawił niespodziankę i pokonał niejednogłośnie na punkty ociężałego Jameela McCline’a, który szumnie zapowiadał powrót na bokserskie salony.
Towers zawodową karierę rozpoczął w 2009 roku. Na rozkładzie ma m.in. pochodzącego z Polski Michała Skierniewskiego czy doskonale znanego w naszym kraju Ismaila Abdoula. W przeszłości 32-latek sparował z Dereckiem Chisorą.
Młody mężczyzna zmarł w wyniku ugodzenia nożem podczas imprezy w domu byłego mistrza świata wagi ciężkiej Herbie’ego Hide’a (49-4, 43 KO) Do incydentu doszło na wsi Bawburgh w hrabstwie Norfolk. Mężczyzna nie miał ukończonych 30 lat.
- Jesteśmy w początkowej fazie śledztwa, ustalamy ciąg zdarzeń, które doprowadziły do śmierci mężczyzny – powiedział detektyw nadinspektor Julian Gregory.
Według wstępnych doniesień, w trakcie feralnego zajścia w domu Hide’a przebywało ponad 100 osób. Na czas śledztwa były bokser wraz z rodziną zmienili miejsce pobytu.
Hide był dwukrotnym mistrzem federacji WBO. W trakcie ponad dwudziestoletniej kariery wygrał 49 pojedynków (43 przed czasem) i doznał 4 porażek – w tym z Riddickiem Bowe'em i Witalijem Kliczką.
Richard Abril (17-2-1, 8 KO), jest przekonany, że poradzi sobie z Brandonem Riosem (29-0-1, 22 KO), kiedy 14 kwietnia zmierzą się na gali w Las Vegas. Gala zostanie pokazana przez HBO w systemie PPV, a w stawce pojedynku znajdzie się wakujący pas federacji WBA w wadze lekkiej.
- Ufam w swoje umiejętności. Przygotowuję się na dwanaście rund. Nie będę szukał nokautu, on powinien przyjść sam. Jestem lepszym bokserem od Riosa, co potwierdzają nasze występy na tle Miguela Acosty. Brandon już wie, co go czeka w dniu walki. Udowodnię, że kubańska szkoła boksu przewyższa inne - zapowiada 29-letni Abril.
- Jego styl nie stanowi dla mnie problemu. Ten tym zawodnika bardzo mi odpowiada. Doskonale wiem, jak neutralizować jego atuty. Rios będzie starał się wywierać presję, ale potrafię sobie z tym radzić - twierdzi Kubańczyk, a jego trener dodaje: - Przygotowujemy się na twardą i zaciętą walkę. Wiemy, że Rios jest potężnie bijącym puncherem, ale Richard jest lepszy technicznie. Przybędziemy do Vegas w najlepszej możliwej formie i wrócimy do Miami z tytułem mistrza świata.
Dan Goosen, promotor obowiązkowego pretendenta federacji IBF w wadze ciężkiej Tony'ego Thompsona (36-2, 24 KO) ma nadzieję, że rewanżowe starcie jego zawodnika z Władimirem Kliczką (57-3, 50 KO) odbędzie się w Waszyngtonie.
- Rozmawialiśmy już na ten temat z Shellym Finkelem, doradcą braci Kliczków i negocjacje przebiegają bardzo sprawnie. Kliczkowie są niekwestionowanymi gwiazdami, ale w Ameryce mogliby postarać się o jeszcze większą popularność. Bez problemu zapełnilibyśmy dwunastotysięczną halę Verizon Center i byłoby to największe wydarzenie w Stanach w ostatnim czasie – przekonuje Goosen.
Ostatnio działacze IBF ogłosili, że w jeśli dojdzie do przetargu na walkę Kliczko-Thompson, to podział honorariów wyniesie 85 do 15 na korzyść mistrza świata. Pretendent tej federacji zazwyczaj otrzymuje 25 procent. Goosen nie przejmuje się tym faktem i twierdzi, że do przetargu może wcale nie dojść.
- Nie denerwuje nas decyzja IBF. Złożyliśmy już bardzo poważną propozycję Kliczkom i jeśli zostanie ona zaakceptowana, to walka odbędzie się na terenie Dystryktu Kolumbii – mówi amerykański promotor.
W grudniu ubiegłego roku w Waszyngtonie, gdzie na stałe mieszka 40-letni Thompson, odbył się pojedynek Amira Khana z Lamontem Petersonem i cieszył się sporym zainteresowaniem miejscowej publiczności. Wcześniej mówiło się, że walka Kliczko-Thompson odbędzie się w Niemczech, a młodszy z ukraińskich braci w USA wystąpi dopiero jesienią, kiedy to jego rywalem w Nowym Jorku mógłby być Chris Arreola.
Przedstawiamy obszerną fotorelację z XII Indywidualnych Mistrzostw Polski Seniorek, które odbyły się w dniach 14-17 marca w Grudziądzu i zgromadziły najlepsze polskie zawodniczki. Zawody były ważnym sprawdzianem przed mistrzostwami świata w Chinach (będę one zarazem kwalifikacjami olimpijskimi) i materiałem do analizy dla selekcjonera Leszka Piotrowskiego przed wysłaniem powołań.
Paweł Kołodziej (30-0, 17 KO) po jednostronnej walce pokonał Giuliana Ilie (18-5-2, 5 KO). 31-letni Polak jest blisko starcia o mistrzostwo świata w wadze junior ciężkiej.
- Paweł zajął sobie bardzo bezpieczne miejsce i nikt nie może go pomijać przy ważnych starciach – powiedział po sobotnim pojedynku Kołodzieja z Rumunem Ilie promotor polskiego boksera z grupy 12 Round KnockOut Promotions Andrzej Wasilewski. Kołodziej w swojej rodzinnej Krynicy wygrał jednogłośnie na punkty.
– Taktyka przygotowana wspólnie z trenerem okazała się idealna – cieszył się Polak. – Rzeczywiście, każdy z zawodników wchodzących do ringu ma swój plan. Paweł zrealizował go w całości, a to spowodowało, że Rumun nie mógł nic zrobić – tłumaczył Wasilewski i dodał: – Cieszy mnie, że Paweł cały czas się rozwija pod każdym względem.
– Miał zdecydowaną przewagę w każdej rundzie. Tyle, że nie dał rady skończyć walki przed czasem. Przed starciami z lepszymi zawodnikami musi nauczyć się wykorzystywać szanse – ocenił trener Fiodor Łapin.
Zachęcamy do lektury blogów prowadzonych przez Czytelników BOKSER.ORG, na których można przeczytać interesujące, a niekiedy także żartobliwe teksty. Blogi są także naturalną drogą dla tych z Was, którzy zainteresowani są bliższą współpracą z naszym serwisem. Część redaktorów rekrutuje się właśnie z grona byłych blogerów. Ostatnio nasz Czytelnik Arek Królak opublikował ciekawy i zabawny tekst, który wbrew pozorom choć jest pewnego rodzaju żartem, zawiera wyłącznie prawdziwe informacje. Zapraszamy do lektury!
CZYTAJ I PUBLIKUJ NA BLOGACH BOKSER.ORG>>>
Fani boksu na całym świecie lubią zadawać pytania o to, którzy z wielkich mistrzów w historii boksu wyszliby zwycięsko z wzajemnych konfrontacji, gdyby szczyty ich karier wypadły w tym samym momencie. Dziś zajmiemy się próbą odpowiedzi na pytanie jaki byłby wynik walki, gdyby naprzeciw siebie stanęli popularny polski ciężki Marcin Najman i amerykańska legenda boksu Muhammad Ali.
Aby odgadnąć wynik tej potyczki wystarczy przyjrzeć się przebiegom karier obu pięściarzy. Kiedy to zrobimy stanie się jasne, że zwycięzcą walki mógłby być tylko Marcin Najman. Skąd możemy to wiedzieć? Ali miał długą i obfitującą w triumfy karierę, którą w 1981 zakończył Trevor Berbick pokonując "The Greatest" na punkty po 10 rundach zaciekłej walki. Ktoś mógłby złośliwie twierdzić, że wtedy Ali był już tylko cieniem dawnego mistrza, ale byłoby to tylko szukaniem wymówki.
W sobotę Paweł Kołodziej (30-0, 17 KO) w swojej rodzinnej Krynicy pewnie pokonał Giuliana Ilie, zdobył interkontynentalny tytuł IBF w wadze cruiser i znacznie przybliżył się do pojedynku o pas mistrza świata tej federacji, który należy obecnie do Yoana Pablo Hernandeza (26-1, 13 KO).
Jak informuje promotor 31-letniego pięściarza Andrzej Wasilewski, dla jego podopiecznego istnieją obecnie trzy warianty. Pierwszy i najciekawszy to walka z 27-letnim Kubańczykiem, drugi to ostateczny eliminator IBF, a trzeci to pojedynek z Olą Afolabim (19-2-3, 9 KO), oczywiście jeśli ten wcześniej upora się z Marco Huckiem, mistrzem świata WBO.
- Czekamy, co się wydarzy. Albo ktoś będzie chciał z nami walczyć o pozycję numer jeden, albo liczymy na walkę z posiadaczem pasa Yoanem Pablo Hernandezem. Bardzo blisko pracujemy z grupą braci Kliczków i gdyby ich zawodnik Ola Afolabi wygrał z Marco Huckiem, to też byłaby dobra opcja – mówi szef grupy 12 Round KnockOut Promotions.
32-letni Afolabi od kilkunastu dni i wygranej przed czasem z Walerym Brudowem jest posiadaczem tytułu tymczasowego mistrza świata WBO. Dzięki zdobyciu tego trofeum w ciągu najbliższych miesięcy ma walczyć z Huckiem, który po przegranej z Aleksandrem Powietkinem będzie kontynuował karierę w wadze junior ciężkiej.
W sobotę Grzegorz Proksa (26-1, 19 KO) niespodziewanie stracił pas mistrza Europy w wadze średniej na rzecz Kerry’ego Hope’a (17-3, 1 KO). "Super G" od sporej rzeszy fanów otrzymał słowa wsparcia i na łamach oficjalnej strony internetowej zechciał podziękować tym, którzy go wspierają.
- Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim wspierającym mnie kibicom. Nie wiem czy jest w Polsce jakikolwiek sportowiec mający takie wsparcie i tak mocną grupę wierzących w niego ludzi patrzących za nim, ale z pewnością każdy sportowiec może o takich marzyć. Wielkie dzięki! – powiedział Proksa.
Zakończone ponad tydzień temu 83. Mistrzostwa Polski Seniorów w boksie, rozgrywające się w hali Arena w Poznaniu, miały w tym roku wyjątkowy wymiar, ponieważ z grona medalistów tego turnieju mieli zostać wyłonieni zawodnicy, którzy będą ubiegali się w Turcji o kwalifikacje olimpijskie. Jak już wiemy, sytuacja naszej kadry poważnie skomplikowała się podczas zgrupowania w Ostrołęce, o czym informowaliśmy kilka dni temu. Do sprawy tej będziemy jeszcze wracać, także przy okazji relacji z Turnieju Feliksa Stamma, który zaczyna się już za kilka dni, natomiast w tym felietonie chciałbym skupić się na podsumowaniu poznańskiej imprezy.
CO Z TĄ... KADRĄ?>>>
W Mistrzostwach wzięło udział 114 zawodników reprezentujących kluby z całej Polski. To pokazuje, że choć boks amatorski w naszym kraju stacza się powoli w otchłań bez dna, jest jeszcze iskierka nadziei, która tli się dzięki pasjonatom z różnych regionów, trenerom, lokalnym działaczom, a przede wszystkim zawodnikom, a tych wciąż przybywa. Jednak obecny stan naszego amatorskiego pięściarstwa możemy zdiagnozować w oparciu o najważniejszy krajowy turniej, a więc poznańskie mistrzostwa w gronie seniorów. Diagnoza ta nie wypada niestety zbyt dobrze.
Pod względem organizacyjnym zawody stały na bardzo wysokim poziomie i przebiegały bez zarzutu, mimo bardzo dużej liczby zgłoszonych zawodników. Pierwsze dwa dni ze względu na żałobę narodową z powodu tragicznej katastrofy kolejowej na Śląsku, odbywały się bez udziału publiczności i bez specjalnej oprawy. W dniach walk półfinałowych i podczas finałów frekwencja była całkiem przyzwoita jak na turniej amatorski w Polsce i sięgała 1200 widzów. Niestety w wielkiej hali Arena, mogącej pomieścić nawet pięć tysięcy, nie dało się uniknąć przygnębiającego efektu pustych trybun. Wybór miejsca był jednak dobry, gdyż Arena mieści się w centrum Poznania i ma bardzo dobre zaplecze, konieczne w tego typu imprezach. Niezłym pomysłem było również zaproszenie zawodowych mistrzów świata, Krzysztofa Włodarczyka i Marco Hucka, których obecność stanowiła dodatkową atrakcję dla kibiców. Niedopatrzeniem organizatorów, wynikającym być może z przysłowiowej poznańskiej oszczędności, było zatrudnienie tylko jednej hostessy do obsługi całej imprezy. Trzeba przyznać, że sympatyczna pani Monika poradziła sobie znakomicie, zarówno w roli ring girl, jak i asystentki podczas dekoracji medalistów na podium, ale musiała uwijać się ja w ulu, aby podołać wszystkim swoim obowiązkom. Plusy i minusy strony organizacyjnej nie powinny jednak przesłaniać najważniejszego aspektu sportowego, na którym chciałbym się teraz skoncentrować.
W nocy z soboty na niedzielę Tomasz Adamek (44-2, 28 KO) powróci między liny po bolesnej porażce przed czasem poniesionej z rąk Witalija Kliczki. Na gali w Nowym Jorku "Góral" zmierzy się z etatowym testerem - Nagym Aguilerą (17-6, 12 KO).
TYPUJ, WYGRYWAJ I ZARABIAJ Z UNIBETEM >>
Zdecydowanym faworytem walki jest rzecz jasna 35-letni Polak. Adamek dobrze przygotował się do tej potyczki i przybrał nieco na masie, by zyskać więcej siły. Zobaczymy, jak cięższy "Góral" zaprezentuje się na tle Aguilery i czy pomysł z dorzuceniem kilku kilogramów mięśni okaże się trafiony.
Wygrana Adamka - 1.04
Remis - 40.00
Wygrana Aguilery - 9.50
Jak już Was informowaliśmy, Mateusz Malujda (3-0) będzie jednym z ośmiu pięściarzy, którzy wezmą udział w jednodniowym turnieju Bigger’s Better w wadze ciężkiej. Zmagania odbędą się 13 kwietnia we Francji. Niepokonany wrocławianin przygotowuje się pod okiem ostatniego polskiego medalisty olimpijskiego Wojciecha Bartnika i Ryszarda Furdyny.
Malujda do tej pory na zawodowych ringach występował w kategorii junior ciężkiej. Obecnie waży około 98 kg. Na amatorskich ringach stoczył 160 walk, w swoim dorobku zgromadził trzy złote i trzy srebrne medale mistrzostw Polski – czytamy na oficjalnej stronie Bigger’s Better.
Potencjalnymi rywalami Malujdy będą: wywodzący się z kickboksu Nicolas Wamba (4-1, 1 KO), niepokonany Tefik Bajrami (4-0, 3 KO), ostatni rywal Andrzeja Wawrzyka – Claus Bertino (13-3, 8 KO), Florin Nazare (2-4, 1 KO), doświadczony amator Oleksiej Mazikin (17-7-2, 4 KO), amatorski mistrz Belgii Ali Baghouz (3-0, 2 KO) i Agit Kabayel (2-0, 1 KO). Walki w ringu poprowadzi Steve Smoger ze Stanów Zjednoczonych. Bezpośrednią transmisję przeprowadzi stacja Eurosport.
Mistrz świata w trzech kategoriach wagowych Juan Manuel Marquez (53-6, 39 KO) z respektem wypowiada się na temat najbliższego rywala. Przypomnijmy, że ulubieniec meksykańskich kibiców 14 kwietnia w Mexico City zmierzy się z Siergiejem Fiedczenką (30-1, 13 KO) o pas Interim WBO w kategorii junior półśredniej.
"El Dinamita" przecenia dokonania Ukraińca, starając się nakłonić rodaków do oglądania tego pojedynku.
- Publiczność powinna być zadowolona z klasy przeciwnika. Wiem, że Fiedczenko pochodzi z Ukrainy, jest bardzo silnym pięściarzem, który zawsze dąży do zwycięstwa przez nokaut. Siergiej potrafi uderzyć, historia jego walk potwierdza tę tezę. Ma na swoim koncie 30 zwycięstw, jedną porażkę i 13 nokautów. Na swojej drodze napotykał najlepszych zawodników na świecie. Bez wątpienia ten przeciwnik jest niebezpieczny – powiedział 38-latek, który w ostatniej walce przegrał w kontrowersyjnych okolicznościach z Mannym Pacquiao.
Pierwotnie rywalem Marqueza miał być Argentyńczyk Cesar Rene Cuenca, który prezentuje zupełnie inny styl walki od Fiedczenki.