
Łukasz Maciec (11-1, 2 KO) nie wystąpi na gali w Kielcach. 19 czerwca polski pięściarz miał skrzyżować rękawice z solidnym Anthonym Ukehem (5-3-1, 2 KO), który na rozkładzie ma Sławomira Ziemlewicza (20-6-2, 4 KO). Przyczyną absencji Łukasza jest kontuzja łokcia, której nabawił się pod koniec przygotowań.
- W ostatnim dniu sparingów doznałem kontuzji ścięgna prostującego łokieć. Przerwa potrwa 2-3 tygodnie. Wielka szkoda, że przepadnie mi okazja zaboksowania, bo rywal był naprawdę ciekawy. Mam nadzieję, że zmierzymy się w innym terminie – powiedział "Gruby".
Pojedynek Carla Frocha (26-1, 20 KO) z Arthurem Abrahamem (31-1, 25 KO) może opóźnić się jeszcze bardziej. Ostatnio dużo mówiło sie o przesunięciu walki na środek września, ale wygląda na to, że starcie odbędzie sie nie wcześnie,j niż 2 października.
"Kobra" chce, by pojedynek odbył się w jego rodzinnym Nottingham lub za Oceanem - w Kanadzie lub Stanach Zjednoczonych. Obóz Abrahama optuje za Niemcami lub jednym z sąsiadujących państw.
- Tu nie chodzi o pieniądze. One nie grają roli na tym etapie mojej kariery. Chcę odzyskać mój pas, a potem dodać do niego kolejne trofea. Zamierzam zapisać się w historii tej dyscypliny jako wielki mistrz kategorii super średniej. To się nie wydarzy, jeżeli pojadę do Niemiec. Tam nie mam szans, przecież wszyscy widzieli jak zostałem okradziony w Danii. Monako, Niemcy, Węgry, Francja - możecie o tym zapomnieć - powiedział blisko 33-letni Froch.
Brytyjczyk domaga się sprawiedliwości, choć sam zapomniał jak wiele zawdzięcza stronniczym decyzjom sędziów w Nottingham. Jean Pacal (25-1, 16 KO) i przede wszystkim Andre Dirrell (19-1, 13 KO) mogliby sporo powiedzieć na ten temat.
Krzysztof Głowacki (11-0, 6 KO) pokazał dobry, twardy boks i zastopował w trzeciej rundzie gorszego technicznie, ale silnego Patricka Bergera (6-4, 6 KO).
Po ostrym pierwszym starciu, Głowacki zepchnął rywala do głębokiej defensywy w drugiej odsłonie. Bił mocno lewym hakiem w okolice wątroby, by w końcu przypolować potężnym lewym sierpem w okolice skroni Bergera. Po liczeniu do ośmiu Krzysztof znów trafił czysto lewym sierpowym, poprawił natychmiast prawym po dole i Berger był liczony po raz drugi. Nokaut został odroczony przez gong, lecz w trzeciej rundzie było już po wszystkim po kolejnym mocnym lewym sierpowym w okolice skroni.
John Duddy (29-1, 18 KO) nie obawia się swego najbliższego rywala. 26 czerwca w Alamodome w San Antonio (Teksas), Irlandczyk zmierzy się z Julio Cesarem Chavezem Jr. (41-0-1, 30 KO). Zbliżający się do 31. urodzin Duddy nie sądzi, by jego przeciwnik znacząco rozwinął się pod skrzydłami Freddiego Roacha.
- On prawie się nie zmieni. To zajęłoby wiele czasu, a Roach nie wyjdzie za niego do ringu. Tam będę tylko ja i on. Jestem gotowy na wszystko. Jestem pierwszym poważnym przeciwnikiem, z którym on znajdzie się między linami. Przygotowuję się na kontry. Umiem boksować, ale chcę, by walka przeniosła się do półdystansu. Jestem przekonany o swojej wyższości. Pokonam go - zapewnia Duddy.
Emerytowany król wagi superśredniej, Joe Calzaghe (46-0, 32 KO), wyklucza powrót na ring. Walijczyk zakończył karierę po stoczeniu dwóch zwycięskich pojedynków w Stanach Zjednoczonych, w których kolejno pokonał podstarzałych gwiazdorów - Bernarda Hopkinsa (51-5-1, 32 KO) i Roya Jonesa Juniora (54-7, 40 KO). W obydwu walkach "Włoski Smok" padał na deski już w pierwszej rundzie.
- Jestem na emeryturze. Cały czas pojawiają się spekulacje o moim powrocie, ale mówiąc, że kończę z boksem, nie rzucam słów na wiatr. Jestem teraz szczęśliwy i byłbym głupi, chcąc wrócić na ring. Mam 38 lat i cieszę się, że mam tyle czasu dla moich dzieci. Hopkins to 45-latek, którego raz już pokonałem. Rewanż nic mi nie daje. Boks dał mi wszystko co teraz mam i jestem za to wdzięczny, ale nie brakuje mi walk. Tęsknie za czasami, gdy biłem ludzi i dostawałem za to pieniądze, bo teraz też znalazłoby się paru, którzy powinni dostać po głowie, ale tamto minęło i już nikogo nie uderzę - powiedział Calzaghe.
Bardzo przeciętnie zaprezentował się dzisiaj Maciej Miszkiń (10-0, 3 KO), który co prawda pokonał stosunkiem głosów dwa do remisu Vitali Mirze (6-4, 4 KO), ale z pewnością jego rywal zasłużył przynajmniej na remis.
Maciek próbował ustawić walkę lewym prostym, ale doświadczony Rumun odgryzał się skutecznie, szczególnie lewym hakiem na wątrobę, po którym Miszkiń kilka razy aż się zgiął z grymasem bólu. Ostatecznie po gongu kończącym szóste starcie sędziowie punktowali 57:57 i dwukrotnie 58:57.
Larry Merchant, komentator HBO, ułożył swoją listę walk, które muszą się odbyć. Oczywiście na samym szczycie znalazł się pojedynek Mayweather-Pacquiao, ale przynajmniej jedna pozycja może zaskoczyć każdego.
1. Floyd Mayweather (41-0, 25 KO) vs Manny Pacquiao (51-3-2, 38 KO) o należący do Filipińczyka pas WBO w wadze półśredniej.
- Absolutny numer 1dla każdego kibica boksu. Nie wiem dlaczego do tej walki jeszcze nie doszło. Ona musi się odbyć - powiedział 79-letni Merchant.
2. Władimir Kliczko (54-3, 48 KO) vs David Haye (24-1, 22 KO) o pasy WBO, IBF, IBO i WBA wagi ciężkiej.
- Bez dwóch zdań to obecny numer 2.
3. Paul Williams (39-1, 27 KO) vs Sergio Martinez (45-2-2, 24 KO) o pas WBC kategorii junior średniej i/lub średniej.
- To dla mnie numer 3, po takiej pierwszej walce rewanż wydaje się być czymś naturalnym.
David Lemieux (23-0, 22 KO) po raz kolejny udowadnia, że już wkrótce to on będzie rozdawał karty w kategorii średniej. Ubiegłej nocy 21-letni Kanadyjczyk w ciągu niespełna trzech minut rozbił solidnego Elvina Ayalę (20-5-1, 9 KO), z którym Arthur Abraham (31-1, 25 KO) przed dwoma laty męczył się przez dwanaście rund.
Lemieux posłał rywala na deski już w pierwszej minucie walki. Ayala powstał, lecz kilka chwil później ponownie znalazł się na macie ringu. W obydwu przypadkach kombinacje ciosów z obu rąk poprzedzały nokdaun. Sędzia dał Amerykaninowi ostatnią szansę, ale do końca rundy pozostało jeszcze kilkadziesiąt sekund, a rozpędzony Kanadyjczyk nie zamierzał bawić się w kotka i myszkę. Gdy przepuszczał kolejny atak, wiadome stało się, że Ayala nie usłyszy gongu rozpoczynającego drugie starcie. Było to drugie z rzędu szybkie zwycięstwo Lemieuxa, który na początku roku po raz pierwszy zmuszony był przeboksować cały dystans.
Mairis Briedis (5-0, 3 KO) robi ostatnio sporą karierę. Najpierw wygrał ośmioosobowy turniej na Cyprze i zainkasował 15 tysięcy dolarów, a kto wie, czy już niedługo nie będzie nowym nabytkiem grupy Andrzeja Wasilewskiego?
Póki co ten 25-latek z Łotwy zadebiutował w Polsce i trzeba przyznać, że zadebiutował efektownie. W niespełna trzy minuty najpierw dwa razy posłał na deski Gabora Zsalka (7-9-1, 4 KO) lewym hakiem na wątrobę, a niemal równo z gongiem kończącym pierwszą rundę zakończył wszystko mocnym prawym podbródkowym.
Kevin McBride (34-6-1, 29 KO) w październiku 2007 roku wyszedł na ring po raz ostatni, kiedy po niezłej pierwszej rundzie, w pięciu następnych dostał niezłe lanie od naszego Andrzeja Gołoty, aż w końcu sędzia poddał porozbijanego Irlandczyka.
Blisko trzy lata po tamtych wydarzeniach McBride znów pojawi się na ringu. Nie jest jeszcze znane nazwisko jego rywala, wiadomo natomiast, że do "come backu" dojdzie 10 lipca w Nowym Jorku na dystansie ośmiu rund.
Nowy mistrz WBA wagi junior średniej, Miguel Angel Cotto (35-2, 28 KO), nie ma nic przeciwko rewanżowemu starciu z Antonio Margarito (38-6, 27 KO). W lipcu 2008 roku Meksykanin zastopował "Junito" w jedenastej rundzie.
Pierwszy pojedynek odbył się w kategorii półśredniej. Teraz obydwaj pięściarze występują w limicie 154 funtów. Rewanż może dojść do skutku, jeżeli Margarito odzyska możliwość toczenia walk w Stanach Zjednoczonych.
- Jeżeli on odzyska licencję bokserską i pieniądze będą się zgadzać, to walka jest możliwa - zapowiedział Cotto.
Igrzyska Olimpijskie w Londynie już za dwa lata. Niestety patrząc na obecne wyniki naszych reprezentantów, chociażby na Mistrzostwach Europy, nie możemy mieć wielkich nadziei na medale. Być może zmieni się to za sprawą Konrada Dąbrowskiego. Ten obecnie 16-sto letni bokser Legii Warszawa swoim talentem i zaangażowaniem zachwycił niejednego obserwatora. Liczne sukcesy jakie osiąga są tego potwierdzeniem. Są to m.in. Mistrzostwo Polski Młodzików 2008, Brązowy medal Mistrzostw Polski Kadetów 2009 (po bardzo kontrowersyjnym werdykcie przegrał stosunkiem głosów 2:1), Mistrzostwo Polski Kadetów 2010. Nie odniósł porażki na żadnym z sześciu międzynarodowych turniejów, w których brał udział.
Już niedługo mają odbyć się Mistrzostwa Europy Kadetów. Niestety zabrakło pieniędzy, aby Konrad mógł wziąć w nich udział. Zwrócił się o pomoc do Fundacji „SOS” dla Boksu Amatorskiego w Polsce, która odpowiedziała na apel i sfinansowała jego wyjazd. Dostanie szansę walki o medal, jednak tuż przed wyjazdem na Kadrę, udzielił wywiadu dla Fundacji.
Fundacja: Przed zbliżającymi się Mistrzostwami Europy Kadetów, chcieliśmy zadać Ci kilka pytań.
Konrad Dąbrowski: Bardzo proszę.
F: Masz 16 lat. Od którego roku życia trenujesz boks? Od czego się zaczęło?
KD: Na boks byłem skazany od urodzenia. Mój tata był pięściarzem Gwardii Warszawa, a teraz jest trenerem w Legii, więc moje życie od dziecka było związane z boksem. Na pierwsze treningi z prawdziwego zdarzenia trafiłem w wieku 10 lat.
Jean-Marc Mormeck (35-4, 22 KO) kroczy podobną drogą jak najlepszy polski pięściarz, Tomasz Adamek (41-1, 27 KO). W swoim drugim pojedynku w wadze ciężkiej, Francuz pokonał niespodziewanie dwukrotnego pretendenta do tytułu mistrza świata, Fresa Oquendo (32-6, 21 KO). Były mistrz wagi junior ciężkiej, za cel numer jeden stawia sobie pojedynek z naszym "Góralem".
- Chciałbym mieć możliwość walki z Adamkiem. Jest Europejczykiem, podobnie jak ja, więc walka byłaby świetna. Mieliśmy podobnych rywali w wadze junior ciężkiej. Byłoby świetnie spotkać się z nim w ringu.
Na dzień Jana z Kolna, czyli 27.06.2010, Burmistrz miasta Andrzej Duda zaplanował z Boxing Production i Fundacją "Równe Szanse" na stadionie Miejskim w Kolnie lato z Tygrysem oraz galę boksu, na której swój debiut na profi zaprezentuje były mistrz Polski wagi średniej Robert Świerzbiński z Hetmana Białystok. Za przeciwnika będzie miał także debiutanta, Makara Dzianisa z Białorusi. Walka zostanie rozegrana na dystansie 4 rund.
Walką wieczoru będzie pojedynek o wakujący pas BBU wagi lekkiej, pomiędzy Dariuszem Snarskim (30-30-2, 6 KO), a z Dzmitrym Lubaczkinem (4-0, 4 KO) z Białorusi. Rywal naszego weterana ringu z Białegostoku, występujący w wadze półśredniej zapowiedział, iż osiagnie limit wagi lekkiej. Walka jest zakontraktowana na 8 rund.
Trzecie zwycięstwo na przestrzeni siedmiu tygodni zanotował Łukasz Janik (20-1, 11 KO), szesnasty bokser świata według federacji WBC. Występujący w kategorii cruiser pięściarz z Jeleniej Góry pokonał wyraźnie na punkty Gabora Halasza (27-14, 10 KO). Wszyscy sędziowie po ostatnim gongu typowali 80:72 na korzyść Polaka.
Łukasz górował nad swoim rywalem w każdym elemencie bokserskiego rzemiosła, jednak nastawiony wybitnie defensywnie Węgier nie dał sobie zrobić większej krzywdy. Janik zaskoczył go w końcu pierwszą akcją po rozpoczęciu ósmej rundy, kiedy zranił Halasza krótkim lewym sierpem. Natychmiast rzucił się na rywala by dokończyć dzieło zniszczenia, ale chyba za bardzo chciał i robił to zbyt chaotycznie. Przez dwie minuty szturmu kompletnie się wystrzelał, wskutek czego w ostatnich sekundach słaniał się na nogach i nawet dał się dwukrotnie złapać Węgrowi prawym prostym. Dobry występ i kolejne cenne doświadczenie dla tego wciąż młodego zawodnika.