30-06-2008

          

Punktowanie przyczajonego drapieżnika- Bartnik i Snarski wywalczyli kolejne pasy

Wojciech Bartnik zrobił poważny krok na drodze do pojedynku o mistrzostwo świata organizacji WBF w kategorii junior ciężkiej. W sobotę, dzięki zdecydowanemu zwycięstwu nad Ukraińcem Oleksandrem Garaszczenką, wywalczył w Sanoku pas WBF International. Na tej samej gali, która odbyła się w hali "Arena Sanok", międzynarodowe mistrzostwo Polski w kategorii lekkiej zdobył inny weteran ringu, Dariusz Snarski.

„Dziadek” rozdaje karty

Jednomyślna punktacja trzech sędziów (100-90) dowodzi faktu, że Bartnik wygrał każdą z dziesięciu rund. Jednak, choć 10-krotny mistrz Polski amatorów miał bardzo wyraźną przewagę, musiał się sporo napracować. Nic w tym dziwnego - Garaszczenko to stary wyga, który 3 lata temu pokonał w nowojorskiej Madison Square Garden mocnego Albańczyka Elvira Muriqi’ego (wówczas 31-2). Tego samego, który rok temu przegrał po niejednogłośnym werdykcie (jeden z sędziów wypunktował remis) z niedawnym królem wagi półciężkiej Antonio Tarverem. Do myślenia dawał również fakt, że Ukrainiec przygotowywał się do walki nie tylko w swojej Ojczyźnie, ale także w Niemczech. Sparował tam m. in. ze znacznie cięższym od siebie mistrzem olimpijskim z Aten, Kubańczykiem Odlanierem Solisem.

O przebiegu i wyniku pojedynku doświadczonych cwaniaków „klatki” zadecydowały większa szybkość, dynamika i mobilność przeżywającego kolejną bokserską młodość oleśniczanina. 40-letni „Dziadek” był znacznie aktywniejszy i to on rozdawał karty. Znakomicie czujący się w defensywie Garaszczenko powiedział przed walką sędziemu ringowemu, Ernstowi Salzgeberowi z Austrii, że może przyjąć i poprosił o nieprzerywanie pojedynku nawet wtedy, gdyby sprawiał wrażenie naruszonego. Takich momentów nie było zbyt wiele. Gdy Polak próbował dobrać się do skóry rywalowi, Ukrainiec - walczący w stylu przyczajonego w swojej skorupie drapieżnego żółwia - nie pękał. Do ofensywy przechodził bardzo rzadko i nie wyglądało to zbyt groźnie. Jednak Bartnik przyznał, że jeden z ciosów w korpus był dotkliwy, podobnie jak trafienie w szczękę (na szczęście z dala od najbardziej newralgicznego punktu, czyli podbródka).

Na ustalanie terminu i stawki kolejnego pojedynku ostatniego jak dotąd polskiego medalisty olimpijskiego w boksie sporo za wcześnie. Pewne wydaje się jedno - ostatni okres kariery Bartnika, mającego w swojej kolekcji także pas Międzynarodowego Mistrza Polski zawodowców, zapowiada się interesująco. Oleśniczanin, który pod czujnym okiem trenera Ryszarda Furdyny stara się maksymalnie wykorzystać drzemiące w nim rezerwy, upiera się – wbrew opiniom sceptyków – że nie powiedział jeszcze w „klatce” ostatniego słowa. Zarówno Wojtek, jak i promotor sanockiej gali Tomasz Babiloński, czekają na decyzję WBF. Jeśli organizacja ta uzna 5-krotnego zwycięzcę Turnieju im. Feliksa Stamma za oficjalnego challengera do wakującego pasa światowego czempiona, postarają się sprawić, by pojedynek odbył się w Polsce. Wojtek marzy o tym, by wywalczyć tytuł mistrza świata WBF we wrocławskiej„Orbicie” lub w Hali Ludowej (znanej także jako Hala Stulecia)

Gorący doping „Tygrysa”

Równie niewygodnego rywala (ale z innych powodów) miał Dariusz Snarski. Olimpijczyk z Barcelony, gorąco dopingowany (podobnie jak Bartnik) przez swojego wieloletniego kumpla Dariusza „Tigera” Michalczewskiego, musiał uważać na chaotyczne ataki starającego się wciągnąć go w bójkę Araika Sachbazjana. „Snara” jest jednak bardzo doświadczony i potrafi zmieniać taktykę zależnie od potrzeb. Gdy dostrzegł, że w półdystansie może zdarzyć się wszystko (zwłaszcza rozbicie jego łuku brwiowego przez głowę Ormianina z czeskim paszportem) skorzystał ze swojej dobrej pracy nóg i lewych prostych.

Jednogłośne zwycięstwo Snarskiego (98-93, 98-94, 97-93) nie podlegało dyskusji i teraz, oprócz pasa WBF Intercontinental, białostoczanin posiada następny - Międzynarodowego Mistrza Polski. Darkowi marzy się kolejny – Mistrza Polski zawodowców – i dlatego liczy, że w tym roku dojdzie do jego walki z Maciejem Zeganem, starającym się wyplątać z kontraktu z Donem Kingiem

Bardzo ciężki, wielce emocjonujący pojedynek stoczył „lekki” Krzysztof „Skorpion” Cieślak występujący w barwach hamburskiej „stajni” Arena Box-Promotion. Walczący zwykle w kategorii półśredniej Sergejs Sawrinowics zbił do 63,3 kg i okazało się to dla niego korzystne. Łotysz, mimo ujemnego rekordu, zademonstrował duże umiejętności. Był szybki, zdecydowany, imponował balansem. Przez 6 rund trwała ostra wymiana ciosów, głównie w półdystansie, i 23-letni Cieślak na pewno sporo na tym skorzysta. Zwłaszcza, że dowiedział się o sobie czegoś bardzo ważnego – mianowicie tego, że jest w stanie przetrwać kryzys i zmienić taktykę walki. Do optymalnej dyspozycji brakowało mu sporo (odbył ostatnio niewiele sparingów), ale potrafił przyspieszać w końcówkach rund. Łotysz, który wcześniej dzielnie stawał przeciw bardzo dobrym „półśredniakom” Rafałowi Jackiewiczowi i Selcukowi Aydinowi, do końca walczył o zwycięstwo. Sędziowie wypunktowali jednogłośną wygraną Polaka (59-56, 59-57, 58-57), ale jeśli „Skorpion” marzy o sukcesach, do których jest niewątpliwie predestynowany, nie może przygotowywać się do walki bez regularnej współpracy z trenerem. Na szczęście zdaje sobie z tego sprawę i zapowiada rozwiązanie tego problemu oraz stopniowe podnoszenie sobie poprzeczki.

Podczas sanockiej gali odbyło się ponadto kilka innych emocjonujących pojedynków. W wadze ciężkiej parokrotny wicemistrz Polski amatorów Tomasz Zeprzałka (Team Boxing Siemion) pokonał przez techniczny nokaut w czwartej rundzie walecznego Michała Skierniewskiego (Tom Boxing Team Mińsk Mazowiecki).
Duży potencjał zaprezentowali trzej początkujący zawodowcy ze Szwecji, którym sekundował pochodzący z Polski Wasylij Bogusławski. W wadze junior półśredniej Karlo Tabagova (mistrz Szwecji amatorów) pokonał przez tko w drugiej rundzie Jewgienijsa Fjodorowsa (Łotwa). Artem Ayvazidi wyraźnie wypunktował w kategorii lekkiej Jurisa Iwanowsa. Łotysz był 2-krotnie liczony, ale odgryzał się znacznie lepszemu rywalowi jak mógł i ambitnie dotrwał do ostatniego gongu. W walce debiutujących na zawodowym ringu zawodników, w wadze junior średniej, 19-letni Akiles Adnan wygrał każdą rundę pojedynku z twardym i walecznym, ale mającym bardzo poważne luki w obronie, Polakiem Adamem Grabcem.

Impreza, okraszona występami grupy tanecznej „Tigra” (dwie Anie i Marzena), została zorganizowana przez Babilon Promotion, Tom Boxing Team i FLK Media. Nie mogłaby ona dojść do skutku bez pomocy władz Sanoka, MOSiR-u Sanok, hoteli Małopolska i Saol oraz firm Konspol i FRAC. Obszerne fragmenty gali, która była transmitowana przez TVP Info, zostaną zaprezentowane w Canal + Sport.

Robert Krzak

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © Źródło: Robert Krzak