| |
01-05-2008
Oscar De La Hoya – Steve Forbes w Carson City
Trening za miliony?
Oscar de La Hoya (38-5, 31 KO) od lat walczy w Stanach już tylko na płatnym pay-per-view, więc z pewnością nie lada gratką dla kibiców będzie możliwość zobaczenia mistrza świata w sześciu kategoriach wagowych na kablowej HBO (sobota, godzina 9 wieczorem). Ale jak zwykle u De La Hoyi, który jest równie dobrym bokserem jak biznesmenem, nic nie dzieje się przypadkiem – jego walka z 31-letnim Steve Forbesem (33-5, 9 KO) ma zachęcić kibiców do tego, by za kilka miesięcy wykupili za $60 jego rewanżową walkę z Floyd’em Mayweatherem Jr. Nawet rywal wybrany jest tak, żeby jak najlepiej przygotować go na Pretty Boy’a...
Wszędzie Mayweather...
Stawką walki z Forbesem jest dla 35-letniego Oscara wrześniowy rewanż za najbardziej lukratywną walkę w historii zawodowego boksu, kiedy za przegraną z Floy’dem Mayweatherem Jr. De La Hoya i jego Golden Boy Promotions zebrało zysk w wysokości ponad 57 milionów dolarów. Rok temu, w maju, Oscar przegrał na punkty, a że nikomu nie robią dobrze roczne przerwy, postanowił wyjść na ring przeciwko Forbesowi. To najbardziej logiczny z potencjalnych rywali – Forbes spędził całe swoje profesjonalne życie otoczony rodziną Mayweatherów, więc nie ma na świecie nikogo, kto lepiej zna styl, sposób przygotowań i tajemnice Floyda. By zyskać dodatkową, choćby psychologiczną przewagę, De La Hoya ponownie zaprosił do Sali treningowej Floyda Mayweathera Sr. Rok temu panowie rozstali się po krótkim okresie wspólnej pracy, kiedy „tata Floyd” zażądał 2 milionów za 7 tygodni przygotowań. W narożniku Złotego Chłopca stał więc w Las Vegas Freddie Roach, ale już po kilku miesiącach od przegranej walki, Oscar zaczął mówic publicznie, że chyba popełnił błąd rozstając się ze „starym” Floyd’em. Jeśli wierzyć De La Hoyi, obaj panowie obecnie doskonale się rozumieją, treningi się udają, a o pieniądzach nikt nawet nie wspomina, bo wszyscy są zadowoleni. Czyli wszystko wskazuje na to, że w najbliższą sobotę wieczorem na piłkarskim stadionie w Carson City w Kalifornii, ten trening z Forbesem sankcjonowany jako prawdziwa walka bokserska przed 30 tysiącami widzów przebiegnie szybko, łatwo i przyjemnie.
Steve Forbes: skazany na porażkę?
W 11-letniej karierze Forbes nigdy nie był poddany podobnej presji, nawet kiedy w 2000 roku zdobywał tytuł IBF czy uczestniczyuł w telewizyjnym show ESPN „The Contender”. Szczególnie, że kiedy zaczął na serio trenować z drugim z Mayweatherów, Rogerem, zaczęło się to nie podobać mistrzowi świata bez podziału na kategorie wagowe „Pretty Boy” doszedł bowiem do wnosku, że Roger jest... za dobry dla Forbesa, i nie daj Boże, żeby Steve wygrał to wtedy on nie zarobi milionów za rewanż z Oscarem. Roger się więc z obozu odmeldował, a na miejscu pojawił... trzeci z Mayweatherów – najmniej znany, ale jeden z najbardziej poważanych – Jeff Mayweather. Dwóch trenerów, brak nokautującego ciosu (tylko 9 KO w 38 walkach), u zmierzchu kariery, nie wygrał dwóch kolejnych walk od 2002 roku, ustępuje De La Hoyi siłą ciosu, wzrostem i zasięgiem ramion – trudno się dziwić, że za zwycięstwo Steve’a Forbesa bukmacherzy płącą 7 do 1. Sam Forbes jest jednak pewny swego: ”Oscar nie umie walczyć z małymi, dobrymi technicznie rywalami i moim zdaniem przegrał zarówno z Pernellem Whitakerem, jak Ike Quartey’em. Wtedy sędzowie podarowali mu zwycięstwo, ale ze mną będzie jeszcze trudniej”.
Przemek Garczarczyk
pgsports@live.com
|
|