27-04-2008

          
Felieton Przemka Garczarczyka: 44. zwycięstwo Alberta Sosnowskiego

„Miszcz” Smok nokautuje „miszcza” śmieciarki

W miniony piątek wieczorem, na nowojorskim Bronxie, w hali Utopia Paradise Theater swoją 44. zawodową walkę stoczył champion WBF, Polak Albert „The Dragon” Sosnowski. Dragon wygrał dopisując sobie do zaledwie jednej porażki 43. zwycięstwo- nad Terrellem „Baby Bullem” Nelsonem (8-5, 5 KO). I tak naprawdę na tym powinno się notatkę o jego występie zakończyć. Zrobię jednak dla Sosnowskiego wyjątek, bo sposób jego prowadzenia to klasyczny przykład robienia wody z mózgu kibicom.

„Miszcz” Sosnowski, a zanim Kliczko, Peter i daleko Gołota...


„Dragon” czyli po polsku „Smok” jest mistrzem świata WBF, ale jest to organizacja tak niezwykle znana, że jak się ją zaczyna szukać, to „google” prędzej znajdzie stowarzyszenie brydżowe (ten sam skrót), niż szanownych panów z Australii, którzy dla kasy założyli sobie ranking, by promować nadzieję białych czyli Sosnowskiego. Informacja dla niewtajemniczonych– organizację i ranking może stworzyć każdy. Ja też. Za tydzień się Państwo dowiedzą, że jestem mistrzem świata z rekordem 4-0, mając na koncie Nowaka (wygrałem z nim w przedszkolu), Nowickiego (2 klasa podstawowej), Gołotę (Andrzeja Juniora jak miał 8. urodziny, ostatnio był remis), Tysona (Edwarda, taki mały i biały; gram z nim w karty) i już wkrótce będę walczył o drugi pas tym razem rankingu WBL (World Boxing Loosers). WBL założył mój kumpel nie chcąc być gorszy i też mieć czym przytrzymywać sobie spodnie.W moim rankingu- za mną oczywiście- będą Muhammad Ali, Rocky Marciano, Joe Louis i Sonny Liston, bo po co ograniczać się tylko do zdrowych i żyjących?

Najgorsze jest to, że dokładnie taka sama jest wartość pasa i rywali Sosnowskiego. Polscy sympatycy boksu, których trudno oszukać wymyślili dla takich „championów” jak Sosnowski ksywkę „miszcz”, która strasznie mi się podoba. Bo chyba nawet Smok nie wierzy w to, że jest prawdziwym mistrzem, skoro w rankingu za nim są Władymir Kliczko, Samuel Peter i Rusłan Szagajew, którzy mają prawdziwe tytuły i jedno ze sobą wspólnego – nie wiedzą kto to jest Sosnowski. Na liście jest też Andrzej Gołota (13 pozycja), któremu kiedyś opowiedziałem o Smoku, pytając czy może chciałby z nim zawalczyć. Gołota nawet obejrzał jakieś dwie rundy w wykonaniu „miszcza”, spojrzał się na mnie i powiedział „Przemek, proszę cię, nie wygłupiaj się”.

100-1 dla Smoka

Policzyłem sobie, że skoro Albert ma 29 lat i wygrał 43 walki, to podstawiając mu rywali typu Nelsona raz w miesiącu, za 6 lat będzie miał na koncie 100 zwycięstw i takie cieniasy z historii pięściarstwa jak Tyson, Holyfield, Lewis czy Bowe będą go prosić o autograf. O tym jak przebiegała walka w hali o jak najbardziej pasującej do tego ci się działo na ringu nazwie Utopia niech świadczy fakt, że najciekawsze co komentatorzy ESPN mieli do powiedzenia o rywalu polskiego „miszcza” świata to fakt, że... kilka miesięcy temu, pracując jako śmieciarz został przypadkowo postrzelony serią z przejeżdżającego samochodu. Sam Nelson opowiadał prawie ze łzami w oczach o tym jak kula przeszła przez prawie wszystkie ważne organy i cud, że nie został sparaliżowany. Pomijając już fakt, że jest rzeczą zupełnie normalną, że rywale „miszcza” dorabiają sobie jako śmieciarze, co do tego ostatniego stwierdzenia o paraliżu nie byłbym taki pewny. Wszystko dlatego, że Nelsona można było tak łatwo trafić, jakby naprawdę nie mógł się poruszać. Amerykanin, którego jedynym związkiem z boksem był fakt, że 11 lat temu przegrał z Nikołajem Wałujewem przez nokaut, później miał 10 lat przerwy, by wrócić do boksu, bo widocznie na śmieciarkach nie płaca jak kiedyś, przyjmował wszystko. Gdyby Albert Sosnowski, który skończył walkę w 50 sekundzie piątej rundy kombinacją prawy podbródkowy, lewy sierp był lepszym bokserem, mógł się zapisać do Księgi Rekordów Guinnessa, jako ten, który zadał 100 ciosów i każdy z nich doszedł celu. Ale, że nie jest, prezentując oprócz znakomitych warunków fizycznych zerową obronę i jeszcze gorszą pracę nóg, trafiał go z 46-procentową skutecznością. „Warto, żeby z kimś znaczącym Polak powalczył, bo jego dotychczasowych rywali mimo imponujacego rekordu trudno traktować poważnie” – skomentowali sprawozdawcy ESPN 43 zwycięstwo Smoka. Ten ostatni niech weżmie to sobie do serca i nie chowa się za decyzjami menedżerów. Chyba, że tytuł „miszcza” jak najbardziej mu odpowiada.

Przemek Garczarczyk

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © Przemek Garczarczyk