22-04-2008

          
Po czterdziestce Bartnik wie...

Ostatni jak dotąd polski medalista olimpijski w boksie Wojciech Bartnik skończył 2 grudnia ubiegłego roku czterdzieści lat. Choć dla sportowca to wiek podeszły, od tego czasu zdążył stoczyć 3 zwycięskie walki. Do trzeciej z nich doszło 20 kwietnia w Radomiu, podczas gali organizowanej przez Tom Boxing Team, we współpracy z Babilon Promotions, FLK Media i władzami miasta.

Żwawy dziadek

Tym razem Bartnik, ze względu na kontuzję zapowiadanego wcześniej rywala, zmuszony był do zaboksowania w kategorii ciężkiej. Ważący około 92 kg Wojtek stanął naprzeciw cięższego o ponad 10 kg Aleksandrsa Borhovsa. Oczywiście, Łotysza nie sposób nazwać klasowym rywalem, ale jadł on bokserski chleb z niejednego ringu i swoje rzemiosło zna. Gdyby popularny „Dziadek” nie zastosował się do maksymy głoszonej w jednej z piosenek – „Po czterdziestce człowiek wie, co jest dobre a co złe” - i przystąpił do tej 6-rundowej walki w wakacyjnej formie, mógłby być w opałach. Jednak Wojtek dość solidnie potrenował i nie miał najmniejszych problemów z wygraniem każdej rundy.
Mańkut z Oleśnicy zdecydowanie górował nad Łotyszem szybkością i ani razu nie dał się mocno trafić. Żwawy niczym dekadę temu Bartnik obtańczył rywala i bardzo szybko stało się jasne, że Borhovs ma takie szanse na zadanie nokautujacego ciosu, jak umiarkowany hazardzista na trafienie szóstki w Totka. Zdaniem obecnego w hali radomskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji 2-krotnego mistrza olimpijskiego Jerzego Kuleja, lepiej by się stało – jeśli chodzi o widowisko - gdyby walka była zakontraktowana na 4 rundy. Bowiem dwie ostatnie były kontynuacją zabawy w kotka i myszkę.

W walce Bartnika z Borhovsem nokdaunów nie było, ale w ostatnim pojedynku wieczoru doszło aż do czterech. Do wszystkich doprowadził Grzegorz Soszyński, wracający do „klatki” po 13-miesięcznej przerwie. W pierwszej rundzie Marco Heinichen 2-krotnie zapoznał się z deskami po ciosach na korpus. Dla odmiany w starciu drugim zakopiańczyk zafundował Niemcowi 2 liczenia po ciosach podbródkowych, Sędziemu Mirosławowi Brózio nie pozostało nic innego, jak przerwać ten nierówny pojedynek.
Soszyński, który ostatnio spędził sporo czasu w Niemczech, pracując jako sparingpartner, znajdował się w znakomitej formie. Sparingi z takim asem, jak rosyjski mańkut Aleksander Aleksejew zaprocentowały. Grzegorz był ostry jak brzytwa i walczący z odwrotnej pozycji Heinichen zostawił w Radomiu sporo zdrowia. Zakopiańczyk nie może się już doczekać kolejnego pojedynku. Ponieważ podczas oficjalnego ważenia, pomimo iż nie zbijał wagi, osiągnął 85 kg, planuje przenosiny do kategorii półciężkiej.

Niestety, drugą porażkę pod rząd poniósł „ciężki” Michał Skierniewki (Tom Boxing Team). Mimo iż ważył najmniej w karierze (106 kg), nie sprawiał wrażenia szybszego niż wcześniej. Aleksandrs Selezens, choć bardziej otłuszczony i o kilka kilogramów cięższy od Polaka, wcale nie był od niego wolniejszy. Łotysz nie miał większych problemów z „czytaniem” jego zamiarów i choć Skierniewski zaimponował wolą walki, przegrał po czterech rundach 37-40 (czyli jedno starcie zremisował, a w trzech górą był rywal)

Tygrysice w klatce

Przed zawodowcami w ringu zaprezentowali się czołowi polscy pięściarze amatorscy. Nasza nadzieja wagi ciężkiej Artur Szpilka pokonał na punkty byłego mistrza Polski w kategori półciężkiej Mariusza Welca (PKB Poznań). 19-latek z Górnika Wieliczka dominował w trzech pierwszych starciach. Jednak w czwartej rundzie przydarzyło mu się kilka błędów i została ona wypunktowama jako remisowa.
W wadze superciężkiej Krzysztof Głowacki (Tom Boxing Team) ostro, choć na ogół schematycznie, atakował sporo wyższego Łukasza Mądrego (Puls Oświęcim). Presja zrobiła swoje i w czwartej rundzie wymęczony Mądry został znokautowany ciosem w korpus. Grymas na twarzy leżącego na macie olbrzyma świadczył o tym, że Głowacki dysponuje niezłą „bombą”. Jednak jeśli marzą mu się sukcesy, musi bardzo poważnie popracować nad techniką.
Pozostałe pojedynki amatorskie zakończyły się werdyktami punktowymi. W kategorii do 54 kg Artur Tomczyk (BTS Broń Radom) pokonał Wojciecha Dworaka (Paco Lublin), zaś Tomasz Zawadzki (Bartnik Mszyniec) wygrał z Patrykiem Szydłowskim (BTS Broń Radom). W wadze do 69 kg Paweł Michalik (Legia Warszawa) uległ Akillesowi Adnanowi (Szwecja). W kategorii do 60 kg Michał Syrowatka (Mazur Ełk) odniósł zwycięstwo nad Szwedem Clarencem Goyeramem.

Na koniec spełniam daną podczas bankietu obietnicę i informuję, że radomska gala została ubarwiona przez zgrabne i powabne tancerki z zespołu „Tigra”– dwie Anny oraz Małgorzatę. „Tygrysice” prezentowały tabliczki z numerami rund oraz wyprowadzały zawodników do „klatki”, w której czuły się, jak ryby w wodzie.

Robert Krzak

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © Redakcja bokser.org