| |
06-04-2008
Lis Snara przechytrzył Nagy’ego
Pierwsza obrona pasa interkontynentalnego WBF w wadze lekkiej okazała się dla Dariusza Snarskiego trudniejsza niż można było się spodziewać. Urodzony na Węgrzech Ukrainiec Istvan Nagy dzielnie się Darkowi postawił i publiczność szczelnie wypełniająca trybuny Centrum Sportu i Rekreacji (CeSiR) w Warce była świadkiem stojącego na dobrym poziomie pojedynku. Zwycięstwo Snarskiego (po walce 23-27-2, 6 KO) nie podlegało dyskusji (sędziowie punktowali 117-109, 117-110 i 116-112), ale Nagy (teraz 6-3, 3 KO) miał swoje momenty. Zwłaszcza w 11. rundzie, kiedy wielkie doświadczenie, ringowe cwaniactwo i siła woli uchroniły Darka od znalazienia się na deskach.
Łotysz na haku
Tak po prawdzie, to w owej jedenastej rundzie Snarski powinien być liczony. Bowiem po zainkasowaniu ciosu, ratując się przed upadkiem, Polak oparł się rękawicą o matę ringu. Później jednak opanował sytuację i pod koniec starcia kilka razy efektownie trafił Nagy’ego prawą. Pomijając tę jedenastą rundę, w drugiej połowie pojedynku przewagę miał Snarski. Było to łatwe do przewidzenia, gdyż nasz 39-letni weteran stoczył wcześniej dwie twarde walki na dystansie dwunastu rund i świetnie wiedział, jak rozłożyć siły. Natomiast najdłuższy dotąd pojedynek Nagy’ego trwał 6 rund. Trudno się więc dziwić, że choć w pierwszych starciach młodszy o tuzin lat Ukrainiec sprawiał Snarskiemu sporo kłopotów, to stary ringowy lis dość szybko go rozpracował.
Najefektowniej bijącym zawodnikiem organizowanej przez Tom Boxing Team gali był występujący gościnnie Węgier Tibor Dudas (teraz 7-0, 2 KO). Walczący w kategorii lekkopółśredniej (junior welterweight) 23-latek z Budapesztu ma ostrą jak brzytwa lewą rękę.
Twardy Jewgienius Fiodorowi (teraz 1-2) z Łotwy starał się jak mógł, ale wdawanie się w wymianę ciosów z szybkim i dynamicznym Dudasem najlepszym pomysłem nie było.
Tuż przed gongiem kończącym pierwszą rundę na wątrobie Łotysza eksplodował lewy hak i 26-latek spłynął na matę. Podczas przerwy nie doszedł do siebie i 2 kolejne haki zakończyły sprawę.
Dość krótki, ale znacznie bardziej zacięty, był pojedynek w wadze lekkiej- Krzysztofa Cieślaka (po walce 5-0, 2 KO) z Konstantinem Sakarą (teraz 1-1, 1 KO). Zadający specyficzne, jakby pokręcone ciosy, dysponujący znacznie większym zasięgiem ramion Łotysz początkowo sprawiał „Skorpionowi” sporo kłopotów. Jednak dynamiczny Cieślak neutralizował dość chaotyczne ataki rywala przy pomocy szczelnej gardy i oddawał z nawiązką. Co prawda walka zakończyła się w drugiej rundzie nie z powodu nokautu, lecz ze względu na kontuzję Łotysza (złamał kciuk lewej ręki), ale Krzysiek zaczynał osiągać przewagę i prawdopodobnie pojedynek potrwałby krócej niż 6 zakontraktowanych starć.
Diabelski ranking
Najlepszym i najbardziej utytułowanym zawodnikiem walczącym podczas gali był nie tak dawny czempion IBF w junior ciężkiej Krzysztof „Diablo” Włodarczyk (po walce 41-2, 31 KO). Zawodnik Knockout Promotions wystąpił podczas gali organizowanej przez Tom Boxing Team na prośbę szefa Knockoutu Andrzeja Wasilewskiego. Jak tłumaczy Wasilewski, mający wkrótce przejść operację łokcia „Diablo”, chcąc utrzymać wysokie miejsce w rankingu WBC, musiał przed zabiegiem i rekonwalescencją stoczyć pojedynek 8-rundowy. A mówiąc dokładniej, zakontraktowany na 8 rund, bo tylko laik mógł oczekiwać, że Węgier Gabor Gyuris (teraz 6-12) - nawet gdyby dziwnym trafem był akurat w życiowej formie - będzie w stanie przeboksować z mocno bijącym Polakiem choćby połowę tego dystansu.
Ponieważ sympatyczny Gyuris nie był nawet w formie ćwierćśredniej (lekki brzuszek), już od pierwszych sekund było wiadomo, że czas trwania tej „walki” zależy wyłącznie od Krzyśka. Skończyło się pod koniec pierwszej rundy po lewym sierpowym „Diablo”. Wielkiego sportowego sensu to nie miało, ale jeśli WBC tak zależy na aktywności zawodników z pierwszej dziesiątki - trudno. Fachowcy i zaprzysięgli fani boksu się krzywili, ale większość publiczności wiwatowała na cześć Krzyśka.
Na samym początku odbyły się 2 ciekawe pojedynki w boksie amatorskim. W kategorii do 75 kg Robert Wierzbiński (Hetman Białystok) zremisował z Norbertem Dąbrowskim (Gwardia Warszawa). W wadze do 60 kg Andrzej Liczik (Hetman Białystok) pokonał na punkty Michała Żuromińskiego (Gwardia Warszawa). Pierwszą z walk zawodowych był pojedynek w kategorii junior ciężkiej, w którym Paweł Babicki (Tom Boxing Team) błyskawicznie zdemolował Pawła Glińskiego.
Czułbym się nie fair, gdybym nie wspomniał o bankiecie. Przygotowane przez restaurację „Rogalka” smakołyki zwolniły tempo kuracji odchudzającą niżej podpisanego. Pora pobiegać...
Robert Krzak
|
|