04-04-2008

           Nie od dziś wiadomo, że Amerykanie strasznie cierpią z powodu dominacji wagi ciężkiej przez bokserów byłego bloku wschodniego. Robią co mogą, by znaleźć następce Tysona czy Holyfielda, ale tych praktycznie nie widać. Na horyzoncie są Tony Thompson, Chris Arreola, Malik Scott, Tye Fields, J.D. Chapman, Donnell Holmes i ... i to chyba wszystko. Do tego żadnego z tych panów nie można nazwać drugim Tysonem bądź Holyfieldem. Upychają swoich "ciężkich" w rankingach, często znacznie ponad ich faktyczne możliwości. No i wreszcie poszli po rozum do głowy, organizując spotkanie dwóch niepokonanych i wysoko notowanych rodaków. Kiedyś była to normalka, dziś będzie to wydarzenie w USA. Ostatnim takim meczem był chyba pojedynek Eddie Chambersa z Derriciem Rossy - już wiadomo, iż ani jeden, ani drugi, wielkim mistrzem nie będzie. Co najwyżej wymagającym rywalem. Ale do rzeczy ...

           Trzeciego maja podczas gali w Paris, stanie Arkansas, korespondencyjnie rywalizować ze sobą będą J.D. Chapman (29-0, 26 KO) i Donnell Holmes (28-0-2, 24 KO). Pierwszy zmierzy się z jeszcze niezłym Moultrie Witherspoonem (14-1, 8 KO), natomiast Holmes ma już chyba zwycięstwo w kieszeni, bo za rywala wybrano mu Benito Fernandeza (19-15, 6 KO). Teraz trochę o dwóch bohaterach.

           Najpierw - Donnell Holmes. Już nie taki młody, 35-letni bokser, numer dziesiąty rankingu WBC, przy czym jeszcze nie tak dawno plasował się na pozycji ósmej. Niedawno rozstał się z Donem Kingiem i związał z Garry Shawem. W 1997 roku był uważany w USA za numer jeden w wadze półciężkiej w boksie amatorskim. Jego rekord z tego okresu to 73-13, 64 KO !!! Tak więc zawsze miał czy uderzyć, szczególnie prawą ręką. W 1995 roku znokautował jednego ze swych rywali prawym sierpem. Uderzył tak mocno, że złamał na głowie ów biedak rękę. Karierę zawodową zaczął dopiero w 2003 roku, szybkim zwycięstwem nad Johanem Carringtonem. Debiutował dokładnie w dniu swoich 30-tych urodzin. Po znokautowaniu dziewięciu kolejnych oponentów, przyszedł niespodziewany remis z przeciętnym Markiem Doku (wtedy 4-3). Odniósł trzynaście kolejnych zwycięstw, w tym dwanaście przed czasem by zmierzyć się z ogromnym Stacy Frazierem, opromienionym znokautowaniem Duncana Dokiwari. Już w pierwszej rundzie Holmes zapoznał się z deskami, ale pokazał hart ducha i choć ledwo co, to jednak dotrwał do gongu kończącego starcie. Potem doszedł do siebie, z minuty na minutę przejmował kontrolę nad wydarzeniami w ringu, aż w końcu w ósmej rundzie zastopował groźnego przeciwnika. Sześć tygodni później znów dał plamy, zaledwie remisując z Earlem Ladsonem (wtedy 12-11). Holmes zanotował od tego czasu pięć wygranych i czas przyszedł na prawdziwe wyzwania. Na pewno nie będzie nim walka trzeciego maja, ale już spotkanie z Chapmanem na pewno da odpowiedź, czy Donnella Holmesa można zaliczyć do ścisłej czołówki wagi ciężkiej.

           O karierze amatorskiej Chapmana nie wiem praktycznie nic. Tak naprawdę zrobiło się o nim głośno, kiedy jego trenerem został były trzykrotny mistrz wszechwag, Michael Moorer. Chodzą słuchy, iż został nim tylko dlatego, gdyż Chapman znokautował go ciężko na jednym ze sparingów. Wtedy postanowił zawiesić rękawice na kołku i zająć się trenowaniem młodego, obiecującego chłopaka. Niedawno Moorer znów powrócił na ring, ale to nie artykuł o nim. Chapman debiutował w wieku zaledwie 19-stu lat, wygrywając w listopadzie 2002 roku już w pierwszym starciu z Billy Martinem. John nie ma na koncie zwycięstw ze znanymi zawodnikami i tak naprawdę, zresztą podobnie jak w przypadku Holmesa, nie wiadomo jakim cudem znalazł się tak wysoko w rankingach. WBC klasyfikuje go na czternastym miejscu, WBA dziesiątym, a WBO ósmym. Najsilniejszą stroną Chapmana jest bardzo mocny cios oraz - co może być tu ważne - odporna na ciosy szczęka. O czym nie wspomniałem, Holmes już kilkakrotnie leżał na deskach i tu J.D. będzie miał przewagę. 25-letni Chapman jest jednak stosunkowo wolny, a tu z kolei Donnell będzie szukał swej szansy. W lecie powinniśmy się więc przekonać, czy może Chapman jest ostatnią nadzieją Amerykanów na zwojowanie heavyweight.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © FURMI