02-04-2008

           Z cyklu "zdaniem naszego czytelnika" przedstawiamy kolejną pracę, tym razem użytkownika o nicku 'wróbel'. Zapraszamy do lektury.

           Na początek dlaczego Ząbkowice? Dlaczego często Wołów i Oleśnica. A dlaczego nie Wrocław czy Katowice? Wydawać się może, że czym większe miasto, tym więcej ludzi, a co za tym idzie potencjalnych kibiców pięściarstwa. Odpowiedź jest prosta. We Wrocławiu czy Warszawie nikt nie przyjdzie na szemraną obronę pasa, wieloliterowej organizacji. No bo co tu oglądać? A w Ząbkowicach pomoże burmistrz, który będzie miał swoje pięć minut (a wybory zapewne tuż, tuż), lokalni sponsorzy. No i publiki może być więcej. Niekoniecznie kibiców. Ot przyjdzie cała rodzina na występy. Przecież to piątek. Przecież tu Ząbkowice. Co tutaj robić?

           Plakaty dumnie zapowiadały ciekawe walki. I UWAGA: niektóre takie były. Zaczęło się od amatorów. Walki były szybkie i wiele się w nich działo. Szczególną uwagę zwrócili małoletni podopieczni Aleksandra Nycza (tak - tego Aleksandra Nycza). Ale dopiero walka Mateusza Malujdy z Łukaszem Zygmuntem była szczególnie ciekawa. Szybka i agresywna. I Zygmunt wcale nie był gorszy. Wynik: remis.

           Kolejna walką była walka Mariusza Cendrowskiego, mistrza świata TWBA, zawodnika Dona Kinga z Remigiuszem Wozem. Walka czterorundowa, pokazowa, a publiczność miała oklaskami wybrać zwycięsce. Panowie walczyli w koszulkach. I wiadomo dlaczego; reklama. Cutmen, zawodnik (Cendrowski) i nawet (!) fotograf mieli koszulki z wielkim napisem RED CORNER. Idąc za tym krokiem dowiadujemy się, że mamy we Wrocławiu nowy klub (WWW.REDCORNER.PL). To dobrze – czym więcej takich miejsc, tym większa promocja pięściarstwa… Walka: Wóz to młody chłopak, wyższy od Cendrowskiego i na oko z 7kg cięższy. Nic to jednak nie pomogło. Mariusz to wyga (przypominam: 250 walk amatorskich!) i to było widoczne na ringu. Dobrze, że Panowie walczyli w większych rękawicach (na oko przynajmniej 12oz) bo mielibyśmy knockdown. A to Remikowi potrzebne w dalszej karierze nie jest. Wóz nie dał się wciągnąć w sztuczki Cendrowskiego, walczył ambitnie i widać było, że ta walka to wielka nobilitacja dla niego. W przyszłości może być z niego kawał dobrego boksera. Ale nie jeszcze nie teraz. I nie z takimi przeciwnikami. Werdykt publiczności: Cendrowski.

           I tutaj dygresja; ciekawi mnie o co chodzi z takimi zawodnikami, jak właśnie Mariusz Cendrowski. Wiem (właśnie z wymienionej wyżej strony www), że od kilku tygodni sparował w Niemczech z Abrahamem (podobno był najlepszym sparingpartnerem), Abraham wygrał, a nasz zawodnik jedzie już na sparingi do Sylvestra. Tylko ślepiec nie zauważa tego potencjału. Powiedzmy, że rozumiem konwenanse „na szczycie” (chociaż nie – jednak nie rozumiem), ale na tym facecie można by zarobić. Po co ma obijać mistrzów świata? Niech to zrobi w walce na ringu. Jak Zegan z Grigorianem. I myślę, że podobnie by to wyglądało (no, może z wyjątkiem decyzji sędziów).

           Kolejna walka; zasady K1; Rafał Petertil kontra Łukasz Rymbalski. Bardzo dobra walka. Wiele kopnięć, szybkich kombinacji. Widać było (po walce), że Panowie się dobrze znają (prywatnie). Ale to nie zaszkodziło widowisku; prawdziwa, twarda kopanina do końca. Wynik; Petertil, ale jakby było inaczej to też można by przełknąć.

           Mariusz Cieśliński. Tutaj tylko jedno można powiedzieć; zawodnik kompletny. Pod każdym względem. Jego przeciwnik był tylko cieniem Mariusza. Skończyło się, jak się skończyło kop (frontkick, o ile dobrze zdążyłem zauważyć) – knockdown, wyliczenie. Dla Cieslińskiego nadszedł czas na walkę z najlepszymi na świecie. I to skuteczną walkę.

           No i walka wieczoru o pas zawodowego, międzynarodowego mistrza świata. Walka skończyła się po trzech rundach. Wygrał oczywiście Bartnik. Najpierw były hymny, flagi, paski, laski. Później była parodia. Zdecydowanie najsłabsza walka wieczoru (łącznie z amatorskimi). To nie była ustawiona walka (tak twierdziła, prawie jednogłośnie publiczność). Po prostu przeciwnik był stary, gruby i… słaby. W przeciwieństwie do naszego ostatniego medalisty olimpijskiego... Panie Bartnik; nikt, ale zupełnie nikt (poza starostom Ząbkowic) Pana nie zauważy po takich walkach.

           Podsumowując; najlepszym zawodnikiem turnieju (ogólnie) był Cieśliński z bokserów Cendrowski. Ciekwaostki: VIPów (bilety po 250zł) było więcej niż publiczności (bilety po 25zł). I w narożniku Bartnika zauważyłem pana Furdynę, czyżby terner Gwardii przechodził na zawodowstwo? Plusy: Pokaz kalaki zawodników Jana Nycka, zespół Venus (…). Minusy: Przeciwnik Bartnika, nawalony jak sztucer pewien gruby sędzia, zmiany w harmonogramie i zawodnikach. Zdjęcia z gali (niestety tylko Mariusza Cendrowskiego i jego przeciwnika, można obejrzeć na stronie www.REDCORNER.PL).

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © REDAKCJA