25-03-2008

          
Campas przegrał, ale nie został pokonany…

Po raz kolejny, dublińska hala National Studium, stała się areną zmagań współczesnych gladiatorów na jubileuszowej trzydziestej gali zorganizowanej przez Brania Peters Promotions. W walce wieczoru, po niesamowitej ringowej wojnie zwyciężył ulubieniec Irlandzkiej publiczności Mathew Mcklin. Na gali nie zabrakło polskich akcentów.

Jubileuszowa, trzydziesta już gala organizowana przez największego Irlandzkiego promotora boksu Braiana Petera, nie była niestety widowiskiem, na które kibice liczyli. Olbrzymia większość pojedynków stała na przeciętnym poziomie a tempo rozgrywanych walk pozostawiało wiele do życzenia. Atmosfera na gali, zmieniła się diametralnie dopiero na ostatnim pojedynku imprezy, w którym urodzony i mieszkający na stałe w Anglii, Irlandczyk Matthew Macklin (21-2, 16 KO) podjął człowieka legendę Luisa Ramona Campasa (91-12, 73 KO). Pięściarskim fanom sylwetki Meksykanina przedstawiać nie trzeba. Przez dwadzieścia lat zawodowej kariery (pierwszy pojedynek na profesjonalnym ringu stoczył jako 16-latek- przyp. red.) stoczył ponad 100 zawodowych walk, znakomitą większość wygrywając. W ringu krzyżował rękawice z takimi bokserskimi asami jak m .in. Oscar De La Hoya, Fernando Vargas czy Felix „Tito” Trinidad. W przeciwieństwie do niezwykle doświadczonego rywala, Macklin stoi dopiero u progu światowej kariery a na jego rozkładzie trudno doszukać się klasowych rywali. Irlandczyk jest jednak pięściarzem niezwykle walecznym, dysponującym dobrą pracą nóg i bardzo silnym ciosem. To właśnie jego widowiskowość zaskarbiła mu wielką sympatię kibiców z Zielonej Wyspy. Przed pierwszym gongiem pojedynku większość ekspertów zasiadających na trybunach zastanawiała się, jaką formę zaprezentuje 36-letni Campas- czy pokaże on w ringu twardy, nieustępliwy boks, będący jego wizytówką, czy będzie już tylko przebrzmiałym nazwiskiem, ładnie wyglądającym na rozkładzie Irlandczyka.

Wątpliwości rozwiane zostały szybko. Od pierwszej minuty kibicom dane było oglądać twardą, nieustępliwą wojnę na wyniszczenie. Obaj pięściarze przyjmowali i wyprowadzali ciosy w tempie świadczącym o znakomitym przygotowaniu. Kluczem do zwycięstwa w ringu, jak zwykle okazał się lepszy plan taktyczny. Po trzech rundach ringowej bijatyki, trafiający częściej, ale nie robiący wrażenia na twardym jak skała i niebezpiecznie kontrującym Campasie, Macklin zmienił strategię. Przeszedł do aktywnej defensywy, ustawiając pojedynek szybkim lewym prostym poprawiając czasami potężnym prawym. Dzięki przewadze szybkości, dobrej pracy nóg i ładnemu balansowi ciała unikał większości ataków zawsze niebezpiecznego Campasa. Obraz walki po raz kolejny uległ zmianie dopiero w końcowej fazie pojedynku, w której przewaga szybkości Irlandczyka zmniejszyła się, a Campas czujący, że przegrywa podkręcił tempo. Kibice powrócili w tym momencie do „krainy straszliwych wymian”, gdzie kilkukrotnie zarówno jeden jak i drugi pięściarz przyjął, wydawać by się mogło, nokautujące ciosy. Ostatecznie walka zakończyła się wynikiem 98:95, który oddaje wyrównany przebieg pojedynku i nieznaczną, ale niepodważalną przewagę Macklina. Wielka szkoda, że walka nie została rozegrana na dystansie mistrzowskim, gdyż dwie ostatnie rundy z pewnością byłyby niezwykle emocjonujące. Irlandzcy kibice czekają teraz na bratobójczy pojedynek Macklin- Duddy, który z racji podobnego stylu jak i klasy ringowej obu pięściarzy gwarantowałyby niezapomniane emocje!

Na gali, polonijnym kibicom zaprezentowało się również dwóch polskich pięściarzy. Walczący w kategorii ciężkiej Tomasz Zeprzałka (1-6, 1 KO) przegrał pojedynek z Mikiem Perezem (3-0, 2 KO), a powracający Albert Rybacki (15-0, 8 KO) wygrał przed czasem z wysokim Amerykaninem Freemanem Taftem (4-7-3, 1 KO). Kubański amatorski mistrz świata juniorów (Perez), głośno anonsowany przez organizatorów jako przyszły postrach ringów światowych, rozczarował. Co prawda już w pierwszej rundzie Kubańczyk posłał przeciętnego Polaka na deski, ale dalej było już znacznie gorzej. Niewysoki jak na wagę ciężką Perez nie imponował szybkością, siłą ciosu czy pomysłem na walkę, a w ostatniej rundzie przyjął kilka mocnych ciosów od boksera , który przed walką trenował tylko 2 razy w tygodniu, w przerwach w pracy… Kolejne, piętnaste zwycięstwo na zawodowym ringu odniósł za to drugi z Polaków, dobrze znany kibicom znad Wisły, Albert „Komandos” Rybacki. Bardzo wysoki Amerykanin (193cm) sprawił trochę kłopotów w ringu naszemu pięściarzowi, ale ostatecznie został przełamany i zasypany serią ciosów bez odpowiedzi w rundzie szóstej, co zmusiło arbitra do przerwania walki.

Wywiad z wciąż wierzącym w sukces Albertem już jutro na bokser.org…

Ze świątecznym sportowym pozdrowieniem
Aleksander Sadomski i Dariusz Skrzypczyk (fot.), magazyn REKORD

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © REDAKCJA