| |
18-03-2008
XXV Turniej im. Feliksa Stamma oczami Janusza Pindery
Tuż po zakończeniu XXV Turnieju im. Feliksa Stamma mieliśmy okazję zapytać o opinię na temat turnieju cieszącego się największym uznaniem wśród polskich kibiców znawcę boksu Janusza Pinderę. Oto jak zapamiętał tegoroczne zawody:
Kolejny turniej, który przyniósł kilka zwycięstw Polakom, jednak ten turniej zawsze trochę zaciemnia obraz, bo wydaje się, że mamy dobry boks, a tak w istocie nie jest. Tak naprawdę niewielu jest pięściarzy, którzy mogą pojechać na olimpiadę. W tej chwili jest dwóch i jeśli kolejny jeden czy dwóch wywalczy jeszcze kwalifikacje to i tak będzie sukces, a już ewentualna pozycja medalowa w Pekinie to odległa perspektywa- nie sądzę, by były na to szanse. Co do samego turnieju- był bardzo mocno obsadzony; Rosjanie nie po raz pierwszy przysłali znakomitych pięściarzy. Z przyjemnością patrzę na kogoś takiego jak Matwiej Korobiew (zwycięzca kategorii do 75 kg- przyp. red.)- pięściarz walczący z odwrotnej pozycji, świetnie przygotowany taktycznie i technicznie, boksujący spokojnie, można o nim mówić w samych superlatywach, to nie przypadek, że on jest dwukrotnym mistrzem świata i w mojej opinii głównym kandydatem do zdobycia złota olimpijskiego. Świetnym pięściarzem jest Artur Beterbiew w półciężkiej, kolejna bardzo interesująca postać. Bardzo ciekawy był Chińczyk Zhilei Zhang w kategorii super ciężkiej- 2 metry wzrostu, mańkut- to może być wielka niespodzianka nie tylko na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, ale i później w boksie zawodowym; ten chłopak ma możliwości, uderzenie, serce do walki i jest dosyć szybki. Najciekawszym finałem turnieju był dla mnie pojedynek mistrza olimpijskiego Aleksieja Tiszczenki z Krzysztofem Szotem. Jerzy Kulej stwierdził, że Szot nie wykorzystał swych możliwości, ja jednak uważam, że walczył dobrze- wszak Tiszczenko jest lepszym pięściarzem od Szota, o czym najlepiej świadczą jego tytuły, a dzisiejsza walka była przecież wyrównana.
Zaskoczony jestem dobrym sędziowaniem na tegorocznym turnieju. Nie chciałbym bronić „maszynek”, ale pragnę zwrócić uwagę, że jest bardzo mało sędziowskim skandali, nie ma werdyktów budzących powszechne oburzenie. Doskonale pamiętam czasy sędziowania metodą tradycyjną i wówczas skandali było znacznie więcej.
Wracając do poziomu turnieju, podobała mi się postawa Michała Chudeckiego, widać, że chłopak się rozwija i warto na niego stawiać. Największy kłopot będą mieli polscy działacze i trenerzy z decyzją, kogo wysłać do Aten w kategorii ciężkiej- czy zwycięzcę Krzysztofa Zimocha czy Artuta Szpilkę. Szpilka ma wielki talent, ale w boksie potrzebna jest głowa. Widziałem wielu utalentowanych chłopaków, którzy nie robili wielkich karier, bo po prostu nie mieli głowy, w odnoszeniu wielkich sukcesów przeszkadzała im zwykła ludzka głupota. Obserwując postawę i reakcje Szpilki w przegranej na tym turnieju walce, mam obawy, że z tą głową może być jednak u niego problem- jeśli to jest problem „do wyleczenia”, to bardzo bym się cieszył i stawiał na tego chłopaka. Gdybym miał oceniać umiejętności, wysłałbym jednak do Aten Szpilkę, bo uważam, że ma ona szansę wygrywać z pięściarzami ze światowej czy europejskiej czołówki, natomiast Zimnoch pewnego poziomu już nie przeskoczy. Kolejna kwestia- Mirosław Nowosada. Spotkał się w finale ze znakomitym pięściarzem (Korobiew- przyp. red.), nie wstyd z nim przegrać, ale Nowosada nie podjął żadnego ryzyka, nie zrobił nic, by przegrać bardziej honorowo. Nie wiem, czy dawałbym mu jeszcze jedną szansę, gdybym miał decydować, do Aten posłałbym Dariusza Sęka.
Ogólnie turniej udany, jednak szkoda, że poza finałami toczył się niemal przy pustych trybunach. Szkoda tym bardziej, że na tym turnieju pokazało się tylu ciekawych pięściarzy, ilu nie widzimy przez cały rok na galach zawodowych, gdzie tak naprawdę przyjeżdżają przeciętnej klasy pięściarze. Osobiście jestem z tego turnieju zadowolony, głównie dlatego, że zobaczyłem znakomitych pięściarzy rosyjskich. Zauważyłem także, że w wielu wagach na tak naprawdę aż tak bardzo nie odstajemy od czołówki, ale to „tak bardzo nie odstajemy” powoduje, że na 100 walk przegrywamy 99- niby niedużo, a jednak bardzo dużo. Po polskich pięściarzach widać, że nie „wychodzą od tego samego krawca”, czyli nie mają „szkoły”- gdy do ringu wychodzi np. Rosjanin lub Kubańczyk, to widać kto go trenował, widać pewien system. U nas wygląda to raczej na „wolną amerykankę”. Uważam, że potrzebna jest zmiana trenera kadry. Osobiście lubię trenera Buczyńskiego, ale on jest już trenerem 8 lat i nie ma żadnych sukcesów, najwyższy czas coś zmienić. Przykłady z innych sportów pokazują, że nawet trenerzy z wielkim dorobkiem są wymieniani, jeśli nie osiągają sukcesów- tak już jest w sporcie na najwyższym poziomie. Niestety w tej chwili nie widzę w Polsce trenera, który mógłby Ludwika Buczyńskiego zastąpić. Trzeba poszukać wzorem innych dyscyplin kogoś, kto będzie miał pasję, ale również będzie miał wiedzę, o tym co nowe w sporcie, o fizjologii, o przygotowaniu zawodnika. U nas boks wciąż cieszy się zainteresowaniem i wystarczy mała iskierka, jakieś małe objawienie i znów będzie się sporo mówiło, nie tylko o boksie zawodowym, ale nawet o boksie amatorskim.
|
|