|
16-03-2008 Walka roku na ringu w Mandalay Bay Manny, „Zabójca Meksykanów” Bardzo rzadko zdarza się by olbrzymie oczekiwania towarzyszące pojedynkowi dwóch znakomitych pięściarzy, ale ci którzy cztery lata czekali na rewanż pomiędzy Manny Pacquiao (48-4, 35 KO) i Juanem Manuelem Marquezem (46-3, 34 KO) na pewno się nie zawiedli. Po 12-rundowym pojedynku, w którym tak naprawdę nie było przegranego, sędziowie przyznali kontrowersyjne, niejednogłośne (115-112, 114-113 dla Pacquiao, 115-112 dla Marqueza) zwycięstwo Filipińczykowi, który praktycznie wykluczył możliwość trzeciego pojedynku. ”Na razie mam dość Marqueza. Zmieniam kategorię wagową” – powiedział Pacman, który za pojedynek w kasynie Mandalay Bay w Las Vegas zarobił około $4,5 mln (jego rywal $2 mln) i zwycięstwem nad Marquzem potwierdził swoją renomę „zabójcy” meksykańskich mistrzów pięści. Początek dla Pacquaio, reszta dla Marqueza Marquez przetrwał tym razem pierwszą rundę bez wylądowania na deskach jak to – trzykrotnie zdarzyło mu się w 2004 roku, ale zapoznał się z deskami ringu w trzecim starciu nadziewając się na szybki cios z lewej ręki rywala. Kiedy po raz kolejny głowa Marqueza poleciała do tyłu po uderzeniu Filipińczyka równo z gongiem, ponad 11 tysięcy widzów było przekonanych, że Pacman będzie w stanie zakończyć walkę przed czasem. Podobnie jednak jak w pierwszym pojedynku, środkowe rundy należały do Meksykanina. Pięściarze wymieniali cios za cios, szczególnie w siódmej i ósmej rundzie publiczność wstała z miejsc by oglądać walkę dwóch pięściarzy, którzy nawet na krok nie chcieli ustąpić atakom przeciwnika. W siódmej rundzie Pacquaio przypadkowym uderzeniem głową rozciął skórę w pobliżu prawego oka Marqueza, ale Meksykanin zupełnie się tym nie przejął. Ten ostatni do perfekcji opanował w tej walce umiejętność kontrowania i ciągłej zmiany pozycji przeciwko walczącemu z odwrotnej pozycji rywalowi. „Marquez walczył inaczej niż w pierwszym pojedynku” – powiedział po walce Pacquaio. „Nastawił się na kontrę i muszę przyznać, że to mu wychodziło”. Ostatnie trzy rundy Kiedy nadeszły ostatnie trzy rundy, obaj pięściarze zdawali doskonale sobie sprawę z tego, że te 9 minut zadecyduje o zwycięstwie. Na początku dziesiątej rundy przewaga należała do Pacquiao, który dwoma kombinacjami wstrząsnął przeciwnikiem, ale dwunaste starcie było popisem Marqueza, który wydawał się świeższy, walczył szybciej, a na jego ciosy częściej dochodziły celu. Kiedy sędziowie ogłosili zwycięstwo Pacquaio, Marquez nie ukrywał swego rozczarowania. „Tak jak cztery lata temu, wszyscy wiedzą, że wygrałem walkę. Jedna przegrana runda o niczym nie świadczy. Zadałem więcej celnych ciosów, byłem aktywniejszy. Ci, którzy gwizdami przywitali werdykt są moimi najlepszymi sędziami”. Rzeczywiście statystyka tego pojedynku była po stronie Meksykanina – doszło celu 172 z wyprowadzonych przez niego 511 ciosów (34 procent), natomiast jego przeciwnik trafił 157 z 619 uderzeń (25 procent). „To był bardzo wyrównany pojedynek” – przyznał Freddie Roach, trener Pacquaio. „Wiem, że sędziowie równie dobrze mogli przyznać zwycięstwo Marquezowi. Manny dał się wciągnąć w jego taktykę, chodząc za nim po ringu i nadziewając się na kontry. Na treningu lepiej mu to wychodziło”. Zdaniem zarówno Roacha, jak promotora Pacquiao Boba Aruma, najlepszą drogą rozwoju dla Pacmana będzie przejście do kategorii 135 funtów, zaś jego pierwszym rywalem w tej wadze ma być mistrz świata wagi lekkiej, David Diaz. Przemek Garczarczyk |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © GARCZARCZYK | ||