| |
04-03-2008
Samuel Peter – Oleg Maskajew o tytuł mistrza świata WBC
Nareszcie prawdziwa walka?
Samuel Peter (29-1, 22 KO) jest jednym z tych bokserów, których nie można namówić na zwykłe podczas konferencji prasowych, obliczone pod publiczkę, a przede wszystkim media, wygłupy. Tym bardziej zaskakujący był fakt, z jaką złością Nigeryjczyk wypowiadał się na poniedziałkowej konferencji prasowej o swoim rywalu do tytułu mistrza świata WBC – Kazachu Olegu Maskajewie (34-5, 26 KO). „Tym razem nie będziesz miał już gdzie uciekać” – powiedział z trybunyPeter, wpatrując się w twarz siedzącego tuż obok Maskajewa tak, jakby miał walczyć nie za kilka dni, ale kilka minut. „Dostaniesz karę za te wszystkie ucieczki. Od siedmiu lat walcze na ringu i nigdy przed nikim nie uciekałem. Mam nadzieję, że w sobotę zjawisz się na ringu”. Czy doczekamy się wreszcie walki o tytuł mistrza świata, która warto będzie zapamietać? Przekonamy się w najbliższą sobotę, podczas walki o tytuł World Coxing Council z Plaza del Torros w meksykańskim Cancun.
W teorii: będzie walka
Patrząc na metryczki obu pieściarzy możnaby przypuszczać, że tym razem zobaczymy coś, do czego ręce same się będą składały do oklasków, ale po ostatnich rozczarowaniach niczego nie można być w wadze ciężkiej pewnym. Peter jest uznawany za najmocniej bijącego w wadze ciężkiej, a Maskajew, choś mający opinię twardziela, aż pieć razy przeżył nokauty (Corey Sanders, Lance Whitaker, Kirk Johnson, David Tua i Oliver McCall). Trzy z nich zaliczył już w pierwszych rundach (McCall – 1, Johnson – 4, Whitaker – 2), zaś Tua położył go w 11, a Sanders w ósmej rundzie. Przyglądając się potencjalnej sile ciosu Petera nie sposób jednak nie zauważyć, że ostatni raz znokautował swego rywala prawie dokładnie ... dwa lata temu, wygrywając 28 kwietnia 2006 roku z Juliusem Longiem.
Na jego liście znokautowanych trudno na dodatek doszukać się znanych nazwisk, bo choć Peter trzy razy kładł w 2004 roku na deski obecnego mistrza świata IBF i WBO Władymira Kliczkę, to walkę zasłużenie przegrał na punkty. Dwie 12-rundowe walki z „napompowanym” ciężkim czyli Jamesem Toney’em i wymęczone zwycięstwo nad przyjmującym walkę w ostatniej chwili Jameelem McCline, który potrafił – choć tylko na chwilę – posłać na deski Nigeryjczyka są słabym punktem przetargowym. Bo jeśli McCline potrafił posłać na deski Petera, to Maskajew tez może to zrobić.
Mierzący 191 cm wzrostu ważacy zwykle około 103 kilogramów Maskajew jest znacznie lepszym technikiem niż Peter, ale przez ostatnie dwa lata pytania nie dotyczyły siły jego pięści, tylko charakteru. Od grudnia 2006 roku, kiedy walczył w obronie tytułu w Moskwie zarabiając $2,5 miliona za walkę ze starannie dobranym tak, żeby nie zrobił mistrzowi krzywdy Peterem Okhello, Maskajew i jego menedżer Dennis Rappaport robili wszystko by nie walczyć z Peterem. Były wyimaginowane (jego menedżer nigdy nie godził się na niezależnych lekarzy) kontuzje, zmianiane co kilka tygodni wymagania finansowe, przekładanie walk – jednym słowem wszystko, by Maskajew nie musiał bronić tytułu przeciwko Nigeryjczykowi. Teraz zostało mu tylko nie wyjść w sobotę na ring – co wcale nie jest takie nieprawdopodobne bo teraz Rappaport oskarża WBC o dobranie przekupionych sędziów...
Przemek Garczarczyk
|
|