26-02-2008

           Powszechna krytyka walki Kliczko - Ibragimow

           Dr Szklana Szczęka kontra Barney z Jaskiniowców

           Tim Dahlberg z „Associated Press”, jeden z najbardziej cenionych dziennikarzy zajmujących się pisaniem o zawodowym boksie nie był jedynym, który ostro skrytykował walkę Władymira Kliczko z Sułtanem Ibragimowem. Zrobił to jednak najlepiej. Nie było – to wypadek chyba bez precedensu – dziennikarza w Stanach, który nie wyrażałby swojej dezaprobaty, tym, co w sobotę pokazali w Madison Square Garden pięściarze z byłego Związku Sowieckiego. „Sen na ringu”, „Oddajcie pieniądze!” i „Kolejna plama na honorze wagi ciężkiej” – to tylko niektóre z epitetów, którymi obdarzano pierwszy od 1999 roku pojedynek o dwa tytuły mistrza świata.

           Gdzie są ci dawni mistrzowie?

           Zanim przejdę do obszernych cytatów z tekstu Dahlberga, kilka moich własnych uwag. Komentarze, że nie ma się co obrażać na Kliczkę, bo pokazał przykład „pięknego technicznego boksu” są komentarzami ludzi, którzy zapominają o co w boksie chodzi. Dr Steelhammer pokazał minimum tego co – podobno – umie i pomimo to wygrał dwa mistrzowskie pasy z dwóch powodów – po pierwsze za rywala miał bardzo limitowanego tym co potrafi i warunkami fizycznymi Sułtana Ibragimowa (komplet 28 trafionych ciosów w ciągu czterech rund!), a po drugie dlatego, że się bał, iż jeden cios nawet nie słynącego z siły uderzenia przeciwnika może powalić go na ring. Kto nie wierzy, niech przeczyta co powiedział Władymir Kliczko, zapytany dlaczego nie uderzał prawą ręką: „Gdybym próbował uderzać prawą, to prawdopodobnie straciłbym równowagę. On tylko na to czekał”. Tak, to nie pomyłka, czy błąd w druku – mistrz świata WBO i IBF jest pełen strachu, że może stracić równowagę uderzając prawą ręką?! Co to było – walka światowej elity wagi ciężkiej czy dwóch kumpli po kilku piwach zakładających gdzieś na sali rękawice dla zabawy? „Musisz go znokautować, bo to inaczej będzie fatalnie wyglądać!” – ten kolejny prawdopodobnie cytat bez precedensu w historii walk o mistrzostwo świata należał do zdegustowanego trenera Wlada – Emanuela Stewarda. Trener zawodnika prowadzącego wyraźnie na punkty w walce o mistrzowskie tytuły, każe mu przed ostatnią rundą „iść na całość” bo obawia się... komentarzy po zwycięstwie?

           Czy się bowiem pięściarskim purystom podoba czy nie, boks jest (jeszcze) zaliczany do sportów WALKI. Tak jak Michel Jordan przyciągał przed ekrany miliony nawet tych, którzy nie mieli pojęcia o koszykówce, ale wiedzieli, że są świadkami czegoś wielkiego, tak samo pięściarze powinni pobudzać wyobraźnię tłumów. A nie garstki (bo to jest garstka) fascynatów debatujących po takiej walce jak ta ostatnia „precyzyjne zejścia z linii ciosów” czy „myśl taktyczną w ustawianiu się na ringu”. Walki najlepszych oglądało się na stojąco, a nie przysypiając na krześle. Jestem przekonany, że Wlad się tego nigdy nie nauczy. A jak spróbuje, to przegra przez nokaut.

           Barney Rubble z Jaskiniowców

           „Dlaczego nikt nie uprzedził nas że z Kliczką będzie walczył przebrany za boksera wagi ciężkiej przesympatyczny Barney Rubble z Jaskiniowców? A Kliczko będzie tak przestraszony, że jeden cios kolegi Freda Flinstona położy go do snu, że będzie wolał uśpić całą widownię w Madison Square Garden? – zaczyna Dahlberg. „Walka została zorganizowana po to, żeby postawić przed soba posiadaczy dwóch z czterech najbardziej prestiżowych pasów, żeby ci bardzie wyrobieni znawcy boksu nie musieli zapamiętywać nazwisk czterech przyszywanych mistrzów tylko trzech. To dobrze, bo im wcześniej zapomnimy o Ibragimowie, tym lepiej. Pucołowaty mistrz WBO nie tylko wyglądał jak kumpel Freda z Jaskiniowców, ale niestety walczył jak on. Wyglądał jak postać z kreskówki z tą z lekkim przestraszeniem wysuwaną prawą ręką i ciosami z lewej, które miały większe szanse trafić sędziego ringowego niż Kliczkę.

           Ale prawdziwym problemem nie był Barney vel. Sułtan, tylko sam Kliczko. Przy całej swojej masywnej fizjonomii i sile, Wlad wie, że ma szklaną szczękę i dlatego w trzech walkach wyglądał bardziej jak wańka-wstańka, a nie mistrz świata. Te doświadczenia zrobiły z niego to, czego boks potrzebuje równie bardzo, jak kolejnych kilkunastu rankingów – mistrza świata tak ostrożnego, że ma większe szanse uśpić swoich fanów niż rywala. Po tym co zobaczyliśmy w Madison Square Garden, sympatycy boksu będą tylko jeszcze bardziej rozpamiętywać pięściarzy z przeszłości. Bo Kliczko nie dał im żadnych nadziei na przyszłość”.

           Przemek Garczarczyk

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © GARCZARCZYK