|
29-11-2007
„NIEPOKONANI” – pod takim hasłem reklamowany jest zbliżający się wielkimi krokami, planowany na 8 grudnia, pojedynek asów współczesnego boksu, Floyd’a Mayweather’a (38-0-0, 24ko’s) i Ricky’iego Hatton’a (43-0-0, 31ko’s). Miejscem owego ekscytująco zapowiadającego się widowiska będzie okryte bokserską sławą kasyno MGM Grand, w Las Vegas, a stawką batalii prymat organizacji WBC w wadze pół-średniej i co ważniejsze, status zawodnika, który nie zaznał porażki. Kiedy na początku maja tego roku Floyd Maywether zwyciężył niejednogłośną ( acz jak pokazują statystyki - wielce słuszną ) decyzją sędziów inną żyjącą legendę, Oscara de la Hoyę, w oficjalnym komunikacie poinformował opinię publiczną, że zawiesza rękawice na przysłowiowym kołku, nie mając już w swojej ukochanej dyscyplinie nic do udowodnienia. Krok ten wydał się kibicom i fachowcom o tyle zaskakujący, co rozsądny. Wprawdzie „Pretty Boy” – jak nazywany jest przez swoich zwolenników Amerykanin (zapewne częściej przez jego żeńską część) – o ile miał dopiero 30 lat i legitymował się nadal nadzwyczajną formą, nie nadszarpniętą przez żadną ringową wojnę, to faktycznie, jego sportowe osiągnięcia, połączone ze stanem bankowego konta, mogły śmiało skłonić go do przejścia na ringową emeryturę. Jednak każdy, komu choć w małej skali nie obce są pojęcia ekonomii i marketingu ( a takich postaci w obozie Floyd’a nigdy nie brakowało), wie doskonale, że to posunięcie podwyższyło tylko wartość rynkową Mayweathera. Bo przecież zawodnikowi, którego „ściąga się” z powrotem między liny z zasłużonych wczasów trzeba uiścić bardziej sowitą zapłatę niż dotychczas... Jednakże, mimo takich przesłanek do „zakończenia” kariery, trzeba również szczerze przyznać, że „Piękny Chłopiec” osiągnął w boksie wszystko, co do osiągnięcia było. Po pokonaniu „Golden Boy’a” uzyskał miano mistrza w pięciu (!) różnych kategoriach wagowych, przy czym należy także mocno zaznaczyć, że niemal zawsze potykał się o najbardziej prestiżowe (oraz lukratywne) trofeum championa federacji WBC (ma też w swojej kolekcji pasy w wersji IBF i IBO). Co więcej, walczył i wygrywał z nie byle kim. Na rozkładzie ma tak uznane nazwiska jak Jose Louis Castillo ( choć „powiadają”, że obie ich konfrontacje z roku 2002 mogły „pójść w dwie strony” ), Phillip N’dou ( pozbawiony złudzeń przez nokaut w siódmej rundzie w roku 2003 – jeszcze w wadze lekkiej ), Arturo Gatti ( obity na kwaśne jabłko po sześciu jednostronnych rundach w czerwcu 2006 ), Sharmba Mitchell ( TKO 6 ) , czy wspomniany wyżej De La Hoya. Do najbardziej jednak pamiętnych jego występów zaliczyć należy dwunastorundową potyczkę z Zab’em Judah ( zwycięstwo 3:0 na punkty ), która omal nie zakończyła się jeszcze większą zadymą na hali niż po pierwszej wojnie Gołoty z Riddickiem Bowe, oraz absolutną egzekucję przeprowadzoną na Diego „Chico” Corralesie ( poddanym przez swój narożnik po tym, jak zaliczył piątą wycieczkę na deski w 7. starciu ) – który niestety zginął tragicznie w wypadku motocyklowym w lipcu bieżącego roku. Te wszystkie sukcesy postawiły Mayweathera na najbardziej nobilitującym dla pięściarza piedestale rankingu bez podziału na kategorie wagowe „pound - for - pound”, nazywanym u nas „cios - za - cios”, co choć - może - słuszne, może wydać się nie do końca oddające obrazu rzeczywistości, bo kto jak kto, ale Floyd właśnie nie lubi bić się cios za cios, twarzą w twarz. To raczej typ ringowego tancerza, który szachuje rywali doskonałą techniką, „zajeżdża” do utraty tchu żelazną kondycją, i w końcu zamęcza gradem ciosów bitych w najmniej przewidywalnych płaszczyznach, czym rekompensuje sobie brak pojedynczego ciosu, bowiem zgodzić się należy, że młotka w rękawicy „Pretty Boy” nie posiada. Do tego należy dodać jeszcze bezczelny, irytujący sposób bycia, niewyparzony język, i w ten sposób jawi się postać boksu, na której walkę sprzedano najwięcej telewizyjnych dekoderów HBO w dziejach pięściarstwa ( za walkę z De la Hoyą ). Ricky Hatton z kolei, który sam o sobie mówi, że jest obecnie najbardziej ekscytującym bokserem (w zestawieniu P4P zajmuje na dzień dzisiejszy jedenastą pozycję) to nie tylko mentalne ale i sportowe absolutne przeciwieństwo Mayweathera. Człowiek szalenie skromny, lecz przy jednoczesnej świadomości swoich umiejętności, prezentujący w ringu zupełnie odmienny styl walki od swojego najbliższego rywala. Brytyjczyk to zawodnik wszechstronny, który jednak lubi zamienić kwadraturę ringu w pole na pozór chaotycznej – ale w rzeczywistości kontrolowanej – bijatyki. Pięściarz potrafiący doskonale skracać dystans (co tym razem przyda mu się niechybnie, biorąc pod uwagę to, iż Floyd ma niemal o 20cm dłuższy zasięg ramion), zawodnik szybki, niezwykle konsekwentny w realizowaniu założeń taktycznych, obdarzony nokautującym ciosem ( z obu rąk) i co ważne, wyjątkowo cierpliwy i opanowany w walce. Istotną kwestią w nadchodzącym starciu może okazać się fakt, że Hatton to jeden z najlepszych ( jeśli nie najlepszy ) „body puncher” jakiego świat widział. Swoim potwornymi ciosami na korpus wymalował już grymas bólu na niejednej twarzy, złamał nimi nie jedną wolę walki, o czym chyba najbardziej dobitnie świadczy ostatni pojedynek „Hitmana” – taki ringowy przydomek nadali mu fani – z Jose Luois’em Castillo, którego w czerwcu tego roku, po czterech rundach nieustającego pressingu , rozbił w puch idealnym hakiem pod łokieć. Właśnie, Hatton to nie ringowy rozbójnik, ale zabójca. Wykańcza swoje ofiary z chirurgiczną precyzją, bez pośpiechu, z wielką wiarą w siebie. I choć optycznie może wydawać się wolniejszy w swoich poczynaniach niż Amerykanin, to nie należy zapominać, że Floyd po prostu bije lekkie ciosy ( nokautującą siłę zatracił wraz z przeniesieniem się w górę z wagi lekkiej ), które zwyczajnie łatwiej jest wyprowadzać z większą częstotliwością. „Hitman” doskonale wie, co zaznaczał na konferencjach prasowych przed walką ( a tych było całe mnóstwo , bo Golden Boy Promotions zorganizowało „tour” po Stanach i Wielkiej Brytanii) , że Mayweather spróbuje jak zawsze przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę będąc w nieustannych ruchu, lecz Anglik ma również świadomość, że „będzie on musiał kiedyś przystanąć przy linach, a wówczas wykończę go serią uderzeń”. Można zaryzykować stwierdzenie, że z tak silnym fizycznie, tak mocno bijącym jak Hatton, król pound - for - pound jeszcze się nie potykał. Czy to będzie decydujący o wyniku element? Wielce prawdopodobne. Bo tak naprawdę, co brzmi nieco kuriozalnie, Mayweathera nikt jeszcze mocno nie trafił w ringu, a raczej pewnym jest, że w przeciągu tych 36 minut między linami uczyni to Ricky Hatton, który też ma na liście swoich ofiar kilku topowych zawodników, w tym byłych mistrzów świata. Ben Tackie, Kostya Tszyu, Luois Collazo, czy rzeczony Castillo to pięściarze, których pokonanie przyniosło mu ringowy splendor. Można też wspomnieć imię Carlos’a Mauss’y , lecz to „mistrz”, który swego czasu dostał pas WBA w przysłowiowym prezencie od absolutnie nieprzygotowanego do walki Viviana Harissa, i który w starciu z Hatton’em nie miał nic a nic do powiedzenia. Pochodzący z Manchesteru zawodnik wygrywał już w ringu pasy WBA, IBF, IBO, a wszystko to w wadze pół-średniej, gdzie należy upatrywać kolejnej szansy Anglika, gdyż on od zawsze walczy w tej wadze, to jego naturalna dywizja, przy czym Floyd musiał nieco przytyć, by ten limit osiągnąć, niekoniecznie zabierając ze sobą siłę i szybkość z niższej wagi. Tak więc przed nami kolejne potencjalne starcie roku ( a przyznać trzeba, że rok 2007 obfitował w wiele niesamowitych pojedynków, był wielce łaskawy dla sympatyków szermierki na pięści ). Na przeciw siebie stanie dwóch zawodników z „0” po stronie statystyki porażek, dwóch mistrzów, dwie osobowości. To gwarancja emocji i kolejnej, niezwykłej nieprzespanej nocy z boksem zawodowym w najwyższym wydaniu. Sympatie fanów pięściarstwa i dziennikarzy rozkładają się tu dosyć równo , choć należy podkreślić, że więcej dobrego świat kibiców życzy Ricky’iemu Hatton’owi – za jego sympatyczne usposobienie i postawę dżentelmena w ringu i poza nim. Społeczność boksu zadaje się już od dawna mieć dosyć wyszczekanego stylu bycia „Pięknego Chłopca” , z którym uczestnictwo w serii spotkań z prasą było dla Hatton’a prawdziwą gehenną (na jedno z nich zabrał przemysłowe nauszniki, by nie słuchać farmazonów i megalomańskich tyrad swojego przeciwnika). Anglik śmiał się, że dzięki Floyd’owi mniej tęsknił za swoim sześcioletnim synem, bo czuł, jakby cały czas przebywał w towarzystwie sześciolatka. Ricky potraktował cały ten cyrk z przymrużeniem oka, stoickim spokojem, i zdaje się, że to właśnie on wyprowadził w ten sposób swojego oponenta z równowagi. Podczas pozowania dla potrzeb żurnalistów w postawie tete - a - tete, Mayweather szeptał nerwowo w twarz Hattona : „Jesteś gotowy umrzeć w ringu? Jesteś ?! Ja jestem ... „ – ale to tylko potwierdzenie tego, że Floyd czuje presję przed walką, zdenerwowanie, bo sam Hatton odpowiedział mu tylko beznamiętnym uśmiechem na pewnym siebie obliczu, dodając później w wywiadzie, w bardzo spokojnej wypowiedzi, że „nie widzę sytuacji, w której mogę przegrać, nie wiem, po prostu tego nie widzę, to niemożliwe”. Niepokonani Floyd Mayweather i Ricky Hatton wyjdą 8 grudnia w MGM Grand do ringu do walki, której stawką będzie mistrzowski prymat organizacji WBC, szacunek niezliczonej rzeszy kibiców i wieczna bokserska sława. Przed nami kolejne ringowe fajerwerki. Autor tekstu: Rafał Rogacki |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © FURMI | ||