25-11-2007

          
Porażka na pożegnanie

           Ricardo Mayorga (28-6-1, 22 KO) zaliczył po swojej stronie dwa nokdauny i po walce stojącej na dobrym poziomie wygrał niejednogłośnie na punkty (115-111, 114-112 oraz 113-113) z kończącym karierę Fernando Vargasem (25-5, 22 KO). Pisząc o poziomie walki mam na myśli fakt, że kibice naprawdę mieli co oglądać biorąc pod uwagę fakt, że żaden z występujących przed ponad 10 tysiacami kibiców kibiców w Staples Center w Los Angeles pięściarzy nie ma miejsca w czołowej dwudziestce kategorii do 168 funtów czy którejkolwiek z granicznych kategorii wagowych. Vargas i Mayorga mają jednak za sobą wspaniałe walki i tytuły mistrza świata, chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i za to nalezą im się olbrzymie słowa pochwały. Czy Mayorga, jak zrzuci prawie 10 kilogramów będzie zgodnie ze swoimi zamierzaniami walczyć z najlepszymi? Na to pytanie odpowiedzi nie znamy.

           Już po kilkudziesięciu sekundach pierwszej rundy wyglądało na to, że kariera Fernando Vargasa zakończy sie w najgorszy z możliwych sposobów – porażką przez nokaut na własnych śmieciach. Vargas, który podczas ostatniego ważenia wniósł na wagę 164 funty, pojawił sie na ringu ważąc przynajmniej 10 kilogramów więcej. Nie wiem czy podczas ważenia Fernando korzystał z pomocy najlepszych hollywoodzkich charakteryzatorów i mistrzów efektów specjalnych, ale jego mięśnie zamieniły się w dniu walki na wprost absurdalne zwały tłuszczu. Nie dość, że Vargas wyglądał jakby przybyło mu 10 kilogramów podczas Święta Dziękczynienia, ale także chyba z 10 lat. Był wolny i nawet zamachowe, jakby przeniesione prosto z wiejskiej dyskoteki, ciosy Mayorgi dochodziły celu. Po serii takich „prawych zamachowych” Vargas padł na deski i jestem pewien, że przynajmniej połowa ze zgromadzonych w Staples Center myślała patrząc na chodzącego dumnie po ringu boksera z Nikaragui, że więcej boksu już nie zobaczymy. Vargas wstał z desek ringu i kontynuował walkę, ale potrzeba było dwóch następnych rund pełnych dominacji Mayorgi – celne lewe sierpowe i prawe proste – by Fernando zaczął wreszcie zdawać sobie sprawę, że jest ośmieszany przed własną publicznością.

           Walka zmieniła się kiedy Vargas zaczął wreszcie blokować uderzenia rywala i kontrować prawym prostym. Z każdym celnym ciosem rosła pewność siebie byłego dwukrotnego mistrza świata w kategorii 154 funtów, który potrzebował 9 minut obijania po twarzy by przypomnieć sobie, że ma także bardzo dobry lewy prosty. Z każdą mijająca rundą widać było, że ciosy Mayorgi robią na Vargasie coraz mniejsze wrażenie, a w siódmym starciu twarz boksera z Nikaragui przypominał dobrze obity stek. „Niestraszony” potrafił nawet wprawić widownie w stan szaleństwa kiedy kończył rundy seriami celnych ciosów na stojącego przy linach „Matadora”, ale kiedy widownia była pewna, że ich bohater zakończy karierę efektownym finiszem, celny prawy prosty na sekundy przed końcem 11 rundy ponownie położył Vargasa na deski. Dwunasta runda mogła przypaść zarówno Vargasowi jak Mayordze, ale wiadomo było, że dwa nokdauny praktycznie zapewniły Matadorowi zwycięstwo. Dla kibiców Vargasa czyli 80 procent Staples Center ważne było coś innego - ich idol ponownie pokazał to, za co go kochali od 1997 rok- serce do walki.

           „Dziękuję Bogu i wszystkim obecnym. Słowa do Vargasa – przepraszam publicznie za słowa obrażające twoją rodzinę, twoją matkę i świętą żonę - szczególnie przepraszam twoja matkę i małżonkę”– powiedział na konferencji prasowej Mayorga, który jak widać doszedł do wniosku, że skoro wygrał z Vargasem, to może go przeprosić. Powiedział też kilka słów o swojej przyszłości: „W lutym chciałbym wrócić do ostrych treningów. Chcę walczyć w limicie do 147 funtów i spróbować swoich sił w walkach z Cotto i Mayweatherem. Na walki z taką wagą jak w pojedynku z Vargasem jestem już za stary. Ciosy Vargasa za bardzo bolały.”

           „Dziękuję z całego serca wszystkim kibicom. Kocham was i dziękuje za tyle lat dopingu”– mówił na konferencji przegrany Fernando Vargas. „ Czuję się dobrze i czuję, że wygrałem tę walkę. Pierwszy nokdaun to nie było nic więcej niż poślizgnięcie, brak równowagi, ale nie chce odbierać zasług Ricardo Mayordze. Jestem szczęśliwy, że mam wiele innych rzeczy w życiu do robienia poza boksem. Mam nadzieję, że jesteście szczęśliwi z mojej kariery. Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście. Teraz czas na fazy numer dwa i trzy”– zakończył Vargas, nie ukrywając, że wiąże swoja przyszłość z firmą promocyjną Vargas Entertainment Promotions i pracą w roli tego który organizuje walki, a nie występuje na ringu- „To już koniec, już nigdy nie będę walczył.”

          
Przemek Garczarczyk z Los Angeles

          
foto:DKP

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © GARCZARCZYK