18-11-2007

          
Michael Jordan a kryzys w amerykańskiej wadze ciężkiej

           Gdy w pod koniec 2006 roku Shannon Briggs przygotowywał się do pojedynku o mistrzostwo świata wagi ciężkiej z Sergueiem Lyakhovichem, nazywał siebie pół-żartem- pół-serio „ostatnią nadzieją czarnych”. Jeszcze kilka lat temu takie hasło nadawałoby się znakomicie na tytuł skeczu kabaretowego w stylu Monty Pythona, dziś jednak, uzupełnione o slogan „ostatnia linia obrony Ameryki” reklamujący walkę Maskaev – Rahman, bardzo dobrze oddaje kondycję, w jakiej znalazła się waga ciężka za oceanem.

           Jak to możliwe, że Stany Zjednoczone- kraj, który (póki co jeszcze) jest i był przez dziesiątki lat mekką boksu zawodowego, kraj, który dał światu najwspanialszych czempionów wagi ciężkiej, nie ma aktualnie żadnego mistrza w królewskiej kategorii wagowej, a najbardziej obiecującymi amerykańskimi prospektami w heavyweight są tacy zawodnicy jak Eddie Chambers czy Chris Arreola? Różne odpowiedzi na to pytanie pojawiają się w publikacjach prasowych i na forach internetowych. Jedną z najczęstszych jest sugestia, jakoby poziom Amerykanów wcale aż tak bardzo się nie obniżył, natomiast znacząco wzrósł poziom konkurencji z Europy Wschodniej, która przez kilka dekad po zakończeniu II wojny światowej ze względu na sytuację polityczną nie była aż tak silna. Niby racja, ale osobiście skłaniam się ku rozwiązaniu, które zilustrować można by parafrazą przysłowia „z próżnego i były prezydent nie naleje” i odpowiedzialnością za marny stan wagi ciężkiej w USA obciążam Michaela Jordana.

           National Basketball Association (NBA) to amerykańska zawodowa liga koszykówki, a koszykówka to jednej z najpopularniejszych w USA sportów zespołowych (obok futbolu amerykańskiego, baseballu i hokeja). Wkrótce po tym, jak w roku 1984 roku szeregi ligi NBA zasilił Michael Jordan- 21-latek ze Stanowego Uniwersytetu Północnej Karoliny, rozpoczęła się złota era NBA. Jordan dzięki swoim fenomenalnym sportowym umiejętnościami, bardzo widowiskowemu stylowi gry i nieprzeciętnemu urokowi osobistemu wyniósł koszykówkę w wydaniu NBA na nieosiągalne wcześniej wyżyny popularności, stając się równocześnie wzorem do naśladowania dla milionów młodych chłopców, nie tylko w amerykańskich murzyńskich gettach, ale i na całym świecie (starsi kibice kosza pamiętają zapewne wiejskie, ale jakże sympatyczne „Hej, tu en-bi-ej Włodzimierza Szaranowicza). Jordan zarobił podczas swojej kilkunastoletniej kariery na boisku (a przede wszystkim poza nim, czerpiąc zyski ze swojej sławy) setki milionów dolarów i „niechcący” w sposób pośredni ustalił nowe standardy płacowe dla następnych gwiazdorów NBA.

           Przechodząc do liczb: w 2007 roku najwyższe wynagrodzenie dla koszykarza NBA wyniosło 22 mln $, a powyżej 10 mln $ za sezon zainkasowało około 50 zawodników- wymienione kwoty to przychody wyłącznie z tytułu występów na parkiecie, a w przypadku niektórych wielu gwiazd NBA do pensji sportowca doliczyć trzeba przecież jeszcze całkiem pokaźne sumy za kontrakty reklamowe. Ilu jest zawodowych pięściarzy wagi ciężkiej, którzy obecnie mogliby chociaż pomarzyć o takich dochodach? Nie ma ANI JEDNEGO! I jak tu się dziwić, że młodzi afroamerykanie (bo w końcu z tej grupy rekrutował się przez lata kwiat wagi ciężkiej) nie garną się do boksu?

           Jeśli ktoś ma wątpliwości, co do słuszności prezentowanej w tym tekście tezy, powinien rzucić okiem na to, jak pod względem motoryki i ogólnej sprawności fizycznej prezentują się aktualnie ciemnoskórzy koszykarze NBA. W tych elementach przewyższają o klasę, a czasem i o dwie aktualną czołówkę wagi ciężkiej, a dodatkowo przecież dysponują zdecydowanie lepszymi warunkami fizycznymi. Być może ktoś powie, że warunki fizyczne i cechy motoryczne to nie wszystko w boksie. Zgadza się, nie wszystko, ale w wadze ciężkiej bardzo wiele. Techniki można nauczyć, zwłaszcza zawodnika bardzo sprawnego fizycznie, a charakteru ciemnoskórych Amerykanów hartować nie trzeba, bo w dużej części pochodzą oni z dzielnic, przy których warszawska Praga nocą to wczasy z ciepłą wodą nad Bałtykiem.

           Jeszcze niedawno czempionem WBA wagi ciężkiej był Nikolay Valuev- pięściarz, który swoje laury na ringach zawodowych zawdzięczał praktycznie tylko gabarytom (i „małej pomocy przyjaciół”, jak śpiewali klasycy). W ringu był „drewniany”, a jedyne, co w swoim „prime” prezentował to poprawny lewy prosty (w którym to elemencie podobno czynił jakieś tam postępy), betonową szczękę i ciężką, toporną prawą rękę. Jestem przekonany, że z grona występujących aktualnie w NBA koszykarzy można by wytypować kilku, jeśli nie kilkunastu, którzy gdyby odpowiednio wcześnie zamiast na boisko trafili do gymu, mogliby dziś okupować czołowe miejsca rankingów wagi ciężkiej, a mając na uwadze kazus Valueva, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że któryś z nich byłby dziś czempionem.

           W ramach zabawy z cyklu „co by było gdyby” (czyt. porównania potencjału tkwiącego w fizyczności zawodników NBA i czołówki heavyweight, z przymrużeniem oka) polecam niżej zamieszczony filmik, w którym występują gwiazdy ligi NBA: Shaquille O’Neal (218 cm/145 kg), Dwight Howard (211 cm, 120 kg), LeBron James (203 cm, 113 kg). Widzicie Valueva na tym party? A że 2-metrowi chłopcy z zakazanych dzielnic Nowego Jorku czy Los Angeles wolą rzucać piłkę za dziesiątki milionów dolarów niż zbierać na twarz za kilkaset tysięcy… Niech się cieszą fani boksu w Europie, bo oto dzięki Jordanowi i spółce nastały tłuste lata dla ciężkich ze Starego Kontynentu.

          
Niebawem boksersko-koszykarskich opowiastek ciąg dalszy…

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © MAJER