31-10-2007

           Dzień bez Polaków na pięściarskich mistrzostwach świata w Chicago

           Sędzia- kalosz!

           Żaden z polskich reprezentantów nie występował we wtorek na dwóch ringach ustawionych na parkiecie hali University of Illinois w Chicago, ale ponad cztery tysiące kibiców zobaczyło sporo dobrego boksu i niestety fatalnego sędziowania. Jak pisałem w poprzednich korespondencjach, mistrzostwa świata amatorów są dobrą okazją do porównania tego jak walczą amatorzy i zawodowcy, a przy okazji mogłem porównać różnicę w rzeczy tak ważnej w tej dyscyplinie, jak praca sędziego ringowego. Tę ostatnią można określić w sporej części przypadków jednym słowem – tragedia.

           Sędzia kalosz!

           Jak w niewielu dyscyplinach, sędzia ringowy w boksie jest w stanie ustawić każdą walkę tak, jak jemu się podoba. Może pozwalać na faule lub widzieć je tam, gdzie ich nie ma, odejmować punkty, co chwilę ostrzegać pięściarza wybijając go z rytmu, zatrzymywać akcje, kiedy widzi, że jego faworyt ma kłopoty i potrzebuje odpoczynku, albo kończyć walkę która mogłaby jeszcze trwać. Podałem tutaj przykłady wpływania na to się dzieje na ringu, które trudno zauważyć na zawodowych ringach, bo taki sędzia- kalosz po prostu w świecie zawodowców nic by nie zarobił. Skrytykuje go prasa, wyśmieją płacące miliony za oglądanie pięściarzy, a nie popisów ringowego stacje telewizyjne i kariera się skończy. Wśród zawodowców tak, ale w ekipie AIBA niekoniecznie. To co wyprawali sędziowie przez ostatnie trzy dni walk w Chicago można nazwać tylko jednym słowem - kuriozalne. Dwa przykłady – w walce Krzysztofa Zimnocha z Aleksandrem Povernowem, obaj pięściarze zwracali sędziemu uwagę – bez przesady! – że runda się skończyła lub zaczęła, od drugiej rundy praktycznie nie słuchając tego co mówił pan w bieli. Pod koniec drugiej rundy, kiedy zabrzmiał gong (Sixto Lomas z Ekwadoru ponownie nie słyszał i kazał walczyć), Povernow opuścił ręce odchodząc do narożnika. Pierwszy w sytuacji zorientował się Polak, trafiając nie wiedzącego o co chodzi rywala - gdyby trafił mocniej, walka by się skończyła. Przykładów fatalnego sędziowania w ringu było więcej, a sporo na ten temat może powiedzieć Amerykanin Shawn Estrada. Estrada walczył o wejście do finałowej ósemki i awans olimpijski z Niemcem Konstantinem Buga, nieznacznie przegrywając dwie pierwsze rundy. Swoim zwyczajem zaczął przyspieszać pod koniec trzeciego starcia, a widzący co się dzieje i coraz bardziej zmęczony Buga po prostu przestał walczyć. To znaczy walczył, ale w stylu Johna Ruiza, czyli zapaśniczym. Widząc, że ma dwa punkty przewagi, od razu obejmował w miłosnym uścisku Estradę nie dając mu nawet szansy zadania ciosu. Sędzia z RPA zamiast dawać Niemcowi upomnienie za upomnieniem i odejmować punkt za punktem ograniczył się do roli widza. Jakimś cudem, pomiędzy tymi uściskami Estradzie udało się zadać dwa ciosy i w wyrównać stan rywalizacji na 11:11. Pomyślałem, że sprawiedliwości stało się zadość, bo teraz na pewno sędziowie wykonawczy AIBA decydujący w takich przypadkach o werdykcie, przyznają zwycięstwo Estradzie. Nie doceniłem AIBY. Werdykt, który opierany jest na „aktywności, przygotowaniu kondycyjnym i zachowaniu na ringu” przypadł... Budze. Piszę o zawodowym boksie w Stanach od 15 lat, oglądałem nie wiem ile dziesiątek pojedynków o różne tytuły, ale tym razem przyznam, że odjęło mi mowę. Sztuka zabijania boksu w wykonaniu AIBY została opanowana do perfekcji.

           Statystyka dnia: Pięściarze z Rosji wygrali komplet 22 stoczonych w Chicago pojedynków.

           Walka dnia: Argeniz Nunez z Domnikany był pomiatany przez trzy i pół rundy po ringu przez Uzbeka Elshoda Rasulowa. Rasulow prowadził na 90 sekund przed końcem walki 21-7, zaczął pajacować i zamierzał przechodzić resztę starcia, kiedy dostał w szczękę tak silnym prawym prostym, że sędzia mógłby liczyć do 20, a Uzbek i tak nie byłby w stanie kontynuować pojedynku.

           Przemek Garczarczyk z Chicago

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © GARCZARCZYK