24-06-2007

           Stary człowiek i może.

           Na wstępie chciałbym tylko wyjaśnić iż banalna parafraza książki Hemingwaya – „Stary człowiek i morze” nie ma celu wypomnienie czegokolwiek Bohaterowi moich przemyśleń, ale oddanie mu pełnego szacunku ze względu na to co i kiedy dokonał. Mowa o oczywiście o Oliver’ze McCall’u, który zepsuł promotorski debiut rzutkiej odpowiedzi narodu tureckiej na Bogusława Bagsika. On i forma Potrójnego S. Organizacja konfrontacji dwóch koszmarów Przemysława Salety była nie tyle planem uczty dla fana boksu, co w zamierzeniu, dużym (McCall to świetne nazwisko promowane dodatkowo przez wyraźne rankingi), ale dość bezpiecznym debiutem Sama na Ojczystej(?) Ziemi. Ahmet Oner, człowiek o reputacji równie kontrowersyjnej co nowy traktat konstytucyjny UE, starał się zrobić głośną imprezę zwiastującą powrót boksu zawodowego do Turcji. Nie zabrakło dużych nazwisk – od McCalla poprzez Suleimana skończywszy na młodszym Lennonie – i niezłego pas. Niby to tylko Inter, ale zawsze ‘ciężki’ WBC, który w dodatku stał się eliminacyjną przepustką do mistrza WBC (ktokolwiek, kiedykolwiek nim zostanie zanim szansa będzie mogła być wykorzystana). Również pozostałe walki mogły budzić spore zainteresowanie. Egzotyczne zestawienie zabijaki Bakhtova z auto-ofiarą, kiedyś fenomenalnym cruiserem Gomezem. Dwóch świetnych amatorów Solisa i Mazikina. Oprawa gali kosztownie efektowna.

           Już przed walką pierwsze negatywne wrażenie; Sinan waży ponad 250 funtów, najwięcej w karierze, pewnie znowu się nie przygotował. Z drugiej strony McCall, który niczym nie przypomina sflaczałego przeciwnika czy choćby … siebie z kilku ostatnich walk, w których w związku na swoja ogólną prezencje ryzykował interwencją Green Peace’u. Tu należy wrócić do Sama i wspomnieć o tym iż od jakiegoś już czasu niemiecki Turek , walczący do niedawna dla Sauerland Event, ostatni raz dobrą dyspozycje prezentował dwa lata temu. Od tamtej pory – bardzo przeciętną lub po prostu słabą. Czyżbyś my mieli przyczynę rezygnacji z zawodnika przez Sauerlanda ? Sam wydawał się być wyboksowanym 33-latkiem, bez ambicji choćby na utrzymaniu formy. I takiego też zobaczyliśmy podczas show w Ankarze. Nie pomógł boa na konferencji, mówienie po niemiecku o miłości do Turcji czy nawet organizator gali w postaci Rodaka. Sam wyszedł do walki z wielkim brzuchem (można byłoby spytać – który to miesiąc ?), otłuszczoną całą sylwetką. 42-McCall wyglądał jak młody Rahman – 108 kilo żywych mięśni. Mój dobry kolega powiedział – „McCall na 42 lata, a dalej wygląda jak psychol”.

           Początek walki był dość wyrównany spokojny, jeśli nie liczyć zdrowego, prawego cepa z pierwszej rudny na szczękę Amerykanina. Strona bardziej ofensywną i nacierającą był McCall, lecz bardziej aktywną i szybszą Sinan. Obaj zawodnicy próbowali sprawdzić i ustawić przeciwnika lewy jabem, SSS kilkukrotnie wpadł ‘w środek’ z chaotyczną serią. McCall przyjmował te ataki z opuszczonymi rękoma, w trzeciej rundzie już bezpośrednio odpowiadając kontrami, stosując aktywny pressing. Następna i może 5 runda była już ostatnimi, w której Turek tak naprawdę wygrywał walkę. Równocześnie z dużym rozcięciem pod okiem ...

           ... zaczął tracić szybkość i ruchliwość, zaczęły się braki kondycyjne. Z rundy na rundy coraz wyraźniejszą przewaga McCalla, które kilka ciosów uderzyło w szczękę Sama. Na podstawie tej czy nawet wcześniejszych walk (zacząwszy od Saleta fight) można chyba stwierdzić, ze siła ciosu jest dalej duża, ale nieco przereklamowana. Tak naprawdę kibic ‘Atomic Bull’ po raz ostatni widział coś atomowego w … 2001 roku, razem z bezwładnie wiszącym na linach Henrym Akinwande, którego prawa ręką McCall’a pozbawiła w 10 rundzie zwycięstwa 100-90.

           W 6 rundzie kontynuacja walki na włosku, sędzia wkracza i odsyła Sama do lekarza. Lekarz nie przeszkadza. W 8 rundzie przewaga punktowa Sama zdaje się stopnieć do reszty. McCall zaczyna przeważać coraz bardziej – jego proste wchodzą, rana pod okiem, stając się celem, coraz bardziej rozrywana. SSS nie ma już siły się bronić, nie ma siły odpowiadać, klinczuje. Amerykanin idzie mocno do przodu i w 11 rundzie mocno obija Turka, prawa wchodzi po lewej, McCall wyraźnie zaczyna polować, zachodzić rywala w prawą stronę. Uda mu się ? Nie, taniec wolny. Ostatnia runda to heroiczny zryw Sama (jak z Clay-Beyem) i dobre kontry McCalla. Walka kończy się w klinczu.

           Przez jednogłośna decyzje wygrywa zasłużenie McCall. Po walce mówi o Vitalju Kliczce i rewanżu z Samem. Rewanż ? Ale po co ? To nie Oliver był taki dobry. Skoro Sam przegrywa z Maskajewem i McCallem , nie jest wstanie przygotować się do kolejnych walk… trzeba kogoś innego wypromować w Arenie. Nawet jeśli to miałoby zrobić z Solisa Turka.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © DUNCAN