16-06-2007

           George Foreman przyszedł na świat 10 stycznia 1949 roku, w Marshall, w Teksasie. Sam jako mały chłopiec, który posiadał wybuchowy charakter nie stronił od drobnych przewinień, wchodząc przy tym w konflikt z prawem. Swoje dzieciństwo opisywał w ten sposób: „Mieszkałem w Piątej Dzielnicy, zwanej Krwawą Piątką, z tego względu, że w właściwie w każdy weekend kogoś zabijano. Chciałem być jednym z tych twardych kolesi…”. Foreman chcąc uczynić coś lepszego ze swoim życiem wstąpił do Job Corps w Oregonie (odpowiednik polskiego OHP) a jego nieposkromiony charakter zaprowadził go na salkę bokserską. Wsławił się tym, że często wszczynał bójki z kolegami, z którymi trenował. George jako młokos odznaczał się nadzwyczajną siłą i werwą. W karierze amatorskiej stoczył zaledwie 25 walk, sięgając przy tym po największy laur, złoto olimpijskie w Meksyku. Jedynym pięściarzem, który wytrzymał wówczas pełny dystans 3 rund z „Big George” (192cm) był Polak Lucjan Trela (172cm), który jak zawsze twierdził „lubił sobie zjeść”…

           Po olimpiadzie George zdecydował się przejść do grona profesjonalistów. Trudno napisać coś o początkowych jego walkach, które zazwyczaj trwały mniej rund niż pojedynki amatorskie. Nokaut za nokautem. Foreman nigdy nie robił kroku w tył, bił niesamowicie silnymi sierpowymi zabijając w przeciwnikach ostatnią nadzieję na zwycięstwo. Ciężkie nokauty stały się od tej chwili znakiem firmowym George'a. Idąc tropem Jim’a Jacobsa (wieloletni menadżer Tysona), można rzecz, że w tamtym okresie w wadze ciężkiej zaczął panować terror. W 22 walce zawodowej znokautował jednego z najbardziej twardych pięściarzy wagi ciężkiej George’a Chuvalo. W 1971 roku zrewanżował się nokautem Manuel’owi Peralcie za wyrównany pojedynek sprzed roku. Idąc jak burza przez zawodowe ringi, stanął w szranki z samym Joe Frazierem. Tak, tym samym Frazierem, który wygrał wcześniej 15 rundową wojnę z Alim, przy okazji fundując mu sensacyjny knockdown w 15 rundzie piekielnym lewym sierpowym. Walka Joe z George’m trwała zaledwie 2 starcia. Foreman poniżył Fraziera, zapoznając go w ciągu walki 6 razy z deskami. Komentujący walkę Howard Cosell wykrzyczał wtedy 3-krotnie jedne z najbardziej rozpoznawalnych w tamtym okresie zdań- "Down goes Frazier!, Down goes Frazier!, Down goes Frazier!". Foreman będąc „na fali” pokonał potem w 1 rundzie Jose Romana, by potem znokautować Ken’a Nortona. Norton był naprawdę świetnym pięściarzem, posiadał jednak jeden mankament-słabą szczękę. O ile w walkach z Ali’m, który nie miał atomowego ciosu uszło mu to na sucho, o tyle w walce z Foremanem boleśnie przekonał się o nie najlepszej jakości swojej żuchwy. 2 rundy zajęło Foremanowi skatowanie Nortona. Na kolejnym mistrzu można było postawić krzyżyk. Była to ostatnia w tamtym okresie „sielanka” ringowa Georga…

           Zair, Kinszasa- brzmi egzotycznie. Dla Don’a Kinga nie ma żadnych przeszkód. Choć wielu ludzi odradzało Muhammad'owi Alemu starcie z Foremanem, ten nie przejmując się wypowiedziami innych postanowił stawić czoło groźnemu punczerowi. Walkę reklamowano jako „Łomot w dżungli” („Rumble in the Jungle”). Ali miał wówczas 30 lat, za sobą ciężkie wojny z Frazierem, Nortonem. Foreman natomiast legitymował się niesamowitym rekordem 40-0 38 KO’s i wielu specjalistów twierdziło, że walkę wygra. Foreman podczas przygotowań rozciął łuk brwiowy i walka odbyła się miesiąc później niż pierwotnie planowano. Ali doskonale wykorzystał ten czas na przypodobanie się żeńskiej części publiczności. Ponadto na każdym kroku krytykował Georga, doprowadzając go do szaleństwa. 30 października 1974 r. stanęli wreszcie twarzą w twarz w ringu. Foreman nie walczył tylko i wyłącznie z Alim. Miał przeciwko sobie całą publiczność, która przyszła na walkę. Muhammad jako synonim walki z rasizmem, człowiek, który wstąpił to ugrupowania „Czarnych Muzułmanów”, pozytywny „pyskacz”, siłą rzeczy musiał stać się ich idolem. Tym bardziej, że miał zmierzyć się z opryskliwym snobem. Foreman w tamtym okresie przechodził po każdym swoim rywalu jak burza. Ali doskonale wiedział, że nie może wyjść z nim na otwartą wojnę, która skończyłaby się dla niego tragicznie. Zastosował technikę nazwaną po angielsku „Rope-a-dope”. Opierając się co chwila na linach dał się wystrzelać Foremanowi, prowokując go przy tym docinkami i swoim zachowaniem. Każda dobra akcja Alego była nagradzana gorącymi owacjami publiczności, która co chwila wykrzykiwała „Zabij go, Ali”. Muhammad oprócz dobrej taktyki, wykazał się również niesamowitą odpornością na ciosy, bowiem technika opierania się o liny z wysoko uniesionymi rękami nie zapewniała mu całkowitej ochrony przed potężnymi uderzeniami Foremana. Ali, tamtego, pamiętnego wieczoru pokazał cały swój kunszt pięściarski, kiedy nadarzała się okazja strzelał błyskawicznymi ciosami ostatecznie nokautując wyczerpanego Foremana w 8 rundzie. Zdobył pasy mistrzowskie, walka została uznana za pojedynek roku, nakręcono o niej nawet film. Foreman później stwierdził: „Tam w Zairze, nie czułem w ogóle strachu. Wszedłem do ringu na luzie, nie przejmowałem się. I przegrałem. Strach był koniecznością. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy jak bardzo jest ważny”.

           Wielu kibiców już wtedy postawiło krzyżyk na George’u…Niesłusznie. 13 miesięcy później Foreman bił się z Ron'em Lyle. Panowie stworzyli jedną największych bijatyk jaka miała miejsce w wadze ciężkiej. George wyszedł do pojedynku skoncentrowany, widać było, że nokaut z rąk Alego bardzo utkwił mu w pamięci. Mimo tego dał się pod koniec 1 rundy trafić potężnym prawym sierpowym, po którym ewidentnie ugięły mu się nogi. 2 runda odbywała się pod dyktando Foremana, kibice znowu zobaczyli starego Georga, zasypującego przy linach gradem ciosów swojego oponenta. Kolejne starcie było podobne do wcześniejszej rundy, z tym, że Lyle trafił kilka razy dobrymi prawymi prostymi. 4 runda była już prawdziwą wojną. Ron’owi udało się złapać Foremana serią potężnych sierpów po których „Big George” zapoznał się z matą. O dziwo, przytomny kontynuował walkę zasypując Ron’a okropnymi ciosami, po których chwile później Lyle był liczony ! Kolejne sekundy były ciągłą wymianą uderzeń z obu stron a w końcówce rundy Lyle prawym sierpowym ponownie ściął z nóg Foremana ! W 5 starciu Ron kontynuował walkę wyrzucając w głowę Foremana celne uderzenia, i kiedy wydawało się, że nokaut na George’u jest nieunikniony, ten złapał drugi oddech, zamknął Lyle w narożniku uderzając go przerażającą serią, po której Ron padł nieprzytomny na deski ringu. Sędzia policzył do 10 i przerwał pojedynek. 5 miesięcy później drogi Fraziera i Foremana ponownie się skrzyżowały. Ich drugi pojedynek był ciekawszym widowiskiem niż pierwsza potyczka. Foreman hołdujący zasadzie „bij, zabij”, nacierając na Fraziera, często nadziewał się na jego lewe sierpowe. Starania Joe nie zdały się jednak na nic i w 5 rundzie lądując 2 razy na deskach, udowodnił ponownie, że boks Foremana wyjątkowo mu nie leży. George stoczył później 3 pojedynki, wszystkie wygrywając przed czasem. Przełomowym momentem jego kariery okazała się przegrana walka z Jimmy’m Youngiem. George przystąpił do walki ostrożnie, co kosztowało go utratę cennych punktów na kartach sędziów w początkowej fazie pojedynku. Mimo tego, Foreman nie poradził sobie kompletnie w końcówce walki. W ostatniej rundzie wylądował na deskach. Zapytany przez dziennikarza o wrażenia po pojedynku rzekł wymownie „No comments”. Zaraz po starciu, w szatni zaczęły się męczarnie Foremana. Ciężka walka, urazy głowy spowodowały u niego stan jak sam stwierdził „rozpaczliwej beznadziei i strachu”. Wyjaśnił, że Bóg chciał zmienić wtedy jego życie i postępowanie. Postanowił zakończyć boksowanie i zająć się odnawianiem swojej wiary. Został świeckim ministrem kościoła w Teksasie, a także otworzył centrum młodzieżowe, noszące jego imię. Przerwa w jego karierze trwała 10 lat. Przez ten czas stał się odnoszącym sukcesy biznesmenem. Co najważniejsze, zmienił się jako człowiek. Od teraz był zawsze uśmiechnięty i otwarty na ludzi.

           Wielki „comeback” Foremana nastąpił w roku 1987. Wielu ludzi próbowało odwieść Foremana od tego pomysłu, lecz ten twierdził, że wiek nie będzie dla niego żadną barierą. Od tej chwili zaczęło się drugie, bokserskie życie Foremana. Zmienił zgoła styl, boksował bardziej technicznie, piekielne uderzenie pozostało. Foreman od momentu wznowienia powrotu do boksu nie leżał ani raz na deskach. Podobnie jak na początku kariery przechodził po swoich rywalach jak walec. W przeciągu 3 lat stoczył 24 wygrane pojedynki, aż 23 z nich skończył przed czasem. W jego rekordzie znalazły się wówczas tak wielkie nazwiska jak Dwight Muhammad Qawi czy Bert Cooper. W 1991 r. Foreman stoczył wspaniałą walkę z niepokonanym Evander'em Holyfieldem o absolutne mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Evander był wtedy w swojej życiowej formie. Ważąc 94 kg stanął naprzeciw 116 Foremana. To była walka Davida z Goliatem. Foreman stosował bardzo ciekawą blokadę ciosów, natomiast Holyfield świetnie pracował na nogach. Panowie nie szczędzili sobie soczystych uderzeń. Zarówno Evander, jak i Foreman byli w tej walce kilka razy w opałach, obaj przeżywali kryzysy. 7 runda tego pojedynku została uznana przez „The Ring” najlepszym starciem roku. Pojedynek był wielkim sukcesem obu pięściarzy. Holyfield potwierdził swoją klasę wygrywając na punkty, Foreman pokazał natomiast, że wiek wcale nie ogranicza i nie należy go lekceważyć. George wygrał później w 3 rundzie z Ellisem, by potem stanąć w szranki z Alex'em Stewartem. Przy tej walce warto się chwilkę zatrzymać. Stewart nie wydawał się bokserem mogącym zagrozić Georgowi. A jednak. Ten pięściarz z wątpliwej jakości szczęką okazał się jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły spotkać Formeana na jego bokserskiej drodze. Mimo 2 knockdonów w 2 rundzie, Alex nie skapitulował. Walczył z defensywy trzymając wysoko uniesione ręce, zadając przy tym dobrze bite, niewygodne ciosy proste i sierpowe wyprowadzając z równowagi Foremana. Efektem tego „bicia” była bardzo mocno spuchnięta twarz Georga- wyglądała jak 7 nieszczęść. Po zakończeniu pojedynku skrzętnie ukrył opuchliznę pod czarnymi okularami i ręcznikiem. Foreman wygrał zasłużenie stosunkiem głosów 2 do remisu. 7 miesięcy później stoczył udaną walkę z Coetzer, by następnie mierzyć się z ulubieńcem publiczności Tommy’m Morrisonem o wakujący tytuł WBO. Walka była momentami bardzo ciekawa, a momentami nudna.. Morrison często wychodząc z klinczu zadawał dobre serie ciosów, kiedy natomiast widział duże zagrożenie często odwracał się nie chcąc wejść w otwarte wymiany z „Big Georgem”, ewidentnie tracąc pod koniec walki kondycję. Foreman natomiast sfrustrowany przebiegiem pojedynku człapiąc za Tommym przegrał jednogłośnie na punkty.

           Najlepsze miało dopiero nadejść. 5 listopada 1994 roku „Big George” ponownie zjawił się na ringu. Stawką 12- rundowego pojedynku były 2 prestiżowe pasy IBF i WBA, a przeciwnikiem niebezpieczny mańkut Michael Moorer, który zaczynał boksowanie od wagi półciężkiej, a tytuły zdobył wygrywając bój z Evander'em Holyfieldem. Różnica wieku pomiędzy 45-letnim Foremanem a Moorerem wynosiła 19 lat. Już konferencja prasowa pokazała, że będziemy świadkami czegoś wielkiego. Doprawdy komicznie wyglądało, kiedy dość małej postury Teddy Atlas, ówczesny trener Moorera podszedł do Foremana demonstrując swoją siłę małą przepychanką z Georgem. Michael był to walki przygotowany dobrze zarówno pod względem taktycznym, jak i fizycznym. To co rzucało się w oczy na początku to bardzo dobry prawy prosty Moorera, był dynamiczny i silny, często dochodził celu. Słusznie mogły niepokoić już w początkowej fazie walki przyjmowane bezkarnie przez Moorera prawe proste Foremana. Nikt jednak nie spodziewał się wielkiej sensacji, gdyż Moorer dominował w ringu a potwierdzeniem tego była zgodna punktacja wszystkich sędziów. Ostatnia uwaga trenera Dundeego do Georga i zaczęła się 10 runda. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych rund w historii pięściarstwa. Foreman zaczął przyciskać coraz mocniej Moorera uderzając bardzo silnymi ciosami. 2x lewy-prawy prosty i jeden spektakularny nokaut. Foreman wykonał książkowe akcje. Ostatni cios był gwoździem do trumny. Kiedy Moorer padał na deski wiadomo było, że na 10 na pewno nie uda mu się wstać. George zszokował cały świat, bijąc przy tym dwa rekordy. Został najstarszym mistrzem świata ciężkiej dywizji, oraz udanie powrócił zdobywając ponownie tytuł po blisko 20 letniej przerwie. Tak rodziła się legenda tego wielkiego boksera. Po pojedynku z Moorerem dużo ludzi spekulowało nad super pojedynkiem Foremana z Mike Tysonem. Do walki ostatecznie nie doszło. George odmówił obowiązkowej obrony z Tony'm Tucerem za co zabrano mu pas WBA. 22 kwietnia 1995 r. zmierzył się z niemiecką nadzieją Axel'em Schulzem. Foreman troszeczkę zlekceważył Niemca, który tamtego wieczoru znalazł się w życiowej formie, dając najlepszą walkę w karierze. Bił się doskonale z defensywy, często używał lewego prostego, a i nie obce były mu prawe krzyżowe. Foreman nie poradził sobie ewidentnie z europejskim stylem Schulza. Walka trwała pełny dystans 12 rund, po których sędziowie orzekli zwycięstwo Georga stosunkiem głosów 2 do remisu. Wynik był dość kontrowersyjny, Schulz dążył do zoorganizowania rewanżu, na który nie zgodził się Foreman przez co został mu odebrany ostatni pas mistrzowski IBF. Pokonał potem solidnego Grimsleya i Savarese, by potem niesłusznie przegrać na punkty z Shannon'em Briggsem. Gdyby George dostał zwycięstwo, zmierzyłby się z Lennoxem Lewisem. Bez wątpienia byłby to niesamowity pojedynek. A tak, kibice musieli obejść się smakiem, oglądając absolutną destrukcję Briggsa z rąk LL. Foreman postanowił zakończyć karierę z jednym z najlepszych rekordów boksu 76-5 68 KO’s.

           W 1999 r. planowano zorganizować pokazową walkę Foremana z Larry'm Holmesem, za którą George miał otrzymać 10 mln.$, Larry 4 mln.$. Ostatecznie negocjacje upadły i do walki nigdy nie doszło. Oprócz wielu reklam w których uczestniczył, George promował na świecie swój grill elektryczny. W ten sposób zarobił więcej pieniędzy niż w całej karierze bokserskiej. Twierdził również, że dzięki tym wynalazkom zdobył największą sławę. Urządzenie stało się światowej klasy przyrządem redukującym tłuszcz (slogan reklamowy brzmiał „Znokautuj tłuszcz”). Od 1995 roku sprzedano ponad 55 mln. egzemplarzy. Foreman zarobił ponad 150 mln.$. Jego wszystkie zarobki są szacowane na ok. 240 mln.$. W 1999 r. firma Salton Inc. kupiła prawa do wizerunku Foremana za 127.5 mln.$ w gotówce i 10 mln.$ w akcjach. Oprócz tego, George zajmował się komentowaniem walk bokserskich w telewizji.

           W 2003 roku został wprowadzony do International Boxing Hall of Fame oraz magazyn "The Ring" słusznie uznał go za jednego z największych panczerów w historii pięściarstwa. Rok później Foreman ogłosił, że wznowił treningi. Głośno zrobiło się o jego powrocie na ring. Ostatecznie jednak jego żona odwiodła go od tego pomysłu. Również w 2004 r. Foreman rozpoczął promowanie nowych ubrań dla mężczyzn („comfort zone”), które dostosowują się do gabarytów noszącego ubranie w zależności od jego wagi. W 2007 r. George pojawił się jako sędzia w drugiej edycji „Amerykańskich wynalazców”, a także stał się partnerem w samochodowym teamie Panther Racing IndyCar.

           Wielki pięściarz, wspaniały człowiek, żywa legenda zawodowego pięściarstwa. Brakuje w tej chwili takiej postaci w wadze ciężkiej...

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © KUBA