13-06-2007

           Z zaciekawieniem w ostatnim czasie stwierdziłem, że w 2007 roku dość często dochodzi do walk, w których ciężko jednoznacznie określić faworyta. Co więcej, w owych walkach również ciężko przewidzieć styl boksowania obu zawodników jak i przebieg oraz wynik tej walki. W wielu toczących się dyskusjach na tematy bokserskie czytałem szerokie spektrum prognoz na temat takich walk jak: Pavlik-Miranda, Taylor-Spinks czy chociażby Mayweather-De La Hoya. W tych walkach uwzględniając wszystkie za i przeciw, wszystkie atuty bokserów po obu stronach i tak jednoznacznie i zdecydowanie nie mogłem opowiedzieć się po czyjejś albo byłem bardzo zaskoczony po walce, gdy miałem swojego faworyta (jak w walce Taylora). Gdy zbliżała się walka Cotto z Judah, stawiałem na Portorykańczyka, chociaż nie byłem w stanie znaleźć przeważających argumentów dlaczego to on miałby wyjść z tej walki zwycięsko. Argumenty więc musiał pozostawić na ringu sam Cotto. I zrobił to. Przyjrzyjmy się może nieco przebiegowi tego emocjonującego pojedynku.

           1 runda Bokserzy zaczęli walkę spokojnie, obustronnie się obadali. Cotto zaczął wywierać presję kierując swoje ciosy to na górę, to na dół. Jeden z takich ciosów był nieco za nisko, co od razu dobitnie pokazał Zab rzucając się w bólu na matę ringu. Powtórki wykazały, że co prawda cios był minimalnie poniżej pasa, ale Judah okazał się znakomitym aktorem robiąc z siebie po raz kolejny ofiarę ataku niezgodnego z przepisami. Sędzia dał słowne ostrzeżenie Miguelowi i walka toczyła się dalej. Pod koniec rundy znakomity kontrujący lewy prosty Amerykanina trafił prosto w punkt niepokonanego przeciwnika, a ten zachwiał się, co chciał skrzętnie wykorzystać Judah naciskając rywala, jednak nad wyraz spokojny Cotto poczekał cierpliwie do końca rundy nie wdając się w żadną bijatykę i nie dając się również zranić. 10:9 Judah

           2 runda W drugiej rundzie zarysowała się przewaga Cotto, już było widać jak ta walka się będzie toczyć. Portorykańczyk – aktywny pressing, dużo ciosów, maksymalne skupienie, wysoko ręce i nisko podbródek, bije w różnych płaszczyznach i spycha Judah do defensywy. Ten natomiast jest piekielnie szybki, bardzo silny ale zadaje mniej ciosów, szuka raczej kontrujących uderzeń. Jedno z takich dało mu zwycięstwo w 1-szej rundzie, więc zapowiadało się ciekawie. W drugiej odsłonie pojedynku Cotto konsekwentnie ‘obrabiał’ tułów rywala, można było zauważyć dość ociężałe poruszanie się na nogach Amerykanina, którego przecież bardzo silną stroną była praca nóg. 10:9 Cotto

           3 runda Trzecie starcie było raczej spokojne, podobnie wyglądające do drugiego, dopóki w połowie rundy Cotto uderzył bardzo silnym ciosem niestety znacznie niżej niż kodeks bokserski pozwala. Tym razem o aktorstwie nie było mowy, gdyż Cotto ‘wymierzył’ idealnie i Zab osunął się na matę ringu. Sędzia ukarał Cotto punktem karnym i walka toczyła się dalej, gdyż Judah nie skorzystał z przywileju 5-minutowej przerwy. Zaraz po wznowieniu doszło do ostrej wymiany w której górą był raz jeden, raz drugi pięściarz, ale pod koniec rundy świetnymi dwoma podbródkowymi czarnoskóry pięściarz przypieczętował swoje zwycięstwo. Warto dodać, że w tej rundzie nad prawym okiem Zaba otworzyło się rozcięcie, które znacznie utrudniało jemu walkę. 10:8 Judah

           4 runda Najlepsza dotychczas runda dla Cotto, walka zamienia się w krwawą wojnę [Cotto też doznaje rozcięcia, tuż pod wargą], Judah daje sobie narzucić warunki Cotto, walka przestaje układać się po jego myśli a nieliczne ciosy nie robią na Portorykańczyku większego wrażenia. 10:9 Cotto

           5 runda Cotto podkręca tempo, a sfrustrowany swoją niemocą Judah słabnie, lecz wciąż jest szybki i wciąż próbuje kontrować. Jednak nawet 2 bardzo ładne podbródkowe pod koniec starcia nie mogą mu dać zwycięstwa w tej rundzie. 10:9 Cotto

           6 runda Świetny prawy prosty na szczękę wstrząsa Judah, który wrzucił wsteczny bieg dając się niemal całkowicie zdominować przez Migeula. Ten konsekwentnie realizuje plan taktyczny teraz mniej już bijąc na korpus a skupiając się na ciosach na głowę. 10:9 Cotto

           7 runda Nic nie wskazuje, że coś się jeszcze może zmienić, dopóki Judah niespodziewanie wyprowadza serię, która wstrząsa momentalnie Portorykańczykiem. Judah atakuje bardziej zdecydowanie, ale wciąż wyprowadza za mało ciosów. Cotto przetrwał chwilowy kryzys. 10:9 Judah

           8 runda Niestety poprzednia runda dała płonne nadzieje na to, że walka może przybrać inny bieg. Od początku ósmego starcia bowiem małymi kroczkami zbliżała się egzekucja. Judah daje sobie zaaplikować całe kombinacje łącznie z ‘freeshotami’ – nie broni się chcąc pokazać że ciosy Cotto nie robią na nim wrażenia, niestety tak nie jest. Zab zraniony po raz drugi w tej walce. 10:9 Cotto

           9 runda Miguel kontunuuje dzieło zniszczenia. Przykro patrzeć na Zaba z zapuchniętym okiem i wyrazem niemocy na twarzy. Po jednej z kolejnych serii, Amerykanin odsuwa się od Cotto, a gdy ten chce ponowić atak, przyklęka. Przyklęka bez żadnego konkretnego ciosu, ale można się domyślać, że jeden z ciosów na korpus Cotto zadziałał na niego jak bomba z opóźnionym zapłonem. Judah ‘survives the round’ ale kontynuowanie tego pojedynku traci powoli sens. Cotto 10:8

           10 runda 10 runda to po prostu dalsza destrukcja Amerykanina, który już prawie nie widzi na jedno oko, nie ma ani sił ani ochoty by prowadzić dalszą walkę. Na miejscu narożnika Judah poddałbym swojego zawodnika już po 9 rundzie. 10:9 Cotto Moja punktacja po 10 rundzie: 96:92 dla Miguela Cotto

           11 runda Chwilę po wznowieniu Cotto wyprowadza serię lewy-prawy, lewy-prawy która powala Amerykanina na deski. Ten chociaż wydawałoby się że to koniec wstaje i sędzia dopuszcza go do dalszej walki. Walki, która kilkanaście sekund potem zostaje przerwana, po kolejnej nawałnicy ze strony Miguela.

           Myślę, że Cotto zamknął tą walką usta wszystkim niedowiarkom, którzy od dobrych kilku walk twierdzili że jego klęska nadejdzie lada chwila. Ja uważam, że ten niemal ‘skompletowany’ bokser będzie miał długą i pełną sukcesów drogę w swojej nowej wadze. Miałem przyjemność przedstawić nowego króla wagi półśredniej – Migeula Cotto

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © PUCEK