25-03-2007

           Paweł Wolak mistrzem stanu Nowy Jork

           Zaledwie 2 rundy wystarczyły Pawłowi, by do swojego rekordu dopisać 14-te zwycięstwo, w tym 9-te przed czasem.

           Około 2-giej minuty pierwszej rundy po uderzeniu głową przez Keitha Simsa (25-14, 14 KO), prawy łuk brwiowy Polaka wyglądał na mocno rozcięty, "Wściekły Byk" tradycyjnie już, nie zwracając uwagi na spływającą krew, zasygnalizował sędziemu, że to drobiazg i w kilka sekund później wysłał przeciwnika na deski po pięknym ciosie "na szczękę".

           "Pretty Boy" Sims z trudem wyplątał się z lin. W drugiej rundzie widzieliśmy istną gonitwę Pawła za roztańczonym rywalem, który zmusił naszego rodaka do zupełnie odmiennego stylu boksowania. Zamiast tradycyjnie dużych ilości serii ciosów na korpus, tym razem Paweł mógł przekonać się, że jest też dobrym puncherem, a jego silne, precyzyjne ciosy zadawane w głowę zwalają z nóg. Keith Sims przed końcem rundy, po jednym z celnych trafień Polaka, pozostał na deskach na dobre 20 sekund.

           W takich okolicznościach Paweł Wolak, jako pierwszy w historii Polak, wracał do domu z pasem mistrza stanu Nowy Jork.

           Osiem szwów na łuku brwiowym zmusi Pawła do przymusowych wakacji od sparingow na kilka tygodni. Ale kto wie, może już za 4 miesiące zobaczymy go na jednej z najciekawszych gal bokserskich w New Jersey?

           Z ciekawostek. Na walkę wieczoru, specjalnie dla Pawła, zaprosiłem do prezentacji rund, polską modelkę "pin up" Mamie Mae, która wzbudziła autentyczną sensację swoim wyglądem i przede wszystkim strojem, iście z lat 50-tych XX w., zakrywającym skrupulatnie to wszystko, co inne dziewczyny stale akcentują.

           Paweł zaprezentował najnowsze trendy fryzjerstwa, czyli mega wzornictwo z "P" jak "Polska" i innymi tajemniczymi znakami.

           I tym razem Paweł nie zapomniał o sercu WOŚP, tradycyjnie przyszytym na lewej nogawce jego spodenek.

           W całej sali nie było wolnego miejsca, a polonijni kibice stanowili 90% całej publiczności. Artur Binkowski pojawił się tylko gościnnie, z powodu wycofania się w ostatniej chwili swojego przeciwnika. Wspierał Pawła i Tomka Kurzydłowskiego, debiutującego tej nocy na zawodowym ringu i odnotowującego pierwsze zwycięstwo na punkty. Artur Binkowski ma szansę szybko zrekompensować swoją ringową absencję, która stała się faktem nie z jego winy. Musi jednak utrzymać formę do 6 kwietnia, kiedy ma stoczyć prestiżowy pojedynek.

           Marcin bubell Filipowski

           Fot. Marcin Zurawicz i Chicagophotopress

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © YARAS72