|
18-02-2007 Szczęśliwa 13-ka Pawła Wolaka (13-0, 8 KO), mało przekonująca wygrana Paula Malignaggi, kontrowersyjne zwycięstwo Sechew Powella, nokaut Andre Berto i lewa ręka Jamesa McGirta Jr. - tak w telegraficznym skrócie wyglądał moim zdaniem wieczór HBO Boxing After Dark. Sala manhattańskiego Centrum Hammerstein Ballroom dosłownie pękała w szwach. Na dwie godziny przed pierwszym pojedynkiem, który rozpoczął się punktualnie o godzinie 19.00 kolejka kibiców jednego z najpiękniejszych sportów była imponująca. Na sali nie było wolnego miejsca, a na balustradach 2-piętrowych balkonów pojawiły się polskie flagi.
Paweł w doskonały sposób podziękował swoim kibicom za najwspanialszy doping tej nocy! Po raz 13-ty nie zawiódł. Luis Hodge (5-3-3 KO’s) pochodzący z Dominikany, niegdyś świetny pięściarz amatorski, walczący po raz 3-ci w USA jako zawodowiec, został zatrzymany, tym razem przez “Wściekłego Byka” Pawła Wolaka. Nasza polonijna Duma, w tym pojedynku na jeden otrzymany cios oddawał 10-cioma! Polakowi wystarczyły zaledwie 4 rundy z 8 zakontraktowanych na tę noc, by zdruzgotać oponenta, który przez kilka minut po 4-tej rundzie odzyskiwał oddech, zapominając o gongu rozpoczynąjcym 5-tą rundę. Paweł od trzeciego starcia wyrzucał z siebie takie ilości ciosów, że Hodge nie mógł nadążyć ze złapaniem oddechu. Nasz pięściarz to maratończyk w zadawaniu ciosów w korpus. Autentyczna maszyna. Wrażliwy i serdeczny poza ringiem, wykonując swój zawód staje się bezlitosny. Takie ilości ciosów zadawanych na korpus może powstrzymać już dzisiaj niejednego. Ku zdziwieniu wielu kibiców, niezapowiedziana obecność na gali Andrzeja Gołoty niech pozostanie kwintesencją i wytłumaczeniem jego absencji na chicagowskim Balu Sportu. Kiedy Andrzej mówi, że Wolak jest DOBRY, znaczy, że JEST! Bo ma serce, głowę i honor. Paweł Wolak przez swoją 13-tą walkę przeszedł jak po maśle - bez przesądów i modlitwy, zrobił to, co do niego należało. Lucky "13"!
Już 23 marca Paweł zaprasza wszystkich chętnych na swój 14-ty pojedynek, na galę gdzie w roli wojownika wieczoru wspomagać go będzie powracający na ring ulubieniec Hoolywood, Art-ur Binkowski (zmierzy się z Jamalem McKay`em w zakontraktowanej na 6 rund walce). “Polska noc” staje się możliwa dzięki 25-latkowi, który do 10-tego roku życia wychowywał się w Dębicy i Mielcu, a od 15-tu lat mieszkał w stanie New Jersey. Od kilku miesięcy Paweł mieszka w Nowym Jorku, blisko Gleason's Gym, w którym na co dzień trenując otrzymuje szkołę przetrwania od rdzennych twórców zupełnie odmiennego sportu walki niż ten, który preferują europejskie autorytety. Mało skuteczne na ringach Ameryki za wyjątkiem chwilowego upadku wagi ciężkiej. Paweł tradycyjnie już wystąpił w ringu z sercem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na lewej stronie spodenek. Pod sercem lśniła biało-czerwona polska flaga. Występ naszego rodaka można zaliczyć do najlepszych pojedynków nocy, gdyż jedynie Andre Berto (17-0, 15 KO), olimpijczyk z 2004 roku, swoje zwycięstwo okrasił pięknym nokautem już w pierwszej rundzie pojedynku z Norberto Bravo (23-13-3 12 KO).
Niestety na gali doszło do fatalnych werdyktów sędziowskich. I tak, trzech arbitrów wypunktowało wygraną 97-92 Sechew “Żelaznego Konia” Powella (21-1, 12 KO), podczas gdy w mojej jak i 90% publiczności opinii, wygrał..zasługując co najmniej na remis Ishe Smith (18-2, 8 KO). Dlaczego przegrał? Za popularność?! Za co ukarano w Nowym Jorku tego islamskiego pięściarza? Może gdyby punktacja sędziów byłaby nieco bardziej obiektywna przemilczałbym ten pojedynek.
Jak dla mnie całkowitym rozczarowaniem okazała się ostatnia walka wieczoru, “Magika” Paulie Malignaggi (22-1, 5 KO), który pod pozorem imponującej szybkości zadaje słabe i łatwe do zebrania na rękawice ciosy, w tym wypadku dla “Wiśniową Bombę” Ednera Cherry (21-5-2, 10 KO). Malignaggi nie zaprezentował niczego specjalnego. Cekiny, postrzępione spodenki, zielony mohawk na głowie i dominująca liczba fanów włoskiego pochodzenia z Brooklynu - to wszystko co zauważyłem, ale to zbyt mało by przekonać do siebie obiektywnego kibica. Oby Wolaka omijały takie "zwycięstwa", bo to żaden powod do dumy. A na dłuższą metę, gdyby na miejscu Cherry`ego miał stanąć ktoś lepszy, to włoski magiczny chłopiec zaliczyłby deski tak samo jak "syn słynnego ojca”, czyli James McGirt jr. (14-0, 8 KO + 1 NC), który jest po prostu słabym i - UWAGA!!! - leworęcznym pięściarzem. Wygrał, bo musiał, ze słabym, specjalnie wybranym do tego pojedynku Anthony Little (7-6, 1 KO). Co będzie z nim dalej, tego nikt nie wie, nawet sam ojciec, Buddy McGirt, który jest "stachanowcem" pracy trenerskiej (cholera, jak mając leworęcznego syna mógł tak źle poprowadzić Adamka w ostatnim pojedynku?!). Ale prawdą jest, że tylko tej nocy Buddy McGirt prowadził oprócz syna Jamesa też dwóch innych zawodników. Nie miał np. czasu zaczekać na werdykt sędziowski swojego drugiego podopiecznego, Powella, pędząc jak szalony, by za moment pojawić się w narożniku Malignaggi`ego w narzuconych na poprzedni strój kolejnych barwach.
Menedżer Pawła Wolaka, Ivan Edwards, ma rację odpowiadając dyplomatycznie na pytanie o powody utraty przez podopiecznych McGirta czterech (w przeciągu 10-ciu miesięcy) pasów mistrzowskich. Czy jego zdaniem Buddy to kiepski trener? Edwards odpowiedział, że może i dobry, ale za bardzo zajęty. Jak dobrze, że do mniej zajętych należy Patrick Ford, który wkłada serce i dzieli się z Pawłem swoimi doświadczeniami mistrza, bo za kilka dni zacznie przygotowywać go na pierwszy 10-ciorundowy pojedynek, który odbędzie się w nowojorskim Huntington Townhouse, w tym samym miejscu, gdzie chory na grypę Paweł doprowadził zwycięsko do konca swoją 12-tą walkę z Patrickiem Thompsonem.
Pamiętajcie - Nowy Jork, 23 marca to miejsce i data "Polskiej Gali" z magnetyzującym już bez wątpienia wszystkich Pawłem Wolakiem i doświadczonym, kochającym pięściarstwo Arturem Binkowskim. Specjalnie dla www.bokser.org z Nowego Jorku - Marcin "Bubell" Filipowski Polskie Radio NY Wrkl 910 am |
|||
| WWW.BOKSER.ORG | © YARAS72 | ||