27-12-2006

           Tradycją już jest, że koniec każdego roku jest pełen podsumowań, plebiscytów, analiz i przeglądów tego wszystkiego co już za nami. Mijający rok dla polskiego boksu zawodowego właściwie można uznać za całkiem udany. Boks amatorski, nie tylko w Polsce, zszedł do podziemia, i nie zmienią tego medale boksujących dam, czy też kilkunastoletnich chłopców. Bez wsparcia z państwowej kiesy, możnych sponsorów, może współpracy z grupami zawodowymi a przede wszystkim pomysłu jak przyciągnąć młodzież, nie da się wskrzesić, moim zdaniem, dobrego amatorstwa.

           Zawodowi bokserzy, mający korzenie w kraju nad Wisłą, rok 2006 zaliczą do bardzo udanych, niezależnie od jakości zdobytych trofeów i stylu w jakim je osiągnęli.

           Tomasz Adamek, którego kariera równie dobrze mogła zostać całkowicie zablokowana przez niedoprecyzowany kontrakt, mógł jednak stoczyć rewanżową walkę z bardzo niebezpiecznym P. Briggsem. Z trudem odniesione, ale jednak zwycięstwo pozwala optymistycznie spoglądać w przyszłość, tym bardziej że rywal i termin kolejnej walki jest już znany. Pozostaje spokojnie pracować nad formą sportową.

           Drugim mistrzem, prestiżowej organizacji, został Krzysztof Włodarczyk, który na własnym ringu uporał się z niepokonanym dotąd i wyżej notowanym, chociaż mającym o połowę mniej od Polaka zwycięskich walk, Amerykaninem. Nie komentuję wyniku, bo zdania polskich kibiców były krańcowo różne, aż po określanie szefa polskiej grupy mafiosem czy oszustem, co według mnie jest wysoce nieuprawnione i nieeleganckie. To co mnie martwi w walkach „Diablo” to fakt, że w ostatnich walkach (gdy rywale byli równorzędni) nie udało się mu przez kilkadziesiąt minut zadać nie tyle kończącego ciosu, ale nawet takiego który wywarłby ogromne wrażenie na oponencie.

           Trzeciego mistrza świata, i to w królewskiej wadze, mamy w osobie Alberta Sosnow- skiego. Tytuł peryferyjnej organizacji nie wart jest wspominania, ale forma jaką pokazał w ostatnich walkach już tak. Sosnowski poczynił spore postępy i przy braku elastyczności oraz naturalnych predyspozycji bokserskich, dzięki ogromnej pracy pokazał kawałek ostrego, męskiego boksu. Niepokojące jest to, że boksuje tak rzadko, bo powinien stoczyć minimum 3 walki w roku. Jego forma w ostatnich dwóch walkach tak mnie pozytywnie zaskoczyła, że widziałbym go w walkach z bokserami pokroju Krasnigiego czy Samil Sama. Rok temu skazałbym Sosnowskiego na pożarcie w walkach z takimi rywalami. Teraz już nie …

           Grzegorz Proksa posiada pas młodzieżowego mistrza świata i on z kolei, odwrotnie niż Albert Sosnowski, posiada naturalny dar do oryginalnego prowadzenia walki, również kroczy przez ringi bez porażki. Ale ostatnia walka w tym roku była trochę przekombinowana i chociaż zwycięska, powinna być lekcja pokory dla młodego i utalentowanego boksera.

           A dalej grupa idących bez sportowej porażki mężczyzn: Wach, Jonak, Hutkowski, Kołodziej, Wawrzyk czy Janik. Jedni z nich mają to „coś”, innym, takie odnoszę wrażenie, wmawia się, że talent bokserski jest ich udziałem. Daj Boże aby każdemu z nich wiodło się na ringach i w następnym roku, co w połączeniu z ciężką pracą skutkować będzie miłymi przeżyciami dla polskich kibiców boksu.

           Na koniec jedno zdanie o tym, że miło mi czasami dorzucić coś swojego w tym portalu, który w ciągu tego roku ewoluował tak niesamowicie dzięki zaangażowaniu i pracy kilku osób. I ostatnia, ale bez precedensu sprawa. Byliśmy świadkami zdominowania wagi ciężkiej przez białych bokserów i to rosyjskojęzycznych. Czy nadejdą jeszcze czasy, że trzeba będzie szukać "białej nadziei"? Na razie szukają czrnoskórzy, bo jeden starszawy Shanon Briggs to za mało jak na apetyt i możliwości afroamerykańskiej nacji. Ale "ruscy" nabroili.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © MIRKIEWICZ