25-08-2006

           W lipcu tego roku niemiecki miesięcznik "Boxsport" opublikował raport o zmianach jakie nastapiły na niemieckim rynku boksu zawodowego. Być może będzie on odpowiedzią dla niektórych kibiców, którzy nie zawsze potrafią zrozumieć, dlaczego czołowi zawodnicy świata chętnie boksują na galach w Niemczech, a młode talenty często szukają tu swoich pracodawców.

           Klaus Peter Kohl nie chciał w to wpierw uwierzyć, gdy Jameel McCline przedstawił mu jego sprawę: "Panie Kohl" spytał 35-letni bokser "czy mogę u pana boksować ?" Prośba, która jeszcze nie tak dawno wydawała by się nie do pomyślenia. Znany bokser zza Wielkiej Wody, który już dwa razy dostał szansę walki o mistrzowski pas wagi ciężkiej, starał się o lukratywny kontrakt u niemieckiego promotora. Kohl jednak dał do zrozumienia, że posiada on w swoim gymie wielu "ciężkich" z którymi wiąże wielkie nadzieje i odmówił. Takie pytania jak te McClinea należą w międzyczasie do codzienności. Niemcy, jak to stwierdził były champion George Foreman "są najbardziej lukratywnym bokserskim rynkiem". George stwierdził: "Dzisiaj jest to raj dla bokserów, tam najlepiej płacą, tam możesz przeciętnie o wiele więcej zarobić niż w Ameryce, a publiczność odbiera tę dyscyplinę z większym entuzjazmem niż w innych krajach." Aktualne przykłady: walka o mistrzowski pas między byłym IBF-Championem Chrisem Byrd oraz Wladimirem Kliczko w SAP Arena w Mannheim. W przeciągu 48 godzin zostało wyprzedane 14 000 biletów mimo że ceny wejściówek dochodziły do 750 euro. "Takiego nalotu nie było w USA nawet w czasach Mohameda Ali" stwierdzi trener Kliczki Emanuel Steward. Również 4000 biletów na gale w Zwickau, na której walczyli w obronie swoich tytułów Markus Beyer i Arthur Abraham, zostało wyprzedane w przeciągu 8-miu godzin. Nawet w środku tygodnia, z okazji 100-letniej rocznicy urodzin Maxa Schmellinga, przyszło 13.000 osób aby zobaczyć pojedynek między Lamonem Brewsterem i Luanem Krasniqi. 85 procent z 67 gal bokserskich w roku 2004 i ponad 90 procent z 74 events z roku 2005 zostały wyprzedane. Tendencja ta nadal wzrasta.

           Również kwoty telewizyjne pną się w góre. W 2004 widziało w sumie 63,43 miliony telewidzów 21 gal boksu, ktęre zostały pokazywane na żywo w ARD i ZDF. W przedostatnim roku przy 26 events zostało zarejestrowanych 94,65 milionów widzów. "Takiego podobnego przyrostu nie miała żadna inna dyscyplina sportowa. "Królowa kwot telewizyjnych" piłka nożna lub sporty motorowe, musiały zanotować nawet lekki spadek" stwierdził w swoim bilansie Jens Seeberger. Instytut badań dla mediów w Karlsruhe stwierdził, że nastapił tzw. efekt "Hype", który od 2 lat jest zauważalny. Podstawą tego typu efektu były i są atrakcyjne a i czasami dramatyczne walki: Arthura Abrahama, Markusa Beyera, Jürgena Brähmera, Luana Krasniqi, Dariusza Michalczewskiego, Felixa Sturma, Thomasa Ulricha i Mikolaja Walujewa, który też dzięki swoim niecodziennym wymiarom pobudza u ludzi smak sensacji. Regina Halmich z jej 4-roma obronami tytułów w roku 2005 osiągneła wyższą kwotę ogladalności (28 milionów), niż bracia Kliczko w ich najlepszych czasach. Krasniqi zdobył przed 9-cioma miesiącami przy swojej porażce przez KO przeciwko Brewsterowi kolosalne kwoty ogladalności. Jeśli wziąść wszystkie reportarze przed i po walce to w sumie 170 milionów widzów było zainteresowanych tym wydarzeniem. Ale nie tylko popularne ARD i ZDF jest zainteresowane dalszą współpracą z niemieckimi promotorami. Także Eurosport i DSF "trzymają" ich najlepsze czasy transmisji na gale boksu. Bokserzy którzy nie są Niemcami i których walki często puszczane są dopiero po północy, są oglądani przez około 3 milionów telewidzów ! Od czasu gdy Henry Maske zmienił w Niemczech image tej dyscypliny, sponsorzy odkryli dla siebie nową platforme. Szefowie stacji telewizyjnych ARD i ZDF są zgodni, iż boks ze sportowego punktu widzenia traktują bardzo poważnie. Z tego powodu obydwoje kategorycznie odrzucili transmisje walki powrotnej Axela Schulza (choć obydwoje są przekonani, że kwota oglądalności byłaby ogromna), ponieważ jak twierdzą przez tego rodzaju transmisje stracili by w oczach telewidzłw na wiarygodności. Aktualnie istnieje w Niemczech 33 organizatorów gal boksu. Więcej niż w latach 20-stych ubieglego wieku.

           Ponieważ bokserzy zostają w Niemczech dobrze wynagrodzeni, wypłaty oraz premie za walki wpływają punktualnie na ich konta, oraz opieka nad nimi jest lepsza niż w jakimkolwiek innym kraju świata, coraz więcej cudzoziemców ze swoimi promotorami chce wkroczyć na ten interesujący rynek. "Jeśli z Klaus-Peter Kohl się cokolwiek ustali, nie trzeba żadnego kontraktu, wystarczy uścisk ręki i wszystko leci tak jak powinno. To jest u nas nie do pomyślenia" opowiada Ross Puritty. Amerykanin z Oklahomy, który 8 lat temu w Kijowie po raz pierwszy pokonał Wladimira Kliczke. Chuck Talhami stwierdził, że jego największym błędem było w latach 90-tych odwróceniem się na kilka lat od Universum i powrót do Ameryki. Z Paddym Fitzpatrick zarabia w Niemczech następny znany coach amerykański swoje pieniadze. Jako trener Laily Ali i Michael Moorer został on nie tak dawno zatrudniony przez nową firmę promotorską Elite Boxing. Najbardziej znany promotor świata Don King, wysłał w roku 2005 aż 5-ciu swoich podopiecznych do Niemiec. Coś podobnego jeszcze nigdy nie miało miejsca. Brewster jako champion zarabiał w USA około 400 tyś $ za walkę. W Niemczech dostał 6 razy więcej. Podobnie doświadczony Chris Byrd, który zarobił w walce przeciwko DaVarryl Williamson "tylko" 450 tys $, w obronie tytułu z Kliczko dostał 10-cio krotnie większą sume. Jeszcze tylko nieliczni bokserzy w USA jak np. mistrz świata Oscar de la Hoya, Floyd Mayweather albo ex-champion Bernard Hopkins zostają dzięki Pay-Per-View wynagradzani milionowymi wynagrodzeniami. Niemcy jako kraj boksu zawodowego drepcze Ameryce coraz bardziej po piętach. Recepte na to aby pozostać "na fali" wyjaśnia Kohl: "Musimy ludziom prezentować wielkie walki i to bez przekrętów. Nawet wtedy gdy ryzyko jest zbyt duże, że "własny" człowiek może przegrać a przez to zainwestowane pieniądze zostaną wyrzucone w błoto." Porażki Michalczewskiego przeciwko Tiozzo, Krasniqiego przeciwko Brewsterowi lub Ulricha przeciwko Adamkowi kosztowały promotora z Hamburga miliony euro, "lecz te walki były mi tego warte" twierdzi Kohl.

 
 
  WWW.BOKSER.ORG © SEBA