Kolejna gala z cyklu Wojak Boxing Night miała być przede wszystkim wielkim show Dawida Kosteckiego, który pojedynkiem z solidnym i doświadczonym Włochem Cichello chciał pokazać, że jest już gotów na o wiele poważniejsze wyzwania. Tak też się stało, jednak to nie walka „Cygana” okazała się być głównym wydarzeniem wieczoru. Wszystko i wszystkich przyćmiła wypowiedź Krzysztofa Włodarczyka, zaproszonego do studia telewizyjnego w roli eksperta, który w ordynarny sposób zarzucił Mateuszowi Masternakowi stosowanie nielegalnych substancji wspomagających. Medialne pyskówki, utarczki pomiędzy bokserami, towarzyszą tej dyscyplinie sportu już od długich lat; są normalnym, w pewnych granicach powszechnie akceptowanym , a nawet przez wielu lubianym zjawiskiem. Szeroko rozumiany show pomaga nakręcić zarówno koniunkturę, jak i emocje wokół konkretnego pojedynku. Jednak wczorajsze słowa popularnego „Diablo”, budzące u wielu fanów niesmak, wręcz wymuszają pytanie: „Czy aby o taki show chodzi nam wszystkim?”
Zapewne nie trzeba nikomu tłumaczyć kim, dla światowego boksu są Kubańczycy. Tak jak historia futbolu byłaby o wiele uboższa bez wkładu Brazylijczyków, hokeja bez obecności Kanadyjczyków, tak świat bokserski straciłby sporo ze swej magii, gdyby nie ogromny wpływ pięściarzy z tej karaibskiej wyspy. Wielkie nazwiska, wieloletnia dominacja i medale przywożone seryjnie z każdej ważnej imprezy. Losy tego kraju, jakże barwne i skomplikowane musiały odbić się piętnem na biografiach jednostek, a co za tym idzie także na losach sportowców. Historia tego narodu, może zatem w pewien sposób tłumaczyć genezę, zarówno wielkich sukcesów w boksie amatorskim, jak i czasem trudnych dziejów pięściarzy z tego kraju, którzy próbowali swoich sił na ringach zawodowych. I właśnie nad tym drugim aspektem chciałbym się skupić w zapoczątkowanym przeze mnie cyklu. Spróbuję przypomnieć największych kubańskich mistrzów znanych z ringów zawodowych, przywołać sylwetki tych którzy nie sprostali wielkim oczekiwaniom, jak i przeanalizować, jak dzisiaj radzą sobie w profesjonalnej odmianie tego sportu rodacy Fidela Castro. Na początek historia Jose Napolesa, jednego z najwybitniejszych w historii zawodników kategorii półśredniej
25-letni Amerykanin Andre Ward, mistrz świata federacji WBA w kategorii super średniej, zwyciężył w głosowaniu użytkowników portalu Bokser.org na największą nadzieję nowej dekady.Przypominamy, że z szerokiego grona pięściarzy, którzy nie ukończyli jeszcze 30 roku życia - zarówno tych bardziej znanych jak i dopiero rozpoczynających wielkie kariery - czytelnicy mieli za zadanie wyłonić zawodników, którzy ich zdaniem w właśnie rozpoczętym dziesięcioleciu, będą dominować na światowych ringach i mają szansę przejść do historii jako najlepsi bokserzy tego właśnie okresu.
W pierwszej trójce zestawienia, oprócz zwycięzcy znaleźli się: Brytyjczyk Amir Khan i wschodząca gwiazda kat. piórkowej, Kubańczyk Yuriokis Gamboa.
Wszystkim, którzy przyczynili się do stworzenia rankingu serdecznie dziękuję.
TOP 25 nadziei przyszłej dekady w rozwinięciu.
W ramach końcoworocznych podsumowań, wyróżnień dla najlepszych zawodników, różnorakich spekulacji dotyczących przyszłości, proponuję wszystkim czytelnikom mały plebiscyt.Wkrótce minie kolejna dekada, wielu bokserów okupujących dziś czołówki różnorakich zestawień p4p jest już u schyłku kariery.Grupa młodych, świetnie zapowiadających się bokserów zaczyna dobijać się do czołówki i coraz mocniej akcentuje swoją obecność.Spróbujmy więc z tego grona młodych wilczków wyłonić tych , którzy będą rozdawać karty w kontekście kilku najbliższych lat.
Powoli kończy się, ciekawy pod względem bokserskim rok 2009.Czas wielkich hitów - starć gigantów, które często najpierw rozpalały do czerwoności wyobraźnię kibiców, a następnie niosły za sobą jęk zawodu – głównie z powodu jednostronnego przebiegu, tychże widowisk (vide Kliczko – Arreola, Marquez – Mayweather). Jednym z ostatnich mocnych akcentów tego toku będzie starcie zakontraktowane w limicie kategorii średniej pomiędzy czołowym zawodnikiem rankingów P4P, Amerykaninem Paulem Williamsem (37-1 (27K.O)) , a mistrzem świata federacji WBC Argentyńczykiem Sergio Martinezem (44-1-2 (24 K.O)).
Niemal pewny już wybór Hasima Rahmana jako kolejnego rywala Tomasza Adamka wzbudza wśród kibiców sporo kontrowersji.37-letni dzisiaj „The Rock”, od kilku dobrych lat nie porywa swoją formą i na pewno na żadne większe sukcesy sportowe liczyć już nie może. Jako, że kolejnymi walkami Tomka żyje cała bokserska Polska - jego zagorzali zwolennicy jak i przeciwnicy, spróbujmy spokojnie i merytorycznie przeanalizować sytuację w wadze ciężkiej. Uwzględniając termin pojedynku (6 luty) jak i etap kariery „Górala” (33 lata, 2 walka w HW), postarajmy się sprawdzić czy promotorzy z Main Events mogli pokusić się o ciekawszego rywala dla Polaka.
Rzadko zdarza się, aby postać tak mało atrakcyjna medialnie wzbudzała tyle kontrowersji. Prosty człowiek rodem z Gilowic od kilku ładnych miesięcy jest obiektem niekończących się dyskusji i sporów, podczas których przegrzaniu ulegają serwery ze stronami poświęconymi tematyce bokserskiej. Oczywiście sprawa dotyczy dosyć małego obszaru życia publicznego , tak więc przeciętny Kowalski zapewne nie ma pojęcia, że gdzieś w sieci odbywa się posiedzenie sądu, gdzie arbitrami rozstrzygającymi o winie są panowie w togach schowani za adresem IP, a głównym oskarżonym jest prawdziwy grzesznik – grzesznik recydywista dodajmy – Tomasz Adamek. Przybliżmy zatem sylwetkę oskarżonego, pochylając się nad jego głównymi przewinieniami.
Nie jest to stwierdzenie ani szokujące, ani też specjalnie odkrywcze.Ktoś kto chociaż w sposób szczątkowy orientuje się w panującym obecnie w świecie boksu zawodowego harmiderze zdążył już na pewno się przekonać jak wielkiemu zdezawuowaniu uległ tytuł mistrza świata.Co gorsza ten proces ciągle postępuje,a zbyt wielu nadziei na poprawę sytuacji na horyzoncie nie widać.Taki stan rzeczy który coraz bardziej uwiera kibiców i fachowców zdaje się zupełnie nie przeszkadzać ludziom, którzy o jak najwyższą renomę tytułu czempiona dbać powinni.
Edgar Sosa,Roman Gonzalez,,Malcolm Klassen,Alexander Munoz.Cztery nazwiska wybrane dosyć pospiesznie i bez specjalnej selekcji spośród pewnego grona.Gdyby zagadnąć byle przechodnia, gdzieś na środku ulicy i zapytać czy wyżej wymienione osoby z czymś mu się kojarzą zapewne rozłożyłby bezradnie ręce i pokiwał przecząco głową.Ewntualnie nasz przypadkowy delikwent zdecydowałby się w akcie desperacji na zgadywankę: ”Piłkarze”, „Aktorzy jacyś” , „Chyba muzycy”.To tylko kilka z setek wariantów możliwych odpowiedzi.Oczywiście brak rozpoznawalności wśród szarej masy społeczeństwa nie jest jeszcze ostatecznym wyznacznikiem popularności.Spróbujmy więc sięgnąć ciut głębiej.
