David Haye kontra Audey Harrison. Pojedynek dwóch byłych przyjaciół. Z jednej strony zawodowy mistrz świata w wadze junior ciężkiej i ciężkiej a z drugiej były mistrz olimpijski z Sydney i zawodowy mistrz Europy. Ciekawy pojedynek, ale tylko na papierze, bo Harrison na zawodostwie zupełnie sobie nie poradził. Przejdę jednak do dzisiejszej "walki".
Ostra wymiana zdań między zawodnikami przed pojednynkiem, widowiskowe wejścia obu pięściarzy, wspaniałe efekty specjalne, publiczność rozgrzana do czerwoności i pierwszy upragniony gong. I co? I nic. Pierwsza runda upłynęła praktycznie bez ciosu, przy dźwiękach gwizdów słusznie rozczarowanych kibiców. Druga starcie zaczęło się podobnie, ale widać było już przewagę Haye. Trzecia runda. Haye atakuje, Harrison przyjmuje, pada, wstaje i znów przyjmuje i znów pada i koniec walki. Audley nawet nie próbował sklinczować, przytrzymać, aby zyskać kilka cennych sekund. Nie atakował prawym prostym, co było dla mnie zaskoczeniem z racji ogromnej przewagi wzrostu jaką posiadał. Wszystko wyglądało dość dziwnie. Same wejścia na ring trwały dłużej niż sam pojedynek. Porównynwanie tego pojednyku do starcia Franka Bruno z Lennoxem Lewisem jest wielce niestosowne. Bliżej tej "walce" do naszej "gali stulecia Gołota-Adamek", gdzie wszyscy wynik walki znają, ale mimo wszystko organizują potyczkę z racji dużych zysków, nie patrząc na zdrowie, z góry przegranego zawodnika. Na osłodę goryczy porażki Harrisonowi pozostała wypłata w wysokości chyba milona funtów. Co do Haye to głęboko wierzę, że wreszcie dojdzie do jego walki unifikacyjnej z jednym z braci Kliczko lub chociaż pojednyku z Tomaszem Adamkiem. Pojedynek z Kliczko obiecał, więc należy go trzymać za słowo. To wszystko co mam do powiedzenia na temat tego bardzo drogiego i jednocześnie słabego spektaklu, a innym kibicom boksu proponuje zapomnieć te "starcie" jakby go nie było.

Tytułową legendą oczywiście jest Roy Jones Junior. Jego nazwisko zawsze kojarzyło mi się z czymś najlepszym, najwspanialszym. Jak byłem dzieciakiem podziwiałem go. Walczył niemal ze wszystkimi najlepszymi zawodnikami swoich czasów w czterech różnych kategoriach wagowych i wygrywał z nimi w przekonywujący sposób. Prześcigał swoją epokę czego zwieńczeniem było zdobycie tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej. Styl w jakim odnosił zwycięstwa jest chyba nie do powtórzenie. Te sztuczki, triki, opuszczenie rąk, taniec na ringu, a przede wszystkim sukcesy sprawiły, że stał się legendą. Długo rządził na listach P4P jednak jego okres panowania skończył się w 2004 roku. Roy jest przykładem jak czas nieuchronnie dościga wszytkich nawet największych herosów. Niesamowita szybkość i nadzwyczajny refleks stały się jego znakiem firmowym. NIestety te właśnie cechy pięściarz traci w pierwszej kolejności, gdy dopada go wiek. Dziś Roy nie przypomina tego samego zawodnika co kiedyś. Nie jest nawet własnym cieniem. To cień cienia. Nie chciałem pisać trego artykułu jednak czarę goryczy przelała we mnie wyczytana jakiś czas temu informacja o prośbie Jonesa o walkę z Hayem.
Dzisiejszego wieczoru na O2 Arena w Hamburgu czeka nas kilka ciekawych pojednyków. Oprócz walki wieczoru, w której to zmierzą się Vitali Kliczko z Shannonem Briggsem, zobaczymy również innych ciekawych zawodników. Plan gali w Niemczech prezentuję poniżej:
Zaurbek Baysangurov (23-1) vs Eugenio Monteiro (16-13) Waga: lekkośrednia
Hizni Altunkaya (12-0) vs Mathias Reinhardt (3-0) Waga: junior ciężkiej
Nenad Borovcanin (26-0) vs Patrick Berger (6-4) Waga: junior ciężka
Ola Afolabi (14-2-3) vs Sandro Siproshvili (24-6) Waga: junior ciężka
Alexander Ustinov (21-0) vs Oezcan Cetinkaya (18-7-1) Waga: ciężka
Vitali Kliczko (40-2) vs Shannon Briggs (51-5-1) Waga: ciężka. Pojedynek o mistrzostwo świata federacji WBC.
Oczywiście na ten tytuł należy patrzeć z przymróżeniem oka. Shannon Briggs, bo o nim tu mowa zaintrygował mnie swoim zachowaniem podczas konferencji prasowej przed walką o mistrzostwo świata federacji WBC z Vitalijem Kliczką. Patrząc na zdjęcie obok można wnioskować, że prywatnie to sympatyczny gość, ale na spotkaniu z dziennikarzami daleki był od tego. Odgrażał się Ukraińcowi pewny swoich umiejętności i popisywał- robiąc przy tym dużo szumu. Historia boksu pamięta wiele takich sytuacji nawet jeszcze gorszych jak przed pojedynkami Tyson-Lewis czy Lewis-Rahman. Zazwyczaj pięściarz robiący zamieszanie przegrywa, nie pokazując nic ciekawego w czasie walki. Powstaje więc pytanie jakie szanse na sukces w tym starciu ma Briggs?
Alexander Dimitrienko wyznał w wywiadzie dla portalu allboxing.ru, iż nie weźmie udziału w turnieju federacji IBF w wadze ciężkiej. Zwycięzca tego turnieju miłaby dostać szansę walki z aktualnym mistrzem tej federacji Władimirem Kliczką. Ukrainiec wyznał również, iż w przyszłości chciałby skrzyżować rękawice z Tomaszem Adamkiem.
Fiodor Łapin został nowym trenerem zawodowego mistrza Unii Europejskiej Grzegorza Proksy. Łapin jest związany z grupą Knockout Promotions, gdzie trenuje między innymi z takim pięściarzami jak Krzysztof Włodarczyk, Dawid Kostecki czy Rafał Jackiewicz. "Super G"od kilku dni przebywał w Warszawie w celu ustalenia szczegółów kontraktu. Proksa był wcześniej młodzieżowym mistrzem federacji WBC i IBF. Obecnie zajmuje 38 miejsce w rankingu prestiżowej federacji WBC. Na zawodowy ringu stoczył 21 walk i wszystkie zakończyły się jego zwycięstwem. Nie pozostaje nic innego jak życzyć owocnej i pełnej sukcesów współpracy.
Walka stulecia. Hitowy pojedynek XXI wieku. To tylko niektóre z nagłówków jakie pojawiały się przy okazji organizacji walki między wielkrotnymi mistrzami świata Floydem Mayweatherem i Mannym Pacquiao. Starcie budzące emocje wszystkich kibiców, ekspertów i sympatyków szermierki na pięści. Numer jeden i dwa rankingu P4P. Tylko, który jest ten pierwszy? Wszyscy zadajemy sobie te pytanie. Fachowcy są podzieleni. Jednego czego można być pewnym to tego, iż walka stałaby na wysokim sportowym poziomie. Miliony dolarów dla głównych aktorów widowiska, pieniądze od sponsorów, z reklam, rekordy oglądalności PPV na całym świecie. Bez wątpienia ta walka osiągnełaby najlepszy wynik w historii jeśli chodzi o wpływy i wypłaty. Wszystko pięknie, tylko powstaje pytanie dlaczego tej walki nie było?
Dlaczego dzisiejsza waga ciężka jest tak słaba? Czy to wina braci Kliczko? Czy może pokolenie obecnych pięściarzy wagi ciężkiej jest tak słabe? Zastanówmy się co miała waga ciężka w swoich złotych czasach. Znakomitych wojowników? Wyrównany poziom sportowy? Wielkich sponsorów sypiących ogromne sumy pieniężne dla zawodników? Hmm...Chyba każda z tych odpowiedzi pasuje do wagi ciężkiej lat 90. z kolei nie pasuje do dziesiejszej wagi ciężkiej. Czy to wina braci Kliczko? Nie. Są poprostu świetnymi zawodnikami. To nie ich wina, że obecni zawodnicy wychodzą na ring tylko po wypłatę. Niektórzy nawet nie próbują ryzykować mimo, iż posiadają dość spore umiejętności. Przykład Johnsona. Zachwycił mnie zaś Albert Sosnowski, który wiedział po co wychodzi na ring. Chciał zdobyć tytuł, chciał wygrać. Nie udało się. Zabrakło trochę umiejętności i trochę szczęścia. Szkoda, ale Albert mimo, iż w mojej ocenie ma znaczenie mniejsze umiejętności niż wspomniany już Johnosn potrafił podjąć ryzyko. Wielce nie sprawiedliwe jest mówienie, iż Kliczko bawił się z Polakiem.
Tomasz Adamek może zostać mistrzem świata w przyszłym roku i to bez konieczności walki z niebezpiecznymi braćmi Kliczko. Nie mam tu wcale na myśli walki z Davidem Haye. Vitali Kliczko ma przecież już 39 lat i jak zapowiadał ma zamiar skończyć z boksem w 2011 roku. Wobec tego pojawiłaby się tu szansa walki dla Tomasza Adamka. Mógłby zawalczyć z jednym z czołowych pięściarzy rankingu WBC o wakujący pas.
W rankingu Tomek zajmuje dopiero 4 lokatę, ale jak wiadomo to telewizja rządzi w boksie i w przypadku odejścia na emeryturę starszego Kliczki zapewne Adamek zostałby awansowany na 1 lokatę, bo stoi zanim HBO i cała rzesza Polskich (i nie tylko) kibiców na całym świecie. 2011 rok zapowiada się bardzo ciekawie.
Zacznijmy jednak od początku. Rok 1996. Andrzej Gołota toczy przepiękne boje z największym wówczas mocarzem wagi ciężkiej Riddiciem Bowe. Przegrywa nie z przeciwnikiem, lecz ze sobą. Rok 1997. Gołota przegrywa już w I rundzie z Lennoxem Lewisem. Walki te do dziś owiane są legendą, być może z tego powodu,że wówoczas nie każdy mógł pozwolić sobie na obejrzenie walki Polaka za Ocenem w telewizji. Gdzie wówczas był Przemek Saleta? Odpowiedź jest prosta. Miał półtoraroczną przerwą w boksowaniu po porażce z Zelijko Mavrovicem już w I rundzie w walce o tytuł Mistrza Starego Kontynentu.Do lutego 2002 roku stoczył jeszcze 16 walk z przeciętnymi pięściarzami, aż doczekał się drugiej szansy. Walka Salety z Luan Krasniqiem była niewątpliwe najlepszą w jego ciekawej karierze. Zwycięstwo przez TKO 9 rundzie z wówczas niepokonanym Niemcem było wielką sensacją. Saleta w całej swojej karierze niewalczył z zawodnikami TOP na świecie w swojej kategorii wagowej. Oczywiście krytycy napiszą: jak to? Przecież walczył z Oliverem McCallem, Samil Samem czy wspomnianym już Krasniqiem. Owszem, ale McCall miał wówczas 40 lat i już nie należał doczołówki, Samil Sam nigdy się niesprawdził w walce z lepszymi bokserami podobnie jak Krasniqi.
