Dziś postaram się przybliżyć Wam jedną z największych sensacji w historii zawodowego boksu. Opowiem o początku końca wielkiego pięściarza, który miotany wieloma zdarzeniami rozpoczął swoją drogę po równi pochyłej, do bokserskiego dna. Sięgnął go dzięki "pomocy" wielu osób, szczególnie Dona Kinga i Robin Givens. Ten wieczór skończył pewien mit człowieka niepokonanego, silnego i twardego. Mit boksera, który niszczył kolejnych rywali na swojej drodze. Człowieka, który był utożsamiany jako wcielenie zła i brutalności...
Srebrny medalista olimpijski z Seulu, mistrz świata w kategorii ciężkiej, a dla nas pięściarz, dzięki któremu mogliśmy zobaczyć fantastycznego Andrzeja Gołotę w ringu. Riddick Bowe, bo o nim mowa to bokser, o którym nie często wspomina się w bokserskich pamiętnikach, encyklopediach czy historycznych "migawkach". Według mnie to jeden z najbardziej niedocenianych pięściarzy w historii tego jakże pięknego sportu.
