Oczywiście jeśli Andrzej Gołota w ramach taktyki sprowadzającej się do próby wygrania przez nokaut, nastawił się w trakcie kilkutygodniowych przygotowań przed walką, na zwiększenie siły ciosu, to zapewne będzie ona trochę większa niż bywało to ostatnimi czasy. Niemniej jednak, zwłaszcza w tym wieku i na tym poziomie wyeksploatowania organizmu wieloletnim forsowaniem na granicy adaptacji (Andrzej słynął z wielkiej pracowitości), może się to niekorzystnie odbić na szybkości rąk. Zwarzywszy zaś na to, że szybkość to czynnik, który na skutek wieku Gołota wyraźnie wytracał ostatnimi laty, oraz to że jest rok starszy (rok słabszy) niż był z Rayem Austinem, to spadek szybkości wywołany treningiem nastawionym przede wszystkim na silę może niestety szybkość Andrzeja sprowadzić do nie imponującego poziomu starego George’a Foremana. Tymczasem co Gołocie po zwiększonej wymowie ciosów, jeśli będą one na tyle wolne, że Adamek je zablokuje, uniknie ich, zbije je, czy też zejdzie z linii ciosu?
Zbliżającą się wielkimi krokami konfrontacje pomiędzy Tomaszem Adamkiem (38-1-0, 26 KO) i Andrzejem Gołotą (41-7-1, 33 KO) dumnie określa się mianem „polskiej walki stulecia”. Moim zdaniem są jednak spore szanse na to, że ten bardzo głośny w naszym kraju pojedynek zamieni się w teatr jednego aktora. Tomasz Adamek najprawdopodobniej ma zbyt dużo atutów po swojej stronie, aby wiekowy i mocno już wyeksploatowany Andrzej Gołota mógł być dla niego równorzędnym przeciwnikiem.
