- Trudno było go trafić, bo dużo i sprytnie chodził na nogach - powiedział zaraz po walce Krzysztof Bienias (41-4-1, 16 KO), który przed momentem zaledwie zremisował ze słabiutkim Juanem Martinezem Basem (8-16-1, 2 KO).
Początkowo wyglądało to nieźle, bo jeden z prawych krzyżowych Polaka rozciął lewy łuk brwiowy rywala. Potem było już trochę niemrawo, a 38-letni Hiszpan - choć przegrał siedem z ostatnich ośmiu pojedynków, toczył o dziwo wyrównany bój z doświadczonym Bieniasem. Ostatecznie po sześciu bezbarwnych starciach sędziowie ogłosili sprawiedliwy remis.
Przez pierwsze sześć minut Krzysztof Bienias (41-4, 16 KO) nie potrafił znaleźć właściwego rytmu, nie wyczuwał dystansu i nieoczekiwanie dawał się trafiać chaotycznie atakującemu Konstantinsowi Sakarze (6-14-1, 5KO). Dopiero od trzeciej rundy "Kisiel" doszedł do głosu, a piąta i szósta runda stała już pod znakiem jego wyraźnej przewagi.
Niestety w końcówce czwartego starcia obszernie bity prawy sierpowy Łotysza rozciął głęboko lewy łuk brwiowy Bieniasa. Polak zagryzł zęby i w końcówce szóstej odsłony przypieczętował swoje zwycięstwo na punkty.
Po sześciu nudnawych i zachowawczych rundach Krzysztof Bienias (40-4, 16 KO) zanotował kolejne zwycięstwo, choć na pewno popularny "Kisiel" nie miał dziś najlepszego dnia.
Walczący w wadze półśredniej Polak pokonał niejednogłośnie na punkty Roberta Cristea (2-16, 2 KO), który przecież miał być tylko przetarciem przed kolejnymi, trudniejszymi pojedynkami.
Tylko pięciu Polaków znalazło uznanie wśród ludzi układających rankingi wewnątrz federacji WBO. Co cieszy, wciąż wysoko sklasyfikowany w wadze półśredniej jest Krzysztof Bienias (39-4, 16 KO), który miesiąc temu poległ na wyjeździe z Kellem Brookiem w szóstej rundzie. Popularny "Kisiel" znalazł się na czternastej pozycji, a poprawić ją będzie miał okazję już w następną sobotę podczas gali w Gdyni. W tej samej dywizji trzeci jest Rafał Jackiewicz (36-8-1, 18 KO), ale on z kolei ma zagwarantowany bój o pas IBF i skoncentruje się na rewanżu z panującym tu na tronie Słoweńcem Janem Zaveckiem, z którym wygrał w 2008 roku po niejednogłośnym werdykcie sędziowskim.
W kategorii lekkiej nadal dziesiąty jest Maciek Zegan (41-5-1, 21 KO). Wrocławianin wskoczył do rankingu dzięki marcowemu zwycięstwu po ciężkim boju z Pierrem Francois Bonicelem podczas "Diamond Boxing Night" w katowickim Spodku.
Czwartym naszym rodakiem w zestawieniu jest boksujący w wadze półciężkiej Aleksy Kuziemski (18-1, 4 KO). Ostatni polski medalista amatorskich mistrzostw świata powróci na ring 22 maja, kiedy zmierzy się z byłym mistrzem Europy juniorów, niepokonanym Rosjaninem Igorem Mikhalkinem (11-0, 7 KO). Póki co Aleksa sklasyfikowano w kwietniowym zestawieniu na dwunastym miejscu.
W końcu waga ciężka i nasz najsławniejszy obecnie pięściarz, Tomasz Adamek (40-1, 27 KO). Odliczający już godziny do starcia z Chrisem Arreolą (28-1, 25 KO) "Góral" okupuje jedenastą pozycję, a jego najbliższy rywal trzecią, tylko za Aleksandrem Powetkinem oraz Davidem Tuą. Przypomnijmy, że do walki Adamka z Arreolą dojdzie już w nocy z 24. na 25. kwietnia podczas gali w Ontario, a nieoficjalną stawką tej konfrontacji jest możliwość powalczenia o mistrzostwo świata z jednym z trzech panujących czempionów.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem zawiedziony piątkową postawą Bieniasa. Byłoby tak, gdybym liczył na sukces sympatycznego warszawianina. Ale tak nie było. Uważam, że dwie, dobrze rozegrane walki we Włoszech, to była bardzo miła dla polskich kibiców niespodzianka. I tyle.
Co oczywiście nie znaczy, że nie życzyłem Krzysztofowi zwycięstwa na Wyspach. Zaciskałem kciuki, ale w kolejny sukces nie dowierzałem. W każdym razie nie na tyle, aby zaryzykować w zakładach bukmacherskich. Mimo kuszącej wielkiej wygranej w przypadku zwycięstwa Polaka. Plan taktyczny był zapewne taki, jak we Włoszech; za szczelną gardą pozwolić Brookowi wystrzelać się w pierwszych rundach; zmęczyć go, a następnie samemu rozpocząć destrukcyjną robotę. I ów nieskomplikowany plan mógłby zostać zrealizowany, gdyby nie fakt, iż garda Bieniasa nie stanowiła dla Kella większego problemu. Praktycznie każdy zadany cios przebijał się przez nią, dochodził celu. Brook wykazał braki kondycyjne, zmęczył się już po trzech rundach, ale zadane przez niego uderzenia odebrały siły i Bieniasowi. Obraz pojedynku mógł się zmienić, gdyby arbiter nie przerwał walki w szóstej rundzie. Mógł się zmienić, ale nie musiał. Dziś gdybanie nic nie da. Bienias oddał pas i wróci na pozycję z 2008 roku.
Już dziś na gali w Liverpoolu swój drugi pojedynek w obronie tytułu interkontynentalnego czempiona federacji WBO kategorii półśredniej stoczy Krzysztof Bienias. Rywalem 30-letniego warszawianina będzie 7 lat młodszy niepokonany na zawodowych ringach faworyt gospodarzy Kell Brook.
Stawką dzisiejszej potyczki na ringu w mieście Beatlesów nie jest jednak wyłącznie należący do Polaka tytuł „Inter-Continental”, ale również możliwość walki o właściwy pas World Boxing Organization, w którego posiadaniu znajduje się obecnie sam Manny Pacquiao - najlepszy pięściarz na świecie bez podziału na kategorie wagowe.
Jeden z najważniejszych dla Polaków tegorocznych pojedynków odbędzie się już w najbliższy piątek, tj. 12 marca w Liverpoolu. Posiadacz pasa WBO Inter-Continental Krzysztof Bienias (39-3, 16 KO) zmierzy się z młodym, bardzo silnym Brytyjczykiem Kellem Brookiem (20-0, 13 KO). Polak pomimo tego, że bardziej doświadczony na zawodowym ringu od swojego rywala nie jest uznawany za faworyta. Wręcz przeciwnie, skazywany jest na "pożarcie" przez swojego rywala. Polscy kibice mają ciągle w pamięci dwie ostatnie wspaniałe walki "Kisiela" z Włochem Svenem Parisem. Bienias pokazał w nich świetne przygotowanie, technikę oraz wzorowe podejście taktyczne.
Krzysztof w przeszłości mierzył się juz z dwoma klasowymi zawodnikami, jednak tamte potyczki zakończyły się wyraźnymi porażkami. Wpierw w 2003 roku przegrał z byłym mistrzem Europy i pretendentem do tytułów światowych Oktayem Urkalem. Walka potrwała 12 rund, jednak wg. sędziów Polak przegrał wszystkie z nich. Rok później szybko, bo juz w drugiej rundzie zakończył sie pojedynek z Juniorem Witterem. Bienias nie był wówczas jeszcze gotowy do walk z tak świetnymi rywalami. Teraz jest to zupełnie inny zawodnik, z dużo większym obyciem na zawodowym ringu i z opanowanymi wszystkimi tajnikami pięściarskiego rzemiosła.
Zaplanowana na 13 lutego w londyńskiej Wembley Arena walka Krzysztofa Bieniasa (39-3, 16 KO) z Kellem Brookiem (20-0, 13 KO) została przeniesiona na inny termin.
KRZYSZTOF BIENIAS - SERWIS SPECJALNY >>
Pojedynek Polaka w obronie pasa WBO Inter-Continental wagi półśredniej odbędzie się 12 marca w Liverpoolu, w Echo Arena.
13 lutego w londyńskiej Wembley Arena Krzysztof Bienias (39-3, 16 KO) zmierzy się w pojedynku w obronie pasa WBO Inter-Continental wagi półśredniej z reprezentantem gospodarzy Kellem Brookiem (20-0, 13 KO). "Kisiel", choć jest posiadaczem prestiżowego jak na polskie warunki pięściarskiego trofeum, już drugą z rzędu walkę w roli czempiona toczyć musi na wyjeździe. Jak tłumaczy promotor pięściarza Andrzej Wasilewski, sytuacja Bieniasa jest naturalną konsekwencją trendów obowiązujących obecnie w świecie sportu i rozrywki.
- O Bieniasie mało się mówi w polskich mediach i w związku z tym stacje telewizyjne, które w Polsce tak samo jak na całym świecie, są w sporcie bardzo istotną siłą, nie widzą swojego interesu w poświęcaniu swojego czasu antenowego na pokazywanie jego walk - mówi Wasilewski. - Niestety w erze tabloidów i kolorowych obrazków, gdy ludzie wolą oglądać Marcinów Najmanów i Jole Rutowicz, nieczęsto docenia się czystą rywalizację sportową - coś czego częścią jest Krzysztof Bienias.
Zapytany o to, dlaczego "Kisiel" mimo swojej niewątpliwej klasy sportowej i faktu, że znajduje się w życiowej formie, nie doczekał się jeszcze gali, na której toczyłby walkę wieczoru w obronie interkontynentalnego pasa WBO, Wasilewski wyjaśnia:
- Zorganizowanie jednej walki o tytuł WBO Inter-Continental to koszt około czterdziestu kilku tysięcy euro, czyli mniej więcej tyle, ile otrzymał za "walkę" z Najmanem Mariusz Pudzianowski. Porównajmy teraz poziom oglądalności walki Pudzianowskiego z potencjalnym występem Krzysia Bieniasa…
Jak donosi brytyjska gazeta ‘The Times’ Krzysztof Bienias (39-3, 16 KO), będzie jak dotychczas, najtrudniejszym przeciwnikiem dla niepokonanego Kellyego Brooka (20-0, 13 KO).
Już 13 lutego utalentowany 23-latek z Sheffield skrzyżuje rękawice z Polakiem w oficjalnym eliminatorze do pasa federacji WBO w wadze półśredniej. Aktualnie Brytyjczyk szlifuje formę na obozie w Brendan Ingle i jak twierdzi promotor Frank Warren, wszystko przebiega zgodnie z planem:
- Jest szybki, posiada duże umiejętności i potrafi uderzyć.
13 lutego w londyńskiej hali Wembley Arena Krzysztof Bienias (39-3, 16 KO) zmierzy się z niepokonanym Brytyjczykiem Kellem Brookiem (20-0, 13 KO) w pojedynku eliminacyjnym o prawo do walki o należący aktualnie do Manny'ego Pacquiao (50-3-2, 38 KO) pas World Boxing Organization kategorii półśredniej - poinformował BOKSER.ORG promotor popularnego "Kisiela" Andrzej Wasilewski.
KRZYSZTOF BIENIAS: SERWIS SPECJALNY >>
Polski interkontynentalny czempion WBO przygotowania do starcia z Anglikiem rozpocznie tuż po nowym roku, szlifując swoją formę między innymi na styczniowym zgrupowaniu w Zakopanem.
W poniedziałek informowaliśmy Was o propozycjach złożonych Maćkowi Zeganowi i Krzysztofowi Bieniasowi (39-3, 16 KO) na występ 13 lutego na Wembley Arena. Maciek od razu odrzucił ofertę z powodów finansowych, natomiast wygląda na to, że popularny "Kisiel" przyjmie rękawice rzuconą przez znanego z występów na Polsat Sport Kella Brooka (20-0, 13 KO).
Młodszy o sześć lat Anglik (na zdjęciu) notowany jest przez WBO na siódmym miejscu w wadze półśredniej, ale nie lekceważy czwartego w tym zestawieniu Polaka.
- Bienias ma świetny rekord i na pewno jest bardzo groźnym rywalem. To właśnie taki typ boksera, którego muszę pokonać jeśli myślę o zdobyciu mistrzostwa świata. Jest ode mnie wyżej w rankingu i ewentualne zwycięstwo będzie kolejnym krokiem przybliżającym mnie do pojedynku o pas - mówi 23-letni Brook. - Bienias jest niepokonany od pięciu lat i na pewno przyjedzie tu by wygrać. Dla mnie to wielkie wyzwanie, jednak zamierzam podtrzymać serię zwycięstw przed czasem. Zresztą mówię o tym już od roku - chcę zostać sprawdzony i przetestowany, a ta walka będzie do tego doskonałą okazją. Na koniec 2010 roku chcę być mistrzem świata.
Stawką potyczki Brooka z Bieniasem będzie dzierżony przez Polaka interkontynentalny pas WBO wagi półśredniej.
Niepokonany Czech Bronislav Kubin (9-0, 5 KO) będzie rywalem interkontynentalnego mistrza WBO wagi półśredniej Krzysztofa Bieniasa (38-3, 16 KO) podczas zaplanowanej na 18 grudnia gali "Wojak Boxing Night" w Łodzi. Pojedynek zakontraktowany został na 8 rund.
Bilety na łódzką imprezę (w cenie od 40 PLN), podczas której zaboksują także Paweł Kołodziej, Dawid Kostecki, Andrzej Wawrzyk, Łukasz Janik i Maciej Miszkiń dostępne są w sprzedaży internetowej na stronie eventim.pl.
2009 roku był najlepszym rokiem w zawodowej karierze Krzysztofa Bieniasa (38-3, 16 KO). Pięściarz Bullit KnockOut Promotions w przeciągu kilku miesięcy szturmem wziął Włochy i ranking World Boxing Organization kategorii półśredniej (aktualnie #4), dwukrotnie pokonując na Półwyspie Apenińskim faworyta gospodarzy Svena Parisa i zdobywając przy okazji interkontynentalny tytuł WBO.
Wydawać się mogło, że wielka kariera stoi przed "Kisielem" otworem… Nic bardziej mylnego, bo niewątpliwy sportowy sukces warszawianina docenili niestety chyba tylko prawdziwi koneserzy szermierki na pięści.
- Krzysztof jest doskonałym technicznie zawodnikiem, bardzo skromnym, cichym, spokojnym człowiekiem - komplementuje swojego podopiecznego promotor Andrzej Wasilewski, dodając jednak: - Niestety dla stacji telewizyjnych nie jest postacią za bardzo rozpoznawalną, a brutalne realia boksu zawodowego są takie, że telewizje płacą za medialne nazwiska.
Po rocznym rozbracie z polskimi ringami, 12 grudnia na gali "Wojak Boxing Night" w Łodzi, rodzimym kibicom w 8-rundowym pojedynku non-title zaprezentuje się Krzysztof Bienias (38-3, 16 KO). Popularny "Kisiel" swoje dwie ostatnie walki stoczył we Włoszech, dwukrotnie pokonując faworyta miejscowej publiczności Svena Parisa i powracając nad Wisłę z pasem WBO Intercontinental kategorii półśredniej.
Podczas łódzkiej imprezy wystąpią także młodzieżowy mistrz świata WBC wagi ciężkiej Andrzej Wawrzyk (15-0, 10 KO) i notowany w światowych rankingach w limicie 175 funtów Dawid Kostecki (31-1, 21 KO). W walce wieczoru zaboksuje champion IBC kategorii cruiser Paweł Kołodziej (23-0, 12 KO).
Drugi z rzędu wspaniały triumf Krzysztofa Bieniasa (38-3, 16 KO) i drugi raz żadna polska telewizja nie zdecydowała się pokazywać na żywo tego ważnego dla polskiego boksu wydarzenia. Dla kibiców, którzy nie mieli jeszcze możliwości obejrzenia ostatniego występu "Kisiela", prezentujemy finałową rundę rewanżowego starcia ze Svenem Parisem (27-5, 18 KO), którego stawką był interkontynentalny pas WBO kategorii półśredniej.
Nie zawsze taki sędzia we Włoszech straszny jak go malują- jak się okazuje, nawet gdyby piątkowa walka Krzysztofa Bieniasa (38-3, 16 KO) ze Svenem Parisem (27-5, 18 KO) potrawała pełne 12 rund, reprezentant gospodarzy nie mógłby liczyć na korzystny werdykt arbitrów punktowych.
- Widziałem karty punktowe po dziewięciu rundach i u sędziego hiszpańskiego Krzysztof prowadził trzema punktami, u sędziego francuskiego trzema punktami, a u sędziego angielskiego sześcioma lub siedmioma.- mówi Andrzej Wasilewski z promującej "Kisiela" grupy Bullit KnockOut Promotions.
Ostatecznie Krzysztof Bienias postanowił jednak nie pozostawiać decyzji o wyniku walki w rękach sędziów i znokautował włoskiego rywala w 12. starciu.
Bardzo podobny przebieg do pierwszej walki miała dzisiejsza, zwycięska, potyczka czempiona WBO Intercontinental wagi półśredniej Krzysztofa Bieniasa (38-3, 16 KO) ze Svenem Parisem (27-5, 18 KO).
Polak oddał początkowe minuty agresywnemu rywalowi, ale z czasem zyskiwał coraz większą przewagę. Pierwsza, trzecia i czwarta runda chyba dla Włocha, który co prawda nie zrobił większej krzywdy "Kisielowi", ale był agresywniejszy. Polak w drugiej odsłonie parę razy skontrował prawym prostym, jednak podkręcił tempo dopiero od piątego starcia. Lewy prosty Krzyśka stopował rozpędzonego Włocha, a Krzysiek do prawego prostego dołożył jeszcze prawy i lewy podbródkowy.
Gdyby spróbować zbudować w myślach stereotypowy wizerunek bokserskiego mistrza, okazałoby się, że Krzysztof Bienias (37-3, 15 KO) jest niemal perfekcyjnym zaprzeczeniem tego obrazu. 29-latek z Warszawy boksujący w barwach zawodowej grupy Bullit KnockOut Promotions ani wyglądem ani sposobem bycia nie przypomina bowiem ringowych zabijaków, którzy na konferencjach prasowych obiecują swoim rywalom rychły koniec żywota, a gdy zabrzmi gong, wyskakują z narożnika, by swoje obietnice jak najszybciej wypełnić. A jednak startujący od niedawna w kategorii półśredniej "Kisiel" jest posiadaczem liczącego się w świecie boksu pasa mistrzowskiego WBO Intercontinental, zaś prestiżowa federacja World Boxing Organization klasyfikuje go na 5. miejscu swojego rankingu.
Zapraszamy do lektury wywiadu z Krzysztofem Bieniasem, którego w piątek czeka rewanżowe starcie z Włochem Svenem Parisem (26-4, 18 KO).
WYWIAD Z KRZYSZTOFEM BIENIASEM >>
28-letni Sven Paris (27-4, 18 KO), włoski pięściarz, który 17 lipca stanie do walki rewanżowej z Krzysztofem Bieniasem (37-3, 15 KO) o pas interkontynentalny WBO wagi półśredniej, wczoraj wieczorem na gali boksu zawodowego w Porto San Stefano wygrał jednogłośnie na punkty 8-rundową walkę "na przetarcie" z Boliwijczykiem Benjaminem Roblesem Murry (13-37-4, 8 KO).
17 lipca dojdzie do rewanżowego pojedynku pomiędzy Krzysztofem Bieniasem (37-3, 15 KO) a Svenem Parisem (26-4, 18 KO).
Bienias i Paris po raz pierwszy skrzyżowali rękawice 20 lutego tego roku. Wówczas po znakomitej walce przed czasem zwyciężył Polak, zdobywając w ten sposób wakujący pas WBO Inter-Continental kategorii półśredniej. Sukces zawodnika grupy Bullit KnockOut Promotions był o tyle niespodziewany, że o swojej mistrzowskiej szansie dowiedział się on na kilka dni przed galą, a dodatkowo startował wcześniej w niższej klasie wagowej.
Rewanż Bienias – Paris rozegrany zostanie, tak jak lutowa konfrontacja, w rodzinnym mieście Włocha- Frosinone. Imprezę prawdopodobnie pokaże w Polsce Polsat Sport.
Dziś wieczorem zawodnik grupy Bullit KnockOut Promotions - Krzysztof Bienias (36-3, 14 KO) stanie przed szansą wywalczenia interkontynentalnego pasa WBO kategorii półśredniej. 29-letni Bienias skrzyżuje rękawice na gali we włoskim Frosinone z miejscowym bokserem - Svenem Parisem (26-3, 18 KO). Znamy już wagę, notowania u bukmacherów obydwu pięściarzy oraz obsadę sędziowską tego rozgrywanego na wyjątkowo niegościnnym terenie pojedynku.
Już jutro pięściarz grupy Bullit KnockOut Promotions - Krzysztof Bienias (36-3, 14 KO) zmierzy się z Włochem Svenem Parisem (26-3, 18 KO) w pojedynku, którego stawką będzie interkontynentalny pas WBO kategorii półśredniej.
O sukces, za jaki z pewnością można by było uznać wywalczenie przez 29-letniego Bieniasa tego bardzo windującego w rankingu WBO pasa, nie będzie łatwo z powodu splotu pewnych okoliczności, o których warto wspomnieć zanim zabrzmi gong rozpoczynający pierwszą rundę.
Za tydzień - 20 lutego na gali we włoskim Frosinone najważniejszą od kilku lat walkę stoczy były dwukrotny pretendent do tytułu mistrza Europy wagi junior półśredniej - Krzysztof Bienias (36-3-1, 14 KO). Niepokonany od ponad czterech lat Bienias zmierzy się z faworytem gospodarzy - Svenem Parisem (26-3-1, 18 KO) w pojedynku, którego stawką będzie interkontynentalny pas WBO kategorii półśredniej.